Przejdź do głównej zawartości

Posty

Oburzenie i chrzęst pereł

To jest absolutnie niemoralne – wykrzyknęła oburzona, dowiedziawszy się, że od kilku tygodni nie przeczytałam żadnej  książki. Jej oburzenie dorównywało temu z zeszłej soboty, gdy nieopatrznie podczas kolacji zamarzył mi się na głos … steak, well done. Zamarzył mi się spontanicznie, bez żadnych antywegetariańskich podtekstów.  W jej pełnym świętego oburzenia głosie wyraźnie słychać było ów „chrzęst pereł” z naszyjnika,  pochwyconych spontanicznie w akcie nadoburzenia. Ten chrzęst, o którym mówią Amerykanie i Anglicy. Choć pereł na szyi nie miała.  pearl-clutching – dezaprobata, oburzenie wyrażane super wyraziście (nadwyraziście, dramatycznie, w stylu „szok i niedowierzanie”) wobec ludzi, rzeczy i zjawisk uznanych właśnie za zbyt wulgarne,  brutalne, niemoralne, niestosowne, choć wielu osobom ci sami ludzie, rzeczy i zjawiska wydają się  całkiem naturalne.    W tym nadwyrazistym oburzeniu pobrzmiewa nuta wyższości, nowoczesności, światowości, choć niektórzy „na mieście" mówią , że
Najnowsze posty

Styl i publiczność

Dla ludzi żyjących z publiczności i dla publiczności nie ma gorszej rzeczy niż brak wyczucia stylu. W istocie chodzi tu o wyczucie publiczności. Bo dla ludzi żyjących z publiczności i dla publiczności,   rezonowanie z jej potrzebami i smakami jest najważniejsze, bo zapewnia: przychylność, polubkę, a nawet chmurę polubek i komentarzy w przestrzeniach mediów własnych, wydzierżawionych, zakupionych. Po prostu  zapewnia popularność i… pieniądze.  A żaden styl nie jest wieczny i nawet klasycy z czasem wydają się albo naprawdę, albo merkantylnie,  komercyjnie, konsumpcyjnie nieodpowiedni. Na przykład zbyt archaiczni albo... brutalni. Przykład? Proszę bardzo. Właśnie wczoraj przetoczyła się przez mój Internet rodzinno-medialna burza wokół Ballady o chirurgii plastycznej . Otóż słowa tej ballady, adresowanej kiedyś wpół żartem do snobistycznej inteligencji (biednej ale oczytanej) ponad głową „pewnego nieoczytanego” osobnika,  już w pierwszym pokoleniu zostały uznane za zbyt brutalne, bo mówiły

Treść tkwi w szczegółach

Siedzę przy stole i myślę sobie o szczegółach. O szczegółach w opowiadaniu stołu. Bo ten stół, przy którym siedzę, opowiada historię i Historię. Opowiada o naszych prywatnych i naszych polskich obrzędach i zwyczajach wielkanocnych, o  symbolice pokarmów – chleba, soli, jajek, chrzanu, kawałka wędzonki  i symbolice  wielkanocnych kolorów  oraz wielkanocnych roślin.  Na przykład o symbolice bukszpanu, który od zawsze towarzyszy moim wielkanocnym stołom. Bukszpan (grynszpan)  – semper virens, wiecznie zielony, stale świeży,  stale młodzieńczy. My się zmieniamy, a  on ciągle taki sam, pełen zielonego wigoru. I zawsze pasuje do wielkanocnych treści. I właśnie odkryłam, że mową osobną przemawiają  na moich  wielkanocnych stołach mazurki.  Odkryłam, że ustawione pod kątem są …billboardem, śpiewającym wiosnę i „Alleluja”!   Po swojemu! Na słodko, owocowo, bakaliowo, kwiatowo! I tak sobie siedzę przy tym stole szemrzącym mi historie i Historie i znienacka przypominają mi się „bukszpanowe”  fas

