Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2019

Niesamowita moc kolorów

Polska jesień październikowa ma to do siebie, że „demonstracyjnie manipuluje” kolorami. Ożywia potrzebę otaczania się nimi. Jakby na zapas, tuż przed potopem późnojesiennych i zimowych monochromatyzmów – szarości, czerni, bieli.
Czerwony dywan Sylvii Plath W  październiku  prawie wszyscy jesteśmy  jak Sylvia Plath, która jesienną chandrę zabijała... czerwienią! W listopadzie 1961 roku pisała:
Nadchodzi pięć ponurych miesięcy. Odczuwam zawsze żal za odchodzącym latem, gdy wczesnym popołudniem zapada mrok, więc przez najbliższy miesiące będę dogadzać swemu organizmowi, gdyż jest to w moim przypadku najlepsze lekarstwo na chandrę. Trudno uwierzyć, by dywany mogły kształtować stan umysłu, ale znając swoją wrażliwość na kolory i faktury jestem przekonana, że czerwony dywan pozwoli mi zachować wieczny optymizm... * Niedokolorowanie  nasze powszechne I gdy tak wczoraj myślałam sobie o tym polskim październikowym karnawale kolorów, późnojesiennym monochromatyzmie i czerwonym dywanie Sylwii…

Polska czyta

Koniec lata… Koniec luźnego latania. Początek zmobilizowanego czytania. Pokazywanego na żywo, transmitowanego i retransmitowanego i takiego... pokazowego:
na głos/ głosy, po cichu ale w specjalnie zebranym czytelniczym tłumie,sportowego (o laur najszybszego, najwydajniejszego w sztukach, metrach, kilogramach), ekstremalnego (najdłuższego, w najwyższym punkcie, w najniższym punkcie, w najgorszych warunkach pogodowych)performatywngo (w specjalnie przygotowanych przestrzeniach, maskach, kostiumach). Bo na granicy lata i jesieni Polska albo idzie na grzyby albo odgrywa/ ogrywa, rozgrywa czytanie. W tym wrześniu  w czytaniu wyraźnie dają o sobie znać dwa trendy:
narodowycentroseksualny. PS.
Grzybów tej jesieni podobno jest wyjątkowo dużo.

Teraz czas na Ciebie. Blogowanie to gra zespołowa.  * Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka.
** Jeśli Ci się podobało, prześlij ten wpis dalej. Sprawisz, że moja praca przyda się kolejnym osobom.
***Polub  Content i Marketing  …

Lokowanie produktu w literaturze

„Są w życiu chwile, dla których specjalnie wynaleziono lody Magnum w białej czekoladzie. To jest właśnie jedna z nich” – pisze Sophie Kinsella w jednej z tych swoich babskich historii, nazywanych „chick lit" albo po prostu różową literaturą.

Czy  zacytowane zdanie to fictomercial, czy tylko znak czasów, w którym globalnie podlizuje się lody „Magnum" w białej czekoladzie, zwłaszcza gdy jest się kobietą, ma się trzydzieści lat i problemy: z poczuciem własnej wartości i z nimi… facetami...

Więcej tutaj :

Fictomercial, czyli lokowanie produktu  

Teraz czas na Ciebie. Blogowanie to gra zespołowa.  * Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka.
** Jeśli Ci się podobało, prześlij ten wpis dalej. Sprawisz, że moja praca przyda się kolejnym osobom.
***Polub  Content i Marketing  na Facebooku.




Smutek pustych słoików

Im więcej popkultury i Internetu, tym trudniej o realizm i …poezję. Dowody? Wczoraj dostałam wieprzki, dużo wieprzków*. Ucieszyłam się i natychmiast przefrunęła mi przez głowę myśl: Koniec ze smutkiem pustych słoików! Jeszcze nie wyfrunęła mi z głowy do końca ta myśl moja, a już pod frazą „smutek pustych słoików” tańcowały mi obrazy warszawskich słoików, wrocławskich, krakowskich, poznańskich, łódzkich, a nawet…rzeszowskich. Normalnie byłam przez nie tańcowana! To ci heca! To ci siła pop-języka! Uważajcie na nią copywriterzy! Uważajcie!

