Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą marketing kulturowy

Nazwa perfum, czyli wstep do niezwykłej opowieści

Nazywanie produktów, podobnie jak nazywanie czegokolwiek, jest nie lada wyzwaniem. Zwłaszcza jeśli te produkty pochodzą ze strefy luksusu i trochę kosztują. I kodują określone przekazy: myślowe czy obrazowe. Jak na przykład …perfumy. A wokół tematu „nazwy perfum” krążę od kilku dobrych tygodni. Bo o nazwach, perfumach i ich opisach pisałam tutaj i tutaj.  I jak historia namingu dla perfum pokazuje, nie ma jednej metody, która pozwala na stworzenie uwodzicielskiej nazwy, łatwej do „ przekazywania". Otwartej na atrakcyjne skojarzenia czy opowieści. Sposobów na nazywanie perfum wypróbowano  co najmniej kilkadziesiąt. A wszystkie mogą się przydać nie tylko w sztuce nazywania perfum, nie tylko… Dziś tylko o jednej z metod nazywania  kobiecych perfum   – o sięganiu do kontekstu i dziedzictwa kulturowego: do ponadindywidualnych opowieści o ponadczasowej miłości mężczyzny do kobiety, do biografii i legend kobiet niezwykłych – rewolucjonistek  zastanego stylu życia...

Literatura i biznes

No i nie powiecie mi, że literatura nie może iść pod rękę z biznesem. I nie chodzi mi tu wcale o związki pisarzy z copywritingiem czy z content marketingiem, czy o to lokowanie produktów w literaturze,  o którym wielokrotnie już tutaj wspominałam. Chodzi mi raczej o literaturę jako inspirację do projektowania użytecznych rzeczy, rzeczy na sprzedaż.  Oto właśnie trafiłam wczoraj na rozmowę* Anety Augustyn z Amitem Tilanim – przedsiębiorcą. Odkrył on biznes zainspirowany przez piękną polszczyznę, energię, poczucie humoru polskiej literatury dziecięcej – od Brzechwy i Tuwima poczynając. Ich dziecięcych bohaterów, przepracowanych przez dzisiejszych dizajnerów, przeniósł w świat akcesoriów dla dzieci: poduszek, koców, przytulanek, przywieszek. Tym samym ożywił ich ponownie, wprowadził  w świat dzisiejszych maluchów wraz z potencjalną wartością dodaną – dziesiątkami wierszowanych opowieści na najwyższym literackim poziomie i… sentymentami rodziców, dziadków, ciotek i wujkó...

"Gwiezdne wojny": reklamowe inspiracje

George Lucas  ma żyłkę do biznesu. Stworzył kultową serię filmów. Przełamał niefart merchandisingu . Niektórzy nawet mówią, że tak naprawdę go stworzył, torując drogę innym do „utowarowienia” ich autorskich fikcji filmowych. Zostawił wreszcie potężne źródło inspiracji dla innych opowiadaczy historii (także tych biznesowych!) i dla autorów treści reklamowych, w tym rzecz jasna dla copywriterów. Gdzieś w Sieci natknęłam się nawet na gwiezdnowojenny cytat "Oczy mamią, nie ufaj im. Skup się na uczuciach", przywołany jako rodzaj plastycznego motta dla copywritingu. Jako jeden z argumentów na potrzebę myślenia copywritera przede wszystkim o emocjach odbiorców swoich przekazów.  Gwiezdne wojny w storytollingu i reklamie  O tym jak wiele można się nauczyć od Lucasa (skądinąd ucznia teoretyków i autorów wielkich narracji*), łatwo się przekonać choćby tylko wertując jeden z polskich „podręczników” stortytellingu – Podaj dalej, czyli jak stworzyć porywającą opowieść dla m...

Gwiezdne wojny, czyli wzorowy merchandising

Nikt kto pobył choć na trochę na moim blogu nie ma wątpliwości, że pasjonuje mnie śledzenie miejsc wspólnych pomiędzy literaturą, filmem, teatrem… i biznesem. Nie ma co ukrywać, lubię tropić flirty, romanse i małżeństwa marketingu ze światem autorskich kreacji i fikcji. A skoro tak,  to nie może zabraknąć posta o Gwiezdnych wojnach . Gwiezdnowojenna seria jest cudownym przykładem związku filmu i biznesu. O nieco innym typie takiego związku pisałam już wcześniej, powołując się na przypadek Jamesa Bonda – wzorcowy przykład fictomercialu. Kultowa seria i wzór merchandisingu Chyba nikt nie ma wątpliwości, że Gwiezdne wojny to nie tylko kultowa seria filmowa, ale i klasyka przemysłu filmowego. Ten przemysł wykiełkował ze świata wymyślonego przez George'a Lucasa i z jego inicjatywy. A został on stworzony z myślą o wielbicielach tego świata i wielbicielach jego wielbicieli, czyli z myślą o fanach. Został stworzony na wiele lat przed tym nim narodził się "fanocentryc...

Marketing i kino

Nie wiem czy już zorientowaliście się, ale jestem niepoprawną kolekcjonerką dowodów marketingowego wpływu  książek, przedstawień, filmów. Niedawno pisałam o Jamesie Bondzie – żywej reklamie „naprawdę męskiego” stylu życia i jego gadżetów. I o ile filmowa seria o Bondzie to klasyczny dowód trwałego mariażu kina i marketingu, o tyle trudniej znaleźć natychmiast dowody takiego małżeństwa reklamy i kinowej fikcji w odleglejszej przeszłości. Tymczasem, jeśli pogrzebać w bezpośrednich lub pośrednich dokumentach, to okazuje się, że kino od zawsze uczyło mód wszelkich, tak jak wcześniej fotografia, teatr czy literatura. Nawet w tych środowiskach, po których trudno byłoby się tego spodziewać. Oto właśnie w Cholonku … Janoscha, znalazłam dowód, że kino nawet w latach 30. XX wieku  i nawet na takiej prowincji, jak ul. Oślowska w ówczesnym Zabrzu, kształtowało kobiece wyobrażenia o…. wiecznej elegancji. No przecież chyba Janosch nie wymyślił od A do Z ostatniej woli swojej bohaterki? ...

James Bond i marketing

Właśnie wszedł na ekrany nowy film z Jamesem Bondem w roli głównej – Spectre . 24! Poza fabułą i akcją tego filmu, i całej serii filmów o Bondzie, wabikiem jest styl głównego bohatera: super męski, wyrafinowany, gadżeciarski. A wykorzystanie tego stylu w promocji i reklamie to świetny przykład marketingu kulturowego.  Jest to przykład marketingu, w którym jądrem jest postać fikcyjna – jej styl życia, gust, smak, gest. Łączy je: pewność siebie, opanowanie, perfekcyjność (nienaganność), pomimo życia na  adrenalinie. Wiąże  je stopienie w jedno elegancji i brawury. I w praktyce nic to nie znaczy, że Bond wraz z całym swoim światem jest przedstawiany z przymrużeniem oka.  Co lepsze, dla marketingu samochód, garnitur czy drink Bonda to o wiele więcej niż garnitur, samochód czy drink Daniela Craiga czy któregokolwiek wcześniejszego odtwórcy roli Bonda. James Bond według Iana Fleminga.  Wikipedia . James Bond - obraz seryjny. Źródło F...