Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2016

Blogowanie i bzik albo otaku

Żeby blogować trzeba mieć bzika albo być otaku. Nie, żeby blogować w ogóle, ale żeby blogować z przyjemnością i sukcesem.
Otaku, czyli… Być otaku, to znaczy kim? Więcej niż hobbystą, trochę mniej niż człowiekiem zarażonym obsesją. Być otaku to być takim człowiekiem, który dla realizacji swojej pasji zrobi bardzo wiele. A na pewno wyda ostatni grosz i poświęci każdą wolną sekundę, żeby sprawdzić najnowszą informację ze świata, którym się interesuje.

Wiem, że w Japonii słowo otaku ma trochę węższe znaczenie. Że określa się nim fascynatów gier komputerowych, anime i mangi. Wiem też, że słowo otaku ma tam negatywny wydźwięk, jest równoważne z zaślepieniem pasją. Pasja zamieniona w obsesję może być nie lada problemem. Niemniej w naszej i anglosaskiej kulturze otaku to coś pozytywnego.

Jedni mają otaku na punkcie biznesu, inni – marketingu albo copywritingu, jeszcze inni – na punkcie czekolady, kawy, pikantnych sosów chili, niebiańskich alei z jedzeniem albo... surfingu.
Bziki i holictwa =…

Sobotnie pralinki

W nawiązaniu do idei opiekowania się treściami innych, moja dzisiejsza majowa piąteczka. Najświeższa, ręcznie dobrana. A zatem polecam:
1. Emoji. Są wykorzystywane w kontaktach osobistych, towarzyskich, marketingowych. Niektórzy używają ich ponoć jako haseł do banku.

A inni – układają wiersze z emojis. Gdzieś wyczytałam, że w języku emoji powstał przekład biografii piosenkarki Miley Cyrus i książki Moby Dick pod tytułem Emoji Dick amerykańskiego pisarza Hermana Melville’a. Na pewno jednak  na język emoji „Polityka” przełożyła 15 klasycznych tytułów książek i filmów.

O emoji mówi się – system piktogramów, które wyrażają emocje albo po prostu: system buziek albo emotek. To rodzaj dzisiejszego pisma obrazkowego. Emoji bywają poręczne, wdzięczne, a czasami – kłopotliwe. Wystarczy nieodpowiednia kombinacja ikon i …problemy prawne gotowe.

O emoji dużo tutaj. A w załączniku infografika, ze statystycznymi informacjami, kto emoji lubi najbardziej.

Szkoda tylko, że zabrakło ciekawostek, niektó…

Twój sukces jest tusz, tusz

Kalambury, kalambury … Ulubiona zabawa poetów, szaradzistów, żartownisiów, satyryków, rysowników, dzieciaków i ….copywriterów…

Kalambury często, myślę, że o wiele częściej niż Wam się wydaje, są wykorzystywane w reklamie – w tworzeniu sloganów reklamowych. Sloganów dla targetu: błyskotliwego, łaknącego śmiechu, rozrywki.

Dobry kalambur wnosi bowiem do komunikacji świeżość, zabawność, zaskoczenie, zadziwienie, oczarowanie …. Ton antyserio… Uśmiech lub śmiech od ucha do ucha…. W komunikacji marketingowej prezentuje lekką stronę marki… Wyróżnia, dodaje sloganowi skrzydeł albo przylepności. Tak czy siak – służy jego popularyzacji. No i zabija nudę, wroga każdej firmy, marki, produktu.
Czym są kalambury Julian Tuwim pisał, że kalamburzysta to jest człowiek, który „zniekształca i przekręca słowa” w celu zrobienia dowcipu” i „szaleństwo rozpoczyna się dopiero przy deformowaniu słów, przestawianiu liter i sylab, tłamszeniu zgłosek i dźwięków oraz stosowaniu całego szeregu innych aktów okrucie…

Palindromy a hasła reklamowe i nazwa dla firmy

Palindromy są stare jak świat. Niektórzy utrzymują, że palindrom jest wcześniejszy niż slogan reklamowy. Choć oba narodziły się …w biblijnym raju. Za pierwszy slogan uważa się przecież słowa, którymi Ewa zachęcała Adama do zjedzenia diabłuszka. A za najwcześniejszy palindrom przyjmuje się pierwsze przywitanie Ewy przez Adama: „Madam, I`Adam”.