Słoiki pobrzękują w stolicy,
Słoiki pobrzękują w stolicy,
Słoiki pobrzękują w stolicy,
Oko za oko, wek za wek.
                                                                                     (Big Cyc)

*Dla niewtajemniczonych: wieprzki to śląska nazwa agrestu, a słoiki (słoikarze, słoictwo) to wiadomo.

Teraz czas na Ciebie. Blogowanie to gra zespołowa.  * Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka.
** Jeśli Ci się podobało, prześli…

Polski target

Byłam wczoraj na targu. Mówiąc bardziej storytellingowo: byłam w brzuchu mojego miasta. A tam w trzech miejscach (przy truskawkach, przy nabiale i przy mięsie) niezależnie od siebie ta sama fraza wpadła mi w ucho: „wiara wiarą, sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po mojej stronie”. Echo jakieś, czy co?

#moja prawda jest najmojsza  # maladie subjective  #gdzie Polaków dwóch, sądy idą w ruch

Teraz czas na Ciebie. Blogowanie to gra zespołowa.  * Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka.
** Jeśli Ci się podobało, prześlij ten wpis dalej. Sprawisz, że moja praca przyda się kolejnym osobom.
***Polub  Content i Marketing  na Facebooku.



Mięsożercy mogą odejść

Śniło mi się, że pod moim domem przechodziła wege parada. Mój uśpiony mózg atakowały hasła: Mięsożercy niszczą ziemię! Mięsożercom mówimy nie! Mięsożercy muszą odejść!  Mięsożercom dziękujemy! Precz z mięsożerczą obsesją! Mięsoholicy wstydem naszej planety!  Mięsojady do szuflady!

A co z mięsożerczyniami? – myślał sobie mój mózg, całkiem przytomnie jak na to, że był uśpiony. – Czyżby one mogły skubać polędwiczkę? Co z suczkami i kociczkami?
Co z aligatorkami?

 – Niech żyją zielone koty i kotki! Niech żyją zielone psy i sunie! Niech żyje sałata dla aligatorów! Niech żyje zielona karma dla wszystkich! – skandowali uczestnicy wege parady jakby czytając w moich myślach.

Ze snu wyrwał mnie głos, który wyraźnie dochodził zza ściany mojego pokoju: „Nasza rosiczka płacze i płacze. Chyba jest głodna?!”.

W mojej niby obudzonej, ale jeszcze śpiącej głowie jakaś moja dziko mięsożerna część bezgłośnie szeptała:

O rosiczki, o tłustosze, o pływcze!
O karnawały i posty!
O grille maści wszelakiej, ta…

Piwne oczy i już

Wakacje. Żar leje się z nieba. Wzdłuż drogi, którą leniwie przemierzam, królują: cykorie podróżniczki (niby cykorie, a podróżniczki, he, he) i billboardy z Ż… I mimo woli zaczynam myśleć o polskich reklamach piennych przyjemności. Tych czystych reklamach, bo o reklamach piwa ulokowanych w literaturze czy filmie można by napisać książkę. Tom opasły jak..brzuch Zagłoby.

No i myślę sobie, jadąc leniwie  wzdłuż drogi, której pilnują cykorie podróżniczki
i billboardy z Ż, że piffko dla mężczyzny („Kurka siwa, chcemy piwa!”) jest tym, czym dla kobiety …czekolada. Nie bez powodu Maklakiewicz śpiewał: „Małe piwko z korzeniami zastąpi łzy”, a inni mawiali że „ono wie, co dobre”/„ono wie, co dobre dla mężczyzny” i „ono nie pyta, ono rozumie”.

