Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2020

Dlaczego pisarze ukrywają swoje nazwiska

Całkowite ukrycie albo tylko przesłonięcie prawdziwego nazwiska i posługiwanie się nazwiskiem literackim jest tak stare jak sama literatura. Już Mikołaj Rej niektóre swoje dzieła podpisywał jako Ambroży Korczbok Rożek. Oczywiście to nie pisarze wymyślili imiona zastępcze, a ludzie władzy – królowie, papieże, książęta. Choć nie stronili od pseudonimów i niewolnicy, i kobiety lekkich obyczajów.  Za używaniem pseudonimu literackiego może stać przypadek, zbieg okoliczności lub zaplanowana strategia zarządzania wizerunkiem. Sięganie po pseudonimy może mieć bardzo różne motywy: towarzysko-obyczajowe, polityczne, psychologiczne, estetyczne, medialne, marketingowe.  W pierwszym przypadku na ogół w grę wchodzi niechęć do wyciągania „na rynek” nazwiska rodowego, sam Molier – z domu Jean Baptiste Poquelin – tak miał albo do używania „ nazwiska po mężu” (przykład Joanny Chmielewskiej, metrykalnie Ireny Barbary Kuhn). Albo  debiutancka niepewność sukcesu. Warto zaznaczyć, że czasami pod pseudonimem

Obsługa żołądka i o wiele więcej

W sosie walk polsko-polskich, pod hasłami z „kuchennej łaciny”, przyszło mi na myśl, że jednak kuchnia rządzi naszym życiem.  Kuchnia rządzi naszym życiem, bo rządzi naszym językiem. I nie chodzi mi tu o ultrapopularny ostatnio słownik łaciny kuchennej. Ale o to, że od „od kuchni” bierzemy słowa, które stygmatyzują innych. Mówimy o nich: budynie, buraki, burakoszczaki (ach, ten Tuwim), burakofony (ach, ten Varga), cebulaki/ cebularze, grzyby (stare grzyby), pasztety/parówy, pierniki (stare pierniki), kluchy, pyzy, zakiśli w sosie własnym, zakiszeni, przefermentowani, nierafinowani.  Obsługa żołądka i o wiele więcej Z kuchni bierzemy słowa, które upyszniają innych, czyniąc je smaczniejszym, po prostu „smacznymi kąskami”: malinki, ciasteczka/ ciacha (bajaderki), pomarańcze i brzoskwinki (zwłaszcza w Portugalii) albo szprotki (co prawda nieco archaicznie, ale jednak), które jasny wzrok zamieniają w „maślany” i każą „się lukrowiać”. No i można sobie przez takie szprotki czy malinki alb

Róże jesieni albo nieoczekiwany zwrot w sprawie chryzantem

Rynek karmi się także pozabranżowym kontekstem. Dlatego dobry sprzedawca, marketingowiec czy copywriter  musi mieć coś z psa: musi mieć super węch i słuch, i natychmiastową gotowość do skoku na niespodziewane „smaczki”. Za najlepszy przykład kontekstowej zmiany kursu w sprzedaży może posłużyć świeżutki przypadek… chryzantem. Jak wiadomo dla Polaków chryzantema była do niedawna kwiatem głównie nagrobnym. Znakiem listopadowych świąt: Wszystkich Świętych i Zaduszek. Krótko mówiąc, była chryzantema siostrą zniczy.   Tymczasem nieoczekiwane zamknięcie cmentarzy w związku z  koronawirusem, spowodowało przedefiniowanie chryzantem, albo ich nowe zdefiniowanie, jako ultrajesiennych kwiatów ozdobnych. Trochę kompulsywna to zmiana, podbarwiona polityką (tu i ówdzie pojawiło się nawet hasło „Chryzantemy, kwiaty rewolucji!”), ale jednak. Pojawiły się więc hasztagi: #chryzantemy na balkony #chryzantemy do ogrodu #chryzantemy wszędzie #chryzantemy do domu #kupujemy chryzantemy. Właściwie nie ma nic n