Historyczne dowody stosowania palindromów wiodą do III w. p n. e, a dokładnie do Sotadesa z Maronei.

Wokół istoty palindromu Czym są palindromy? Słowami, zdaniami, wierszami, które czytane i wprost, i wspak dokładnie odbijają użyte słowa albo mają ten sam sens. Stąd też nazywa się je niekiedy ”słowami biegnącymi z powrotem” (gr. palin – z powrotem, dromos – bieg)*, lustrzankami, echozdaniami (nazwa bodaj od książki Józefa Godzica – Echozdania, czyli palindromy) czy sotadami.

Julian Tuwim nazywał palindromy: literozwrotami, wspakoliterami, wsteczniami, przewiertniami, odwrotniami, odwrotnikami.

Moje ulubione palindromy to: A kruk otyły to kurka?

Akronimy: marketing, nazwy firm, życie codzienne

We wczorajszym poście pisałam o pochodzeniu słowa akronim, o modach na akronimy, o ich zaletach i wadach w copywritingu. Uwaga! w publikacjach internetowych często akronim jest mylony z akrostychem!

I choć akronimy mają trochę wad, to użyte dobrze osadzają się w pamięci, jak mało co.

Przykłady akronimów stosowanych w marketingu i reklamie Do klasyki akronimów związanych z marketingiem należą między innymi :
SWOT (strengths – mocne strony, weaknesses – słabe strony, opportunities – szanse, threats – zagrożenia) Nazwa jednej z najpopularniejszych technik analizy i oceny biznesowego potencjału, stosowana w planowaniu strategii marketingowej i/lub biznesowej.AIDA (attention – uwaga, przyciągnięcie uwagi klienta do produktu, interest — zainteresowanie klienta właściwościami produktu, desire – przekonanie klienta, że produkt jest mu potrzebny i może zaspokoić jego potrzeby, action — właściwe przekonywanie klienta do zakupa ) Nazwa uniwersalnego modelu działań  w planowaniu strategii marke…

Akronimy i copywriting

Nie ukrywam, że o powiązaniu copywritingu i  akronimów zaczęłam myśleć w związku z akronimem LATTE, o którym pisałam w ostatnim poście.

Przypomniał mi on parę innych skrótowców i to… że copywriting i akronimy idą w parze. Że copywriterzy po prostu lubią akronimy. Akronimy, czyli skrótowce, wyrazy utworzone z pierwszych liter albo sylab innych wyrazów.

Sama nazwa akronim jest wywodzona z greckiego akrólithos, co znaczy „mający kamienne kończyny”. Trwałe jak kamień?

Używanie akronimów w sposób statystycznie zauważalny następowało od początku XX wieku, stało się modne wraz z rozwojem Nowego Ładu w USA, a przyspieszyło wraz z rozwojem telekomunikacji. To w epoce Franklina D. Roosevelta (czyli po prostu FDR) narodził się akronim TLA (od ang. three-letter acronym, three-letter abbreviation), oznaczający trzyliterowy akronim lub trzyliterowy skrót pisany wielkimi literami. Dziś trzyliterowe akronimy to  klasyka.

Akronimy, jeśli są używane w rozsądnych ilościach, potrafią na długo zapisać się…

Sobotnie pralinki

W nawiązaniu do idei opiekowania się treściami innych, moja dzisiejsza piąteczka. Najświeższa, ręcznie dobrana.

1.Warto zajrzeć na stronę Moniki Czaplickiej, która mówi o metodzie LATTE, firmowanej przez Starbucks Coffee Company. Jest to metoda dla wszystkich, którzy akurat w tym momencie albo zapobiegawczo potrzebują pomysłu, jak zarządzać kryzysem, dobrego jak …kawa. 