No i myślę sobie, że wiele opowieści o mężczyznach mogłoby zaczynać się od słów:
W niejednym barze piwo pił. I każda z przestróg, które miałyby jakiekolwiek szanse  przyjęcia w męskim świecie,  mogłaby tak naprawdę sprowadzać się do zdania: nie chwal piwa…

Wyrazista jak… musztarda

Jest wiosna. W przededniu lata AD 2019. Polskie słońce pali mocno i wyraźniej niż w Madrycie. A mnie po głowie chodzi…musztarda. Może to wynik upału, może jakiś obrazkowy odprysk z wczorajszego włóczenia się po sklepach (Oj, było musztardowo!), a może wynik myślenia o copywritingu kulinarnym, który wciąga mnie coraz bardziej! A może to ta myśl, z którą wczoraj położyłam się do łóżka: wyraziste nie musi być oczywiste…

Musztarda jest właśnie nieoczywista: bywa delikatna i ostra jak szkło, apatyczna i ponętna, oryginalna i wtórna, tradycyjna i nowoczesna, czysta i zmelanżowana, egalitarna i elitarna, akuratna i spóźniona. Nie ma musztardy w ogóle, każda jest osobnym egzemplarzem. Funkcją musztardy jest…bycie na czas i zaskakiwanie.

Musztarda ma też bardzo duży potencjał: nostalgiczny, towarzyski, snobistyczny, literacki i muzyczny. O musztardzie można i na rockowo, i w rytmie hip-hopu („Twarda petarda sarepska musztarda”) i poetycko, w stylu Brassensa, Georgesa Brassensa:

A gdy piosenkę …

Jednorożec nieźle zmaterializowany

Poczucie humoru, dystans, fad? Jak zwał tak zwał, w każdym razie w przestrzeni Łodzi bezgłośnie cwałuje …jednorożec.

Cwałuje od dnia, w którym został odsłonięty „Pomnik Jednorożca” Tomohiro Inaby. Z dnia na dzień jednorożec będzie pewnie coraz bardziej rymował się z Łodzią, niegdysiejszym miastem wielkiej industrii, a w latach PRL-u – miastem to prządek, to przemysłu filmowego.

Nie mogę oprzeć się myśli, że pomnik jednorożca to pomnik: poczucia humoru, baśniowej wyobraźni i …jednorożcowego fadu z początku XXI wieku. I jak się przyjrzeć bliżej, to okazuje się, że to niezły pomnik marketingu.

Charlie!
Jednorożec z miasta Łodzi
bębni
złotym kopytem!
Charlie!
Jednorożec
bębni
i już...*

*Oryg. Mary Spolsky

Teraz czas na Ciebie. Blogowanie to gra zespołowa.  * Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka.
** Jeśli Ci się podobało, prześlij ten wpis dalej. Sprawisz, że moja praca przyda się kolejnym osobom.
***Polub  Content i Marketing  na Facebooku.

Spryciarze od marketingu, PR-u i SEO czyli wykańczanie Wikipedii

Ostatnie dni pokazały, że dla niektórych ludzi marketingu, PR-u i SEO nie ma miejsc i działań nieetycznych. Liczy się tylko spryt i kreatywność, która wybitnie pozycjonuje w rankingach Google albo pozwala na niestandardową ekspozycję produktu.

Tam, gdzie pasuje słowo oszustwo niektórzy ludzie marketingu, PR-u i SEO mówią: sprytny zabieg reklamowy/„a clever publicity stunt”, produkt placement, prank. W końcu marketingowcy i ludzie PR-u oraz SEO są mistrzami w używaniu eufemizmów. Zwłaszcza wtedy, gdy chodzi o działania na granicy przyzwoitości (albo całkiem nieprzyzwoite) – jak na przykład „hakowanie” miejsc regulaminowo przeznaczonych do publikowana treści encyklopedycznych: obiektywnych czyli weryfikowalnych przez odpowiednią bibliografię
i netografię.

A piszę o tym w związku z ostatnim „użyciem” Wikipedii dla „uwidocznienia” związku marki The North Face z najpiękniejszymi miejscami świata, czyli … marketingowego zhakowania Wikipedii.

Nie jest to pierwszy przykład biznesowego użycia…

Książka, czyli must-have wiosny 2019

A jednak pod naszym słońcem nic się nie zmienia. No dobrze, niewiele się zmienia! Weźmy na przykład taką książkę w roli atrakcyjnego dodatku do portretu czy autoportretu, książkę w roli znaczącego atrybutu.

