Przejdź do głównej zawartości

Posty

Trucizny

Nie da się ukryć, że żyjemy w czasach gdy słów używa się jako broni rażącej. I nie da się jasno i wyraziście określić jakie słowa i w jakiej dawce ranią, a nawet zabijają*. Czasami wystarczy tylko bardzo subiektywne odczucie trucizny, aby czuć się zatrutym. Chciałoby się powiedzieć: Każdy ma swoją dawkę trucizny! I odtrutki, i odtrutki…
Tłumaczyzm Trucizną może być żart, krytyka i mansplaining, womansplaining/girlsplaining, adultsplaining i każdy inny „tłumaczyzm” uprzywilejowanego „tłumacza” wobec „poddanych”. Każde tłumaczenie**: aroganckie, nonszalanckie, pogardliwe. Każde tłumaczenie, gdy autor lub autorka są wyjątkowo pewni swojego zdania przy równoczesnym braku kompetencji i komunikacyjnej wrażliwości i/lub techniki. Kiedyś nazywano to butą. A o butnych „tłumaczach” mówiono : arogancki dupek.

Zaraz, zaraz..., a jak mówiono o butnych tłumaczkach? Zuchwała? Apodyktyczna? W każdy razie – ze względu na rzadkość zjawiska (publiczna buta kobiet nie jest jednak tak stara jak świat) – …
Najnowsze posty

Adrian kocha wszystkie kobiety

Taki jest Adrian… Kocha kobiety. Wszystkie kobiety. I chyba nie kłamie, bo od lat ubiera ich nogi: chroni, eksponuje, stylizuje, fetyszyzuje. Bez względu na wiek, wagę, stopień sprawności, a nawet uzależnienia i orientację seksualną.

W ogóle Adrian lubi angażować się społecznie, a od czasu do czasu nawet politycznie. No może niebezpośrednio, ale jednak….

Jednak podstawowy problem Adriana – tak przynajmniej mówią na mieście – polega na tym, że nie potrafi przestać …handlować. I nawet wówczas gdy serio tonem mówi o naprawdę serio problemach, ostentacyjne demonstruje swoje produkty. Niestosownie do kontekstu i nachalnie aż do bólu, obrzydliwie zmysłowo – mówią na mieście. Adrian po prostu nie ma dobrego smaku! – krzyczą.

A może Adrian nie lubi być smaczny? Może po prostu wierzy w wizerunkową i marketingową siłę tarcia jaka powstaje w jego „publicznych występach”, siłę tarcia pomiędzy obrazem, dołączonym do niego sloganem i ich społecznym kontekstem? Może Adrian wierzy w siłę dysonansu, …

Komu w drogę, temu książka

Marketing książki i marketing przez książki to coś, co mnie zajmuje absolutnie wyjątkowo. Pisałam wielokrotnie między innymi o fictomercialu – o lokowaniu produktu w literaturze.

A niedawno dowiedziałam się, że właśnie ruszył portal „Książki na drogę”, uruchomiony przez stowarzyszenie „Dziki Bez”. Portal pomyślany jako miejsce służące znakowaniu mapy geograficznej Polski – literaturą. Jako miejsce spotkań literackiej fikcji, literatury niefikcyjnej i geografii Polski.

Literatura znakująca rzeczywiste miejsca*  to pomysł szalenie mi bliski. Myślę o nim od lat prawie codziennie, idąc ścieżkami, ścieżynkami i ulicami mojego miasta, tropami zostawionymi mi przez Bienka. Horsta Bienka. I słowo daję, że czasami czuję ten zapach dzikiej lawendy i róż, który opisał w swojej Ostatniej polce. I słyszę dźwięk żółtych tramwajów, z jego dzieciństwa. Choć w moim mieście od lat już nie jeżdżą tramwaje. I nikt lepiej niż Bienek nie zwrócił mojej uwagi na ślady niegdysiejszego „żeliwnego imperium” łą…

Filuterna czerń, czyli moc słowa

Niedawno pisałam o mocy kolorów. To jedna z tych mocy, którą powinien umieć władać także… copywriter.