A tak nawiasem mówiąc, LATTE to świetny pomysł na treści od marki: uniwersalne, użyteczne, ujmujące, łatwe do zapamiętania. Bo metoda LATTE to po prostu: Listen (słuchaj), Acknowledge (zrozum), Take action (działaj), Thank (podziękuj), Encourage to return (zachęć do powrotu).

A dla copywriterów modelowy przykład, jak używać akronimów. 

2.Wpis dla wszystkich kolekcjonerów (i koneserów) blogów marketingowych. Co prawda, nastawienie na ilość trochę zaszkodziło tu jakości, ale z proponowaną listą warto się zapoznać. W przypadku nowicjuszy, żeby się zapoznać, w przypadku średnio i całkiem zaawansowanych – żeby sprawdzić swo…

Jak podkręcić smak jedzenia? Niektórzy wiedzą to świetnie

„Najsmaczniejsza potrawa traci smak, gdy otrzyma nieapetyczną nazwę” – napisała kiedyś Aldona Różanek. Także Jerzy Bralczyk, autor książki Jeść!!! (Wyd. BOSZ 2014) powiedział: „nazwy, łącząc się z potrawami i napojami, potrafią też dodać im smaku”, „lubimy smakowicie przeciągać sylaby, dobitnie akcentować nazwy potraw, które smakują nam szczególnie".

Uwodzicielską siłę słów w sztuce rozkoszowania się jedzeniem i ucztą świetni znali już starożytni Rzymianie – mistrzowie ucztowania, którzy testowali siłę uwodzenia biesiadników przez oczy, zapach, dotyk, słuch i…. przez słowa. Nie posiadali copywriterów, ale zatrudniali herlodów, którzy ogłaszali zalety dań i objaśniali, dlaczego zasługują na szczególne przyjęcie.

Jak przypominają znawcy starożytnej sztuki biesiadowania, heroldzi nie zapominali o niczym, co mogłoby zaostrzyć apetyt, podniecić smak, podtrzymać zainteresowanie, przedłużyć przyjemność biesiadowania –  rozkosz stołu, jak mawiał Anthelme Brillat-Savarin. Jeśli starożyt…

Lody i galaretki, galaretki i lody

Cytat na dziś i na całe nadchodzące lato,  a w gruncie rzeczy niezły copywriterski kawałek sprzed 181 lat. Jego uwspółcześnienie  i rozwinięcie jest możliwie, ale niekonieczne!

Ze specjalną dedykacją dla wszystkich smakoszów, producentów, dystrybutorów  galaretek
i/ lub lodów:

„Bogacze Rzymu, którzy wyciskaliście pieniądze zewsząd, gdzie stanęła rzymska stopa, nigdy na waszych sławnych salonach nie pojawiły się soczyste galaretki, ta rozkosz podniebienia, ani lody rozmaitych rodzajów, których chłód pokonałby żar strefy gorącej. Jak mi Was żal! "

                                                                                        (Anthelme Brillat-Savarin, 1825)


Teraz czas na Ciebie. Blogowanie to gra zespołowa.  * Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka.
** Jeśli Ci się podobało, prześlij ten wpis dalej. Sprawisz, że moja praca przyda się kolejnym osobom.
***Polub  Content i Marketing  na Facebooku.

Weekendowo, urlopowo

Wczoraj postanowiłam zrobić sobie mały przedwakacyjny beforek. W duchu daycation –  blisko domu. Rano rowerowo, a późnym popołudniem – w odległości, którą da się pokonać samochodowo w niecałą godzinę.

Było zwyczajnie i niby banalnie, a jednak wyjątkowo. Nawet pola rzepakowe pod moim miastem nieźle prezentowały się w swej żółtości….