Z książką przedstawiane były między innymi: św. Anna, św. Magdalena, św. Zyta z Lukki, św. Brygida, królowa Elżbieta I, Madame  de Pompadour, Helena Modrzejewska i setki bezimiennych czytających, zwłaszcza na przełomie XIX i XX wieku. U świętych obecność książki znaczyła duchowe bogactwo, u królowych – mądrość i bezgraniczną wiedzę,
a u Madame Pompadour – była modnym dodatkiem do ponętnej reszty. Czyż to nie ona wymyśliła slogan: „Książka jest sexy?”.

Od kilku lat niepisany monopol na autoportrety, autokreacje i kreacje z książką posiadają bookstagramerki. A teraz dołączyły do nich celebrytki z modowego wybiegu…. Bella i Gigi Hadid.

Od kilku dni Internet huczy, że Bella i Gigi Hadid sprawiły, że książki „stały się modnym dodatkiem” (akcesorium). Tym razem do outfitu. Niektórzy mów…

Dryf bywa niebezpieczny

Prawie wiosna. Rozluźnienie, tu i ówdzie poczucie pełnej swobody i potrzeby przemieszczania się. Zbliża się zagrożenie wiosennym dryfem albo znosem. Tymczasem dla takich przedsięwzięć jak prowadzenie firmy, bloga, pisanie książki (i każde inne pisanie) albo prowadzenie zwyczajnych projektów copywriterskich, dryf bywa niebezpieczny. Tym bardziej, że może przybierać tak przezroczyste, pozornie pożytecznie i przyjemne postacie, jak wałęsanie się po: biurze, kuchni, mieście, bibliotece, Internecie (ach, ten cyberslacking!).
Jak nie dać się dryfowi Właściwie jest tylko jedna metoda zawalczenia z dryfem o swoje: ustalenie celu swojego projektu (sieci projektów), zadań, harmonogramu. Wiem, wiem, że słowa cel, zakres (domena, pole, podwórko), granice nie brzmią dobrze. Zwłaszcza dla wizjonerów i ludzi zwyczajnie towarzyskich. Ale jak to mówią bardzo doświadczeni: Jeśli w nic nie celujesz, nie trafisz na pewno. Albo  trafisz najwyżej raz.

Planowanie, a zwłaszcza określenie celu działania, jes…

Pragnienie przyjemności w copywritingu

Miałam sen. Sen o konferencji copywriterów. Referenci mówili głównie o PPPP, czyli o prawie powszechnym pragnieniu przyjemności.

Było też, co prawda. kilka referatów o marketingowej „sile rażenia” użyteczności, ale przyjemność była górą. Przyjemność choćby niewielka, niedroga, niezobowiązująca, a nawet tak przelotna jak popularność przedwczorajszego posta na Facebooku. Przyjemność próbowania nosem, okiem, językiem, dotykiem. I przez nowe zmysły. Bo przecież zmysłów nam przybywa… (Pal sześć tych, którzy mówią, że ubywa!)

I nagle – jak to we śnie bywa – znalazłam się poza konferencją. W jakimś małym miasteczku,
z rynkiem i czterema uliczkami wiodącymi w …decentrum.

W rynku stał pomnik …loda, opatrzony tablicą z napisem:
Trudniej jest być nieszczęśliwym, kiedy się je lody.
Kurt Vonnegut – Śniadanie mistrzów.  To przesłanie wydało się mojej śniącej głowie super przyjemne i naturalne. Trochę – jak to mówią Francuzi – déjà lu albo déjà dit.

Z ciekawością rozejrzałam się po rynku… A tam lod…

Fiołkowe szaleństwo

Właśnie kwitną. Fiołki. Myślisz, że są tanie, nudne i przesłodzone? Przestań. Fiołki naprawdę mają niezłą historię i niezły potencjał na fad. Tym bardziej, że już nie raz i Europa, i Ameryka miały fioła na punkcie fiołków.

