Przejdź do głównej zawartości

Kryzys w komunikacji marki




Nie tak dawno pisałam o sennym koszmarze, o śnieniu o stworzeniu mema, którego rozgłos obraca się przeciwko twórcy. I oto mamy przykład z życia wprost wzięty - koszmarny post pewnej agencji marketingowej opublikowany na Facebooku, a dedykowany marce wódki „Żytnia”.

Kaskada błędów

W tej komunikacji popełniono całą kaskadę błędów wynikającą z braku … wyobraźni albo mówiąc inaczej z: historycznej ignorancji, z kulturowej i prawnej nonszalancji. 

Konia z rzędem temu, kto da trafną odpowiedź czy te błędy wzięły się z braku wiedzy. doświadczenia, smaku czy … ze znajomości natury Facebooka. Może właśnie wzięły się z wyścigu z czasem, by jak najszybciej stworzyć mem?  Może  z działania bez żadnej strategii marketingowej i wizerunkowej, a jedynie w chęci nadążania za żarłocznością „Facebooka” i podobno bliźniaczego apetytu facebookowych fanów też (choć tutaj już szłoby się wadzić, wszak mało kto lubi być dokarmiany przez cały dzień). 

Taki pośpiech, podsycany przez niektórych social mediowych doradców, nie pozwala na mądry ekonomicznie i medialnie przegląd zewnętrznych materiałów, ich selekcję, nawiązanie stosownych kontaktów z ich właścicielami, na ich trafne opracowanie i zweryfikowane opublikowanie. Nie daje też czasu na przygotowanie materiałów własnych. Nie daje więc szans internetowym „rzeźbiarzom”. Inna rzecz, że memy, dając białą czy  czarną popularność, mogą być martwe w sensie biznesowym.

Mądry Polak po szkodzie

Ta smutna historia jednak uczy. Podpowiada kilka facebookowych przykazań:


6 przykazań działań na Facebooku.

A swoją drogą, jak to jest z tą nielimitowaną promocją i reklamą alkoholu na Facebooku? Wolno to czy nie?


Teraz czas na Ciebie.
Blogowanie to gra zespołowa. 
* Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka.
** Jeśli Ci się podobało, prześlij ten wpis dalej. Sprawisz, że moja praca przyda się kolejnym osobom.
***Polub  Content i Marketing  na Facebooku.



Komentarze

Najpopularniejsze

Czekolada: kultowe hasła reklamowe

Czekoladę uwielbiał na pewno Król August III. Podobno codziennie wstawał o 3 nad ranem, wypijał filiżankę nieprzyzwoicie intensywnej czekolady i siadał za biurkiem. Sam z siebie, a raczej ze swojej królewskiej mądrości, nieprzyjemności królewskich obowiązków otwierał  czekoladową przyjemnością.

A Brillat-Savarin, autor słynnej Fizjologii smaku (1825),  pisał:” […] gdy myślenie przychodzi mi z trudem i przygniata jakaś niewiadoma siła, do wielkiej filiżanki czekolady dodaję ziarnko ambry wielkości bobu, utłuczone z cukrem i zawsze pomaga mi to doskonale. Dzięki temu środkowi wzmacniającemu życie staje się łatwiejsze, myśl lżejsza i nie grozi mi bezsenność, nieunikniona po filiżance kawy na wodzie, którą wypijałbym w tej samej intencji” .

I pewnie niekłamany był  ten jeden z jego 9 żali nad biednymi przodkami, którym nie dane było próbować smaków Anno Domini 1825: „ Bogacze Rzymu, którzy wyciskaliście pieniądze zewsząd, gdzie stanęła rzymska stopa, nigdy na waszych sławnych salonach ni…

Chwytliwe hasła

A jednak rymy w komunikacji wszelkiej maści są nieśmiertelne. Wczoraj wieczorową porą weszłam na Facebooka, a tu balet …rymów: „Pani Beato! Niestety, ten rząd obalą kobiety! Albo: „już to media podchwyciły, jakby całe życie z anarchią na piersiach łaziły”. Albo: „głośno wszędzie, czarno wszędzie, co to będzie, co to będzie!”

Nawet niektóre hasztagi wyświetlające się na mojej facebookowej ściance ubrały się w rymy:
#latowKato, #macchiatowkato. #nakawcewwawce.

Może byłabym przeoczyła ten e-taniec rymów, gdyby nie to, że od pewnego czasu jestem wyczulona na rymowanie. Zwłaszcza w sloganach promocyjnych i reklamowych. I wbrew temu, co się sądzi „na mieście” rymy wcale nie wyszły z copywriterskiej mody. Mimo, że niektórych drażnią w sposób absolutny.
Rymy robią niezłą robotęRymy od zawsze bawiły, odróżniały, wyróżniały, wbijały w pamięć nazwy firm (i ich adresy), nazwy marek, produktów. O czym pisałam między innymi tutaj i tutaj. Rymy służyły także wyśmienicie czarnemu PR-owi, czy jak mówi…

Hajp lub hype, czyli szum