Żółte rzędy rzepaku – arcypolskie to zdanie…. Choć można je jeszcze bardziej utrudniać w mowie i piśmie, na przykład: Zażółciły się majową żółtością równe rzędy rzepaku. Albo wariacjami w stylu: żółto-zielone otchłanie rzepaku, żółto-zielone rozlewiska pól rzepakowych…

No właśnie, dlaczego mówiąc o polskiej wiośnie, nie mówi się o żółtości rzepaku. Mówi się na przykład: „Już złocą wiosnę żółtością swą kaczeniec, mnich i pierwiosnek”. A rzepak, gdzie?
 A po południu odwiedziłam moje śląskie jezioro łabędzie… Obramowane cudowną zielenią…

Od zawsze intrygowały mnie łabędzie, na lądzie niezdarne niczym gęsi, na wodzie – lekkie, eleganckie, czarujące w swoich …

Sobotnie pralinki

W nawiązaniu do idei opiekowania się treściami innych, moja dzisiejsza piąteczka. Najświeższa, ręcznie dobrana.

1. Dla wszystkich, którzy interesują się nowymi (albo prawie nowymi!) słowami opisującymi aktualne trendy (nie znaczy, że całkiem nowe!). Mowa o staycation (z ang. stay + vacation, spędzanie urlopu bliżej domu, lokalnie). O tym aktualnym trendzie w wypoczynku Polaków, zwłaszcza przed „wielkimi wakacjami", pisze na swoim blogu Natalia Hatalska.

Moda na staycation to rzecz do przemyślenia nie tylko w kontekście bliskich wakacji, ale i w przypadku osób zajmujących się marketingiem terytorialnym. I w przypadku blogerów, którym blisko do tematyki turystyki „nieopodal domu” – lokalnej czy regionalnej. Ze względu na różne zagrożenia, które ostatnio niosą ze sobą wyprawy do „wielkiego świata”, wakacje „blisko domu” mogą stać się hitem nadchodzących sezonów.

Na marginesie polecanego artykułu jedna uwaga! Sam termin staycation (a także daycation) jest już nastolatkiem. W Ameryce…

Najbardziej płodni redaktorzy i najwierniejsi czytelnicy

Porządkuję stosy notatek. Właśnie trafiłam na krótką notkę z artykułu Roberta Siewiorka z maja 2012 roku, sprzed czterech  lat:

 […] nasz świat kontrolują roboty i algorytmy. Wytwarzają już co czwarty wpis na Twitterze, generują połowę ruchu na stronach internetowych i w portalach społecznościowych. A 22 spośród najbardziej płodnych redaktorów Wikipedii to roboty*.
Ciekawe, jak to wygląda dzisiaj?

*R. Siewiorek, Homo tweetus, czyli dlaczego nigdy nie umrzesz. „Gazeta Wyborcza” 2012, 12-13 maja.

Jak pisać w Internecie

Zetknęliście się kiedyś z pojęciem „klątwa wiedzy”? Tak, tak, chodzi mi o przekleństwo nadmiernej  wiedzy. A dokładniej, używanej bez wyobraźni, bez empatii i znajomości oczekiwań rozmówcy – jego wiedzy, doświadczeń, gustów, osobistych pobudek do automatycznego akceptowania jednych rzeczy i odrzucania innych.

Nieznajomość przygotowania i oczekiwań odbiorcy nadawanego komunikatu może zrujnować każdą komunikację. Może spowodować zagubienie odbiorcy, jego konsternację (Jakie to trudne, nigdy tego nie zrozumiem!), frustrację (O Boże, jak ja nic nie wiem!) i wirtualne lub realne zakończenie rozmowy. Zamknięcie strony WWW, wyjście z bloga, odłożenie książki, wyłączenie się z słuchania podczas wykładu lub wyjście z prelekcji.

„Klątwa wiedzy” to zjawisko, które od lat nie jest obce ani ekonomistom, ani psychologom społecznym, ale i wszystkim ludziom, którzy zawodowo zajmują się komunikacją: pisarzom, dziennikarzom, nauczycielom, prelegentom, specjalistom od budowania wizerunku i od marketing…