Co łączy marketing z bluszczem

Marketing ma naturę bluszcza. Chwyta się podpór i pnie ku górze. Może „wznosić się” na dominującym dyskursie, na modzie, na trendzie, ale też na – rozpalonych emocjach. Rozgrzanych gdzie indziej, poza marketingiem. I ten sposób „na bluszcza” nie jest wcale wymysłem dzisiejszego marketingu.  Czasami zdarza się „takie zabluszczenie”, że naprawdę trudno je przejrzeć, bo  sam marketing i jego przedmiot, narzędzia, tło i konteksty, emocje potencjalnego targetu są mocno splątane, zrośnięte ze sobą w jedno tajemnicze ciało.   Przykładem takiego „zabluszczenia”,  w którym trudno oddzielić marketing od sprzyjającej mu aury psychicznej potencjalnego targetu, niewyjaśnionego do dziś (chyba, że nie jestem na bieżąco?) może być stara sprawa tzw. Axemana, zwanego też „Katem z Nowego Orlanu” i  celowej/przypadkowej promocji muzyki jazzowej. Pod tytułem Topór i jazz opisywała ten przykład  nawet polska prasa, niemal sto lat temu. A robiła to tak: 13 marca 1919 r. w nowoorleańskich gazetach opublikow

Shero, co to jest

Jest hero! Jest shero! Shero jest silną kobietą. Nie słodką idiotką, nie opasaną  kokardami luksusu gwiazdą czy gwiazdeczką, ale silną kobietą. Przynajmniej sloganowo i wizualnie. Reklamowo. Bo w życiu, wiadomo. Różnie bywa, czasami: „Na zewnątrz mocna dziewczyna, a w środku ledwo się trzyma!”.  Źródło: https://www.urbandictionary.com Shero jest: pewna siebie, wielofunkcyjna, superaktywna, superproduktywna. Shero wie czego chce (do czego prze!). Shero nie dziękuje i nie przeprasza. Jest  dzisiejszym wydaniem La dame sans merci . La dame sans regrets. Bez „belle”, bo jak głosi jedno z wielu haseł polskich strajków kobiet: Piękne i grzeczne  już byłyśmy!   I chciałoby się powiedzieć: Żegnajcie ballady i romanse. Żegnajcie, diablo piękne i piękne! Żegnajcie poszukujące. Żegnajcie statystki  patriarchatu i „te gosposie i te Zosie, które sobie przy bigosie fantazjował pan Mickiewicz, aby znaleźć w nich pociechę” – jak pisał Boy Żeleński.  I pomyśleć, że mija już prawie 7 lat, gdy nawet Bar

Purplewashing co to jest

Co łączy różowy piecyk Sylvii Plath, Prosecco reklamowane jako „feministyczna przyjemność”, feministyczne wnętrza (gdzie „forma żeńska jest jest celebrowana, a nie poddawana seksualizacji”) i szminki w „kolorze rewolucji”  reklamowane w „Elle”? Otóż łączy je purplewashing, czyli pranie na fioletowo.   Purplewashing jest stary jak  zorganizowane ruchy na rzecz „równości kobiet". Bo purplewashing to nic innego jak wizerunkowe i handlowe podpięcie się pod „feministyczną energię”,  pod energię ruchu z własnym targetem i wachlarzem barw*, ikon, autorytetów, rekwizytów, gestów, sloganów, hasztagów, cytatów, wartości. To próba bezpośredniego lub pośredniego zmonetyzownia tej energii. Bez legitymacji rzecz jasna. Purplewashing** można uprawiać w każdej branży: gastronomicznej, beauty, odzieżowej. Rajem dla „prania na fioletowo” są rzecz jasna przemysły kreatywne. Dla przypomnienia: obejmują one film i wideo, architekturę (architekturę wnętrz także!), muzykę, rynek sztuki, sztuki performat

Branża beauty i copywriting

Niedawno pisałam, że nie ma pewności w temacie szminki, nie ma pewności… Jest natomiast pewność, że branża beauty uczy się swojego rynku na nowo… Uczy się, by nie wpaść w koleinę posądzeń ani o purplewashing, ani o seksizm  (tak, tak!). Stąd też stąpa jak kot po rozgrzanej blasze, zamieniając frazy: „ Bądź piękna!” „Lśnij!”, „Olśnij” na „Pięknie być kobietą!” czy „Piękne strony kobiecości!”.  Piękno konwencjonalne, zwane też ostatnio normatywnym,  czyli „piękno twarzy z okładek” pism modowych, po prostu przestaje  „kręcić” czy „żreć” ( mniejsza o słowa!). Przestaje być marketingowo użyteczne, bo bywa ostro krytykowane, co najmniej z dwóch stron: przez ruchy feministyczne i przez adwokatki i adwokatów Pokolenia Płatków Śniegu. (Nareszcie jakaś ładna nazwa, żadne tam pokolenie X, Y czy Z.) Te pierwsze, to znaczy ruchy feministyczne, fiksują w głowach i copywritingach –  ciałopozytywność (znaną też jako ciałożyczliwość), czyli fizyczną samoakceptację, a  ci drudzy – ochronę przed traumam