Przez lwią część XIX i pierwszą połowę XX wieku fiołkowa aura spowijała i dwory, i miasta,
i lud. I wykwintnych, i rubasznych. Nie dawała spać i przemysłowcom, i poetom, i pop-poetom (tym od show-biznesu!), i dyktatorom podnieb(ien)nych smaków (Ach, ten Koktajl Aviation!).
Fiołkowe cesarzowe Na początku fiołkowego fadu były fiołkowe cesarzowe – Józefina (1763-1814), Maria Ludwika (1791-1847), Eugenia de Montijo (1826-1920), Elżbieta Bawarska/Sissi (1837-1898).

Cesarzowa Józefina z ogrodniczą pasją kolekcjonowała fiołki w swoich dworskich ogrodach.
I eksponowała je na sukniach, niczym biżuterię.

Maria Ludwika „obnosiła” zapach fiołków parmeńskich i powszechnie przypisuje się jej ideę perfum „Violetta di Parma”, które na  rynek trafiły w 1870 roku, aromatyzując Eur…

Gdyby słowa powszechnie pachniały

Marketing treści! Marketing treści! – krzyczą niemal wszystkie agencje marketingowe. I mają rację. Częściową rację, bo w Internecie nie da się przebić marketingu treści przez marketing zapachowy.  Internet jest jednak skandalicznie dwuwymiarowy: wzrokowo-słuchowy.
Internet nie jest najlepszy Internet nie jest w stanie przekazywać  komunikatów czytanych węchem. Najpierwotniejszym ze zmysłów, reagującym najszybciej. Najbardziej uniwersalnym. Wybitnie emocjotwórczym i przywracającym pamięć.
„To jedyny zmysł, którego sygnały nie trafiają do wzgórza, lecz bezpośrednio do ciała migdałowatego i hipocampu.[….] To dlatego zapachy potrafią wywołać niezwykłe stany emocjonalne i żywe wspomnienia”* . To zapach natychmiastowo i nieodwołalnie przesądza o lubieniu albo nielubieniu, pozostaniu albo ucieczce. A w dodatku węch jest tym ze zmysłów, którego „nie da się wyłączyć”. Przed zapachem nie po prostu ma ucieczki.
"Ludzie bowiem mogą zamykać oczy na wielkość, na grozę, na piękno, i mogą zamy…

Marketing czytania

Pytanie „Jak zachęcić do czytania książek?” zadają sobie wszyscy żyjący z „czytania”: wydawcy książek, ich sprzedawcy, marketingowcy, profesjonalni, amatorscy i samozwańczy krytycy literaccy, książkowi blogerzy i instagramerzy, itd… Najmniej chyba autorzy, bo oni po prostu piszą zanurzeni w literackich nadziejach (i paraliterackich!) po samą szyję. Identycznie, jak w XVIII, XIX, XX wieku. Oczywiście z wyjątkiem tych, do których dotarło, że nie ma prawdziwej promocji bez autopromocji, bez permanentnego  bycia we własnych i zdobytych mediach*.

Nie ma wątpliwości, że dziś tkwimy w szaleństwie produkcji treści! Stąd też pytanie „Jak w powodzi „porywistych treści” zachęcić do czytania książek?” ma sens szczególny. Tym bardziej, że zdecydowanie bardziej mamy czas pisania książek niż ich czytania. 
CZPK, czyli czas pisania książek Spotykane kiedyś tylko wśród literatów czy naukowców scenki, w których autorytety (PP – pomijając płeć) na pytanie o ostatnio przeczytaną książką odpowiadały: „…

Gdyby wszyscy dookoła czytali książki

Wciąż w mediach mówią, że Polacy nie czytają książek. Nie że w ogóle nie czytają, ale statystycznie i nie tyle co Luksemburczycy albo Czesi. Podobno nawet polski premier przestał czytać książki. (Nie pierwszy i nie ostatni z europejskich premierów!)

