Przejdź do głównej zawartości

Posty

Dredy Olgi Tokarczuk a wąsik wieszcza Słowackiego

Najnowsze posty

Jak napisać hit

Nie da się ukryć, dzisiejsza łatwość pisania sprzymierzona z łatwością wydawania, obfitują nadprodukcją książek. Gdy wchodzę do  księgarni, od progu  nachodzi mnie ochota żeby raz na zawsze przestać pisać i nie mnożyć opowieści z góry wydanych na śmierć z przeleżenia. Drzewa umierają stojąc, książki umierają zalegając.

A z drugiej strony wciąż istnieją pisarze (i to wcale niestarzy)*, którzy potrafią swoje pisarstwo zamienić w dochodowy biznes. Czyżby kluczem do ich sukcesu była adaptacja do rynkowej natury naszej rzeczywistości i przyjęcie, że książka jest produktem po prostu, a autor jest producentem ?

Wiem, że nie brzmi to dobrze dla pisarzy artystów, wychowanych na odrazie łączenia literatury z jakąkolwiek „użytecznością” i z normalnym rynkiem, którym rządzą „targety” oraz marketing, promocja (i autopromocja!), PR.
Gdy książka jest produktem Nie tylko nam Polakom, ale i innym  wizja książki  jako produktu nie brzmi dobrze. Na przykład  Szwedom. A na pewno nie brzmiała im dobrze…

Polonez

Gdy gdzieś w Niderlandach święci się  Narodowy Dzień Tulipanów, u nas króluje polonez. Bo koniec stycznia to w Polsce tradycyjnie czas poloneza. Niegdyś tańca karnawałowego, a dziś także (a może przede wszystkim?) studniówkowego. Choć od kilku lat ten studniówkowy polonez wychodzi poza ramy tańca szkolnego. Coraz śmielej kolonizuje rynki polskich miast, miasteczek oraz media społecznościowe. Podbarwia je melodią, krokami i figurami „la polonaise”.

A polonez to taniec arcypolski: paradny, dostojny, posuwisty, korowodowo-kołowy, z marginesem na improwizację lidera. Dumny (kiedyś mówiono o nim senatorski!),  jednocześnie – podskórnie niepokojący. Jakby wróżył zmianę („może to już ostatni, co tak poloneza wodzą?), rozstanie, nostalgię.

Co tu dużo mówić, jest polonez wehikułem polskości (i romantyzmu!, jeśli wziąć pod uwagę, że wciąż kojarzony jest najczęściej z muzyką Wojciecha Kilara do Pana Tadeusza) całkiem chętnie wykorzystywanym nie tylko w przemysłach kreatywnych, ale i w marketing…

Streotypy niejedną mają postać

Żyjemy w czasach uwrażliwienia na stereotypy. Streotypy kolą, bolą, rodzą skargi Zwłaszcza w reklamie. Bo reklamie przypisuje się przecież funkcje: kulturowej pilotki, kreatorki nowych zachowań, twórczyni pragnień

A warto zwrócić uwagę, że żeby być oskarżonym o „gadanie streotypem”  czasami wcale nie trzeba gadać. Wystarczy przemilczeć. Przemilczenie –  na przykład kobiet w reklamie jakiegoś produktu - może być grubym dowodem na stereotypowy ogląd rzeczywistości. Na ogląd niezgodny z jakimikolwiek standardami marketingu.

Najlepiej o powyższym świadczy fakt zakazania reklamy brytyjskiego sklepu PC Specialist w Wielkiej Brytanii przez tamtejszą agencję zajmującą się standardami w telewizyjnych spotach - Advertising Standards Authority. Reklamę  kazano wycofać, ponieważ ... nie było w niej ani jednej kobiety. Na nic zdały się tłumaczenia reklamodawcy, że twórcy reklamy mieli za zadanie skomunikowanie się z rzeczywistym, tj męskim targetem.

Brytyjski przykład pokazuje, że brak kobiet  w …