Przejdź do głównej zawartości

Posty

Dlaczego pisarze ukrywają swoje nazwiska

Całkowite ukrycie albo tylko przesłonięcie prawdziwego nazwiska i posługiwanie się nazwiskiem literackim jest tak stare jak sama literatura. Już Mikołaj Rej niektóre swoje dzieła podpisywał jako Ambroży Korczbok Rożek. Oczywiście to nie pisarze wymyślili imiona zastępcze, a ludzie władzy – królowie, papieże, książęta. Choć nie stronili od pseudonimów i niewolnicy, i kobiety lekkich obyczajów.  Za używaniem pseudonimu literackiego może stać przypadek, zbieg okoliczności lub zaplanowana strategia zarządzania wizerunkiem. Sięganie po pseudonimy może mieć bardzo różne motywy: towarzysko-obyczajowe, polityczne, psychologiczne, estetyczne, medialne, marketingowe.  W pierwszym przypadku na ogół w grę wchodzi niechęć do wyciągania „na rynek” nazwiska rodowego, sam Molier – z domu Jean Baptiste Poquelin – tak miał albo do używania „ nazwiska po mężu” (przykład Joanny Chmielewskiej, metrykalnie Ireny Barbary Kuhn). Albo  debiutancka niepewność sukcesu. Warto zaznaczyć, że czasami pod pseudonimem
Najnowsze posty

Obsługa żołądka i o wiele więcej

W sosie walk polsko-polskich, pod hasłami z „kuchennej łaciny”, przyszło mi na myśl, że jednak kuchnia rządzi naszym życiem.  Kuchnia rządzi naszym życiem, bo rządzi naszym językiem. I nie chodzi mi tu o ultrapopularny ostatnio słownik łaciny kuchennej. Ale o to, że od „od kuchni” bierzemy słowa, które stygmatyzują innych. Mówimy o nich: budynie, buraki, burakoszczaki (ach, ten Tuwim), burakofony (ach, ten Varga), cebulaki/ cebularze, grzyby (stare grzyby), pasztety/parówy, pierniki (stare pierniki), kluchy, pyzy, zakiśli w sosie własnym, zakiszeni, przefermentowani, nierafinowani.  Obsługa żołądka i o wiele więcej Z kuchni bierzemy słowa, które upyszniają innych, czyniąc je smaczniejszym, po prostu „smacznymi kąskami”: malinki, ciasteczka/ ciacha (bajaderki), pomarańcze i brzoskwinki (zwłaszcza w Portugalii) albo szprotki (co prawda nieco archaicznie, ale jednak), które jasny wzrok zamieniają w „maślany” i każą „się lukrowiać”. No i można sobie przez takie szprotki czy malinki alb

Róże jesieni albo nieoczekiwany zwrot w sprawie chryzantem

Rynek karmi się także pozabranżowym kontekstem. Dlatego dobry sprzedawca, marketingowiec czy copywriter  musi mieć coś z psa: musi mieć super węch i słuch, i natychmiastową gotowość do skoku na niespodziewane „smaczki”. Za najlepszy przykład kontekstowej zmiany kursu w sprzedaży może posłużyć świeżutki przypadek… chryzantem. Jak wiadomo dla Polaków chryzantema była do niedawna kwiatem głównie nagrobnym. Znakiem listopadowych świąt: Wszystkich Świętych i Zaduszek. Krótko mówiąc, była chryzantema siostrą zniczy.   Tymczasem nieoczekiwane zamknięcie cmentarzy w związku z  koronawirusem, spowodowało przedefiniowanie chryzantem, albo ich nowe zdefiniowanie, jako ultrajesiennych kwiatów ozdobnych. Trochę kompulsywna to zmiana, podbarwiona polityką (tu i ówdzie pojawiło się nawet hasło „Chryzantemy, kwiaty rewolucji!”), ale jednak. Pojawiły się więc hasztagi: #chryzantemy na balkony #chryzantemy do ogrodu #chryzantemy wszędzie #chryzantemy do domu #kupujemy chryzantemy. Właściwie nie ma nic n