Serio, copywriter powinien umieć władać kolorami – dozować słowami ich odcień, jasność, nasycenie. Żonglować ich nazwami (Uwaga! Kolorów jest tyle, ile ich nazw!). Używać ich  do pobudzenia wyobraźni i pożądania. Zwłaszcza jeśli ten copywriter, który podbija rynek produktów i usług związanych z doświadczeniami smaku, węchu, dotyku, „klimatu” (aury), choć nie tylko, nie tylko.

Właściwy kolor i właściwie podany – w rzeczywistości i słowem – dosmacznia, przydaje rzeczom aromatu, miękkości, giętkości, sprężystości i ciepła, świetlistości, czyni bardziej (czasami wręcz wyjątkowo!) interesującym. Nie wierzycie? Popatrzcie jakie poetyckie są dawne gazetowe opisy modnych kolorów w modzie, na przykład ten z 1933 roku:
 Patou, swoim obyczajem lansuje dwie barwy opatrzone swoim imieniem i nazwiskiem: będzie to gris Patou oraz bleu perle — ten ostatni, jak głosi reklama, stworzony został z odcie…

Niesamowita moc kolorów

Polska jesień październikowa ma to do siebie, że „demonstracyjnie manipuluje” kolorami. Ożywia potrzebę otaczania się nimi. Jakby na zapas, tuż przed potopem późnojesiennych i zimowych monochromatyzmów – szarości, czerni, bieli.
Czerwony dywan Sylvii Plath W  październiku  prawie wszyscy jesteśmy  jak Sylvia Plath, która jesienną chandrę zabijała... czerwienią! W listopadzie 1961 roku pisała:
Nadchodzi pięć ponurych miesięcy. Odczuwam zawsze żal za odchodzącym latem, gdy wczesnym popołudniem zapada mrok, więc przez najbliższy miesiące będę dogadzać swemu organizmowi, gdyż jest to w moim przypadku najlepsze lekarstwo na chandrę. Trudno uwierzyć, by dywany mogły kształtować stan umysłu, ale znając swoją wrażliwość na kolory i faktury jestem przekonana, że czerwony dywan pozwoli mi zachować wieczny optymizm... * Niedokolorowanie  nasze powszechne I gdy tak wczoraj myślałam sobie o tym polskim październikowym karnawale kolorów, późnojesiennym monochromatyzmie i czerwonym dywanie Sylwii…

Polska czyta

Koniec lata… Koniec luźnego latania. Początek zmobilizowanego czytania. Pokazywanego na żywo, transmitowanego i retransmitowanego i takiego... pokazowego:
na głos/ głosy, po cichu ale w specjalnie zebranym czytelniczym tłumie,sportowego (o laur najszybszego, najwydajniejszego w sztukach, metrach, kilogramach), ekstremalnego (najdłuższego, w najwyższym punkcie, w najniższym punkcie, w najgorszych warunkach pogodowych)performatywngo (w specjalnie przygotowanych przestrzeniach, maskach, kostiumach). Bo na granicy lata i jesieni Polska albo idzie na grzyby albo odgrywa/ ogrywa, rozgrywa czytanie. W tym wrześniu  w czytaniu wyraźnie dają o sobie znać dwa trendy:
narodowycentroseksualny. PS.
Grzybów tej jesieni podobno jest wyjątkowo dużo.

Teraz czas na Ciebie. Blogowanie to gra zespołowa.  * Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka.
** Jeśli Ci się podobało, prześlij ten wpis dalej. Sprawisz, że moja praca przyda się kolejnym osobom.
***Polub  Content i Marketing  …

Lokowanie produktu w literaturze

„Są w życiu chwile, dla których specjalnie wynaleziono lody Magnum w białej czekoladzie. To jest właśnie jedna z nich” – pisze Sophie Kinsella w jednej z tych swoich babskich historii, nazywanych „chick lit" albo po prostu różową literaturą.

Czy  zacytowane zdanie to fictomercial, czy tylko znak czasów, w którym globalnie podlizuje się lody „Magnum" w białej czekoladzie, zwłaszcza gdy jest się kobietą, ma się trzydzieści lat i problemy: z poczuciem własnej wartości i z nimi… facetami...

Więcej tutaj :

Fictomercial, czyli lokowanie produktu  

Teraz czas na Ciebie. Blogowanie to gra zespołowa.  * Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka.
** Jeśli Ci się podobało, prześlij ten wpis dalej. Sprawisz, że moja praca przyda się kolejnym osobom.
***Polub  Content i Marketing  na Facebooku.