A piszę o tym, bo niedawno zostałam zapytana, co zrobić (marketingowo!) żeby ludzie czytali. Żeby czytanie było modne. Zanim podzielę się moją odpowiedzią na zadane pytanie, przesyłam Wam cytat mówiący o tym, co by było gdyby wszyscy wokół czytali. Dla porannej przekory, pobudzenia wyobraźni i poszukania ….powinowactw i analogii.
„Ale dopóki nie czytam głośno, to chyba nikomu nie przeszkadzam? – uśmiechnął się uprzejmie.
– A właśnie, że tak pan robisz! – odparł jego sąsiad, stukając palcem w stół.
– Czytanie może bardzo przeszkadzać, ba, może nawet być niebezpieczne.– Już miał się napić piwa, ale w połowie podnoszenia butelki zrezygnował. – I to nie tylko dla tego, kto czyta, ale też dla wszystkich w pobliżu... Bierne czytanie to nie żar…

Millennial pink, czyli marketing kolorów

W tym roku Pantone nominował na kolor roku coral, living coral. A wraz z tym kolorem zwrócił uwagę na przypisywane mu emocje i skojarzenia, takie jak: brak ostrych granic (przecież istnieje cała paleta raf koralowych), jednoczesna łagodność i energetyczność, optymizm, naturalność, towarzyskość – połączenie stadności i indywidualności. I już pierwsze miesiące 2019 mówią, że będzie koralowo! Istnie koralowo!


Millennial pink Chyba jednak największym sukcesem marketingu kolorów w ostatnich latach był millennial pink, o którym dowcipni mówią, że przede wszystkim jest to różowy, który nie jest różowy. Millennial pink był absolutnym hitem w 2017 roku.

Opisywano go jako róż zgaszony, wyciszony, złamany beżem albo pomarańczem, albo złotem, albo fioletem, czyli trochę brzoskwiniowy, trochę morelowy, trochę grapefruitowy, trochę przypominający kolor białego derenia. Konia z rzędem temu, kto – oprócz marketingowców – ma przed oczami kolor białego derenia.

Millennial pink opisywano też przez rel…

Marketing kolorów

Jest luty. Po czarno-białej elegancji stycznia, rzeczywistość za moim śląskim oknem staje się coraz bardziej ruda i błękitna. I kiedy wczoraj smakowałam lutowe rudości, które na czubkach leśnych  młodników przechodziły w delikatny fiolet, przyszedł mi na myśl temat „marketingu kolorów”. Nie marketingu przez kolor, ale marketingu kolorów. Nie powiem, że temat ten „objawił mi się” niepodziewanie, bo tak naprawdę nic nie dzieje się niespodziewanie, a „marketingowe kolorowanie świata” obserwuję już od jakiegoś czasu.

Od jakiegoś czasu obserwuję jak wybrany kolor, „otoczony marketingową chmurką”, wypełnia na sezon (albo i dłużej!) światy. Oba światy: i ten realny, i ten wirtualny. A właściwie – najpierw wirtualny, a potem fizyczny. Bo wirtualny świat coraz bardziej decyduje o tym, jakie kolory nosi się na ulicy i w salonach, jakimi wypełnia się prywatne wnętrza i publiczne przestrzenie, koloruje włosy, paznokcie, usta i jedzenie, i picie.
Instagramowe colorlove Nie do przecenienia w tym…

Kolor i komunikacja

Jeszcze chwileczka i podzielę się z wami moimi przemyśleniami na temat marketingu koloru. A dziś cytat o istotności koloru w komunikacji w ogóle. Bo o ile bezbłędnie na ogół wiążemy kolor z budowaniem nastroju/nastrojów czy prestiżu, o  tyle mniej z narzędziem komunikacyjnym do przekazywania wiadomości. Warto więc zapamiętać co myśli  o kolorze w w komunikacji Cai Guo-Qiang, jeden z najbardziej znanych zachodnio-koreańskich artystów – używający w roli mediów między innymi fajerwerków. Media mówią o nim często –„artysta wybuchowy”, „tańczący z fajerwerkami”.
„ Dzięki nieświadomemu wpływowi na nas fizjologicznie i psychologicznie, kolor jest nie tylko najważniejszym elementem stylistycznym w tworzeniu nastroju, ale jest także najważniejszym narzędziem komunikacyjnym do przekazywania wiadomości”.Teraz czas na Ciebie. Blogowanie to gra zespołowa.  * Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka.
** Jeśli Ci się podobało, prześlij ten wpis dalej. Sprawisz, że moja praca …