Słowa niegrzeczne

Od co najmniej 30 lat trwa u nas romans. Romans wulgaryzmów z kulturą – wysoką i mniej wysoką albo jak mówią na mieście: popularną. Nie tylko fikcjonalni bohaterzy filmów, spektakli, literatury, ale i ludzie kultury  z krwi i kości, z wyobraźnią i naprawdę niezłym wykształceniem, władający dość poprawną angielszczyzną (a nawet francuskim najwyższej klasy), w przestrzeni publicznej używają zwulgaryzowanej polszczyzny.  Jeszcze 30 lat temu wulgarna polszczyzna była polszczyzną ćwoków (czyli ludzi prymitywnych) albo ludzi ograniczonych intelektualnie. Pamiętam jak moja koleżanka opowiadała, że jej sąsiadka  każdą czynność w przepisie kulinarnym sprowadza do „pier*******” z przedrostkami:  roz-, o-,  na- i w -. Pamiętam jak puentowałyśmy tę  opowieść  współczującym zdziwieniem, że historie, sprawozdania, przepisy, recepty, slogany niektórych osób potrzebują do swojej pełni tylko jednego słowa i jego przedrostków. Potem pojawiły się programy typu reality show wywatowane wulgaryzmami i wulga

Target, target, target

Nigdy nie lubiłam słowa target. I nadal go nie lubię. Bo jest takie techniczne, jak … Jak numer pesel?  Targetowanie jest jednak niezbędne. Nie tylko tam, gdzie idzie o marketing, ale wszędzie gdzie chodzi o komunikację, o relację, o narrację, o redakcję, o korektę. Albo o konformizm komunikacyjny, czyli udawanie więzi. O szybkie bezstratne (albo jak najmniej stratne) przyciągnięcie, przywiązanie, podkarmianie określonej publiczności, określonej grupy potencjalnych fanów albo przynajmniej sympatyków. (No dobrze, gapiów też.) Przecież nie da się dogodzić wszystkim, prawda?  Albo inaczej: mówienie do wszystkich jest mówieniem do nikogo. Albo inaczej: żadna marka  i żaden produkt nie jest dla wszystkich.  Sztuka targetowania    Targetowanie pozwala  nastroić się na  audytorium czy widownię oraz przestrzeń/ przestrzenie spotkania z nią. Mówi o tym, jak mówić – szeptem  czy krzykiem.  Targetowanie kształtuje formaty, kanały, język/żargon i styl komunikacji. Bo targetowanie to rodzaj dedykac

Salfie, czyli radość z kupna

Selfie, niewinne selfie, wiele zmieniło w komunikacji – prywatnej, ale i komunikacji marki oraz w sprzedaży. A piszę o tym, bo właśnie natrafiłam na wypis z mojej niegdysiejszej lektury:   Pokażcie nam swoje uradowane miny, kiedy robicie u nas zakupy! Oto kupon zniżkowy, ale możecie go dostać tylko wtedy, gdy przyślecie nam swoje najlepsze selfie. A raczej sale-fie. Wrzućcie je na Instagrama z hasztagiem #salefie, a my wyślemy wam kupon.   Jo Piazza, Lucy Sykes, Diabeł używa Instagrama, Sonia Draga 2016, s. 219 Ciekawa jestem, co myślisz o salfie/salefie…. Może spodoba ci się także: Co to jest haul? Mały słownik selfie na wakacje i resztę roku Szpilki, szpileczki, szpilunie *Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka. ** Jeśli Ci się podobało, prześlij ten wpis dalej. Sprawisz, że moja praca przyda się kolejnym osobom. ***Polub  Content i Marketing   na Facebooku.

Jak sprzedać deszcz

Umie grać, tańczyć, rzeźbić. Może być spektaklem. Albo antraktem.  Może cieszyć albo smucić, inspirować albo irytować. Niewiele od niego zależy, bo wszystko zależy od „jego publiczności” i jej reżyserów. Bo on deszcz , sam bez właściwości, chłonie konteksty, zewnętrzne zapachy, kolory, dźwięki i rytmy, nastroje, emocje i emocyjki, pasje, szajby.   Niektórzy ludzie nie zdają sobie sprawy ze swojego szczęścia. Wyglądają przez okno i mówią >>O rety znowu pada<< a ja widzę deszcz i myślę: >>Świetnie, jutro wzejdą moje kwiatki<<.                                                                                                             Richard Wiseman, Kod szczęścia Słońce do deszczu nosi się w sobie Ktoś dzisiaj powiedział, że „słońce do deszczu nosi się w sobie”. Zdecydowanie w sobie nosi się radość deszczu, tak jak deszczową melancholię, deszczową drażliwość albo deszczową nudę. W sobie nosi się obrazy deszczu: smutku samotności (samotny jak jaskółka/drozd na desz