Jeśli dziedziczy się skłonność do zapachów i smaków, to ja odziedziczyłam czułość do cebuli. Od przedszkola śpiewałam o cebuli okrągłej jak kula, która z buraczkiem w czerwonym fraczku uwijała się po parkiecie. Wydzierałam się też (w całkowitej zgodzie z przekonaniem, że im głośniej tym lepiej) : O, mój mocny Boże, cebula staniała, za co ja se bedę korale sprawiała? Dziś już wiem, że to nie była pierwsza lepsza śpiewka „na ludowo”, że miała mocno ekonomiczny podtekst. Myślę sobie, że musiała powstać gdzieś w listopadzie (a może w grudniu?), kiedy już ostatecznie ustaliła się cena rynkowa cebuli. Że jest ta śpiewka podszyta żalem z powodu kiepskiej prognozy przychodów z uprawiania cebuli. Bo na ziemiach moich dziadów i pradziadów żyło się z uprawiania cebuli. Niczym w dawnej Prowansji. Jak Onion Johnnies, którzy transportowali swoją francuską cebulę do Anglii, współcześni moich dziadów, pradziadów jechali ze swoją cebulą do pobliskich miasteczek. Tu i ...
copywriting, content marketing, pisanie kreatywne