Pączki albo sen copywritera

Miałam dzisiaj sen. Śniła mi się góra pączków. Góra pączków, które miałam opatrzyć zgrabnym a uwodzicielskim sloganem. Wiem, wiem, że pączki od czasów samego Mikołaja Reja (tego od frazy „Polacy nie gęsi i swój język mają”) reklamy nie wymagają. Ale zlecenie, rzecz święta. Zwłaszcza zlecenie zlecone we śnie.

Więc śniłam o pączkowym copywritingu. Przez moją głowę przemykały hasła. Setki haseł. Oryginalne i niektóre wyraźnie adaptowane na użytek chwili. Motywujące do sięgnięcie po pączka i …usprawiedliwiające je, bo nawet we śnie pamiętało mi się, że od pączka do fast foodu droga króciutka.

Kotłowały się więc w mojej głowie hasła wykorzystujące najróżniejsze siły: rymu, zmysłowego opisu, porównania, dowcipu. Oto tylko garstka z nich. Te które po obudzeniu, zdążyłam zapisać. Reszta, a mam podejrzenie że te najlepsze, wciąż krąży gdzieś w Państwie Snów:

Okrągłe jedzenie zabija zmartwienie!

Pąki i pączki na życia bolączki!

Delikatne, wilgotne, aromatyczne!

Idealne!

Lookrowane!

Wykwintne!

Niech żyją jednorożce

Jorge Luis Borges napisał: „Jednorożec kończy jako wędlina, smok jako pasztet mięsny”. Borges nie miał na myśli rynkowej kariery jednorożca, w tym jego kariery w copywritingu. Ale jego słowa pasują jak ulał do niedawnego szaleństwa na punkcie jednorożców – od show biznesu począwszy (Miley Cyrus, Ariana Grande, Lady Gaga) na małym beauty skończywszy. Ach, te jednorożcowe stempelki do paznokci!

Co prawda, szczyt szału na wyprzedaż „jednorożcowych produktów” już minął, ale wciąż na rynkach cwałują jednorożce albo ich cienie. Można też kupić ślady ich obecności, na przykład…. łzy. Łzy „humanitarnie wychowywanych jednorożców”, karmionych „całymi taczkami owoców cytrusowych, pomarańczy, jagód jałowca, pęczków kolendry i pałeczek lukrecji”. Jak na czasy eko przystało!
Unicorn Tears, czyli łzy jednorożca I choć nazwę „łzy jednorożca” wymyślono dla alkoholi – angielskiego likieru i hiszpańskiego wina (Lágrimas de Unicornio), to bywają nią etykietowane syropy, koktajle, soki, miody, eliksiry*…

Szpilki z ananasem a szczęście

Ach, te szpilki! Z ich reklam można by stworzyć naprawdę niezły przepiśnik dla copywriterów. Reklamuje się je bowiem najróżniejszymi językami, od języka korzyści począwszy (Ultra uwodzicielskie!) a na języku memów skończywszy.

Zwłaszcza memy kuszą dzisiejszych copywriterów. Kuszą, bo kochają je media społecznościowe i są nadzwyczaj wirusogenne. A jak wiadomo, marketing to nie medycyna i wirusy kocha miłością nadzwyczajną.

A memy mogą być proste jak przysłowiowa budowa cepa (rechotogenne) albo mniej lub bardziej wyrafinowane i przewrotne (uśmiecho i śmiechogenne, ironiczne). I jak większość przekazów z lekkości, śmiechu (beki), zabawy i ironicznego dystansu urodzonych, mogą okazać się bronią obosieczną, o czym więcej pisałam tutaj. Tak, tak… kto memów używa, może się poranić, a nawet…zginąć

A piszę o tym wszystkim, bo właśnie natknęłam się na taką oto memową reklamę szpilek