Przejdź do głównej zawartości

Posty

Tort, najlepsze slogany

Do niedawna nie wierzyłam w automaty do pisania. Po prostu nie wierzyłam, że mogą one zastąpić na przykład takiego copywritera z krwi i kości.  Postanowiłam wzmocnić tę wiarę twardymi dowodami zdobytymi przez przetestowanie generatorów sloganów reklamowych (darmowych !). W roli przynęty użyłam mój ulubiony ostatnio produkt: „tort”.  No i okazało się … że nie mam racji! Generatory generują! Szybko i całkiem ciekawie. A do tego dowcipnie.  Co prawda, w niektórych przypadkach tylko po angielsku, ale jednak!  Zresztą oceńcie sami. Poniżej przedstawiam wam  listę wybranych haseł reklamowych, stworzonych przez AUTOMATY.  Niektóre musiałam spolszczyć czy ogładzić.  1. 3…2…1… Tortuj z nami! 2. Aahhh! Słodkie przestępstwo. 3. Baw się z tortem!  4. I stworzył Bóg tort. / I stworzyła Bogini tort.  5. Cud ma swoją nazwę: tort! 6. Czujesz to? Tort. 7. Dziel się chwilami, dziel się tortem! 8. Dzięki tortowi jest piątek! 9. Elegancki, pięk...

Weekendowa tortologia

No i weszłam w tortologię… Niby przypadkiem, ale cięgnie mnie ku sobie, ciągnie… Bo okazuje się, że rzeczywiście jak chce Karolina Konopka w swojej Tortologii , tort to nie tylko ciasto, to obiekt ważny rodzinnie, towarzysko, patriotycznie, artystycznie, czyli kulturowo.   Dodałabym jeszcze, że tort jest ważny biograficznie i językowo.  Bo prawie na każdego przychodzi moment, w którym odkrywa głębię fraz: "Ile to tortów razem zjedliśmy" czy  "Okruchy z weselnego tortu".  Co do tych okruchów, to Amerykanie podobno wierzą, że „wysuszone”  kawałki weselnego tortu gwarantują nowożeńcom długie i słodkie życie, najlepsze te trzymane pod poduszką.  Tort emblematyczny  Jakby na tort nie patrzyć, jest emblematem dzieciństwa, wkraczania w dorosłość, w małżeństwo… To ikona uroczystości, celebracji imiennych i plemiennych. Torty i towarzyszące im okoliczności osiadają w pamięci, jak perfumy, jak muzyka. Z czasem tężeją w legendy, czasem w baśnie  o miłoś...

Tortoland, la, la, la

Jeszcze trzy tygodnie temu nie wiedziałam, że istnieje tortoland: tortomania, tortokreacja, tortojubilerstwo. Po raz pierwszy odkryłam je (wszystkie!) podczas pewnego szkolenia cukierniczego. Jego finałem były torty, w których apetyczność została nakryta… sztuką. Mocno nasycone kolory, metaliczne, zwierciadlane albo zamszowane tekstury, złoto, srebro, „brylanty”, perły, brokaty  i piórka  wrzuciły mnie w  cukierniczy glamour, w szaleństwo wyobraźni ufundowane na pragnieniu... luksusu? Trudno tylko powiedzieć czy chodzi tu o marzenie o  luksusie cukierników czy ich klientów.  A może jednych i drugich?  Może rzeczywiście istnieje coś takiego jak obustronna (cukierniczo-kliencka) tortoterapia? Może istnieje leczenie przez projektowanie/robienie/chłonięcie  „odlotowych” słodkich dekoracji, pod którymi śpi smak?  Projektowanie smaku, hmmm…  Potwierdzać to zdaje się choćby ten komentarz do instagramowej rolki przedstawiającej narodziny  fiolet...

Co jedzą anioły

Grudzień kruszą światła i… anioły. Z aniołami jest tak, że są podwójne: bezcielesne, ale jak trzeba to i owszem, mają  ciało…  Nic więc dziwnego, że dzieciom, poetom, a nawet biblistom przychodzi czasem na myśl w grudniu pytanie: Co jedzą anioły? Bo kucharze, ciastkarze, marketingowcy nie mają, rzecz jasna, żadnych wątpliwości, korzystając z „anielskich zasobów” na potęgę. Można powiedzieć, że w kulisach kuchni „anielskie jedzenie”  oznacza dania łagodne (mleczno-miodowo-waniliowe) albo… niezwykle delikatne.  Z kolei dla specjalistów krzyżujących religię, astrologię i gastronomię anielskie jedzenie to pokarmy, które podnoszą „wibrację energii”. Istnieje anielska dieta – lekka i energetyczna, otaczana opieką przez archanioła Rafała, zwanego niekiedy Rafaelem.  Niemniej ta dieta i wmówienia kucharzy oraz marketingu więcej mówią o  strategiach łączenia jedzenia z anielskością (strategiach „na anioła”) niż z  jedzeniem spożywanym przez samych aniołów....

 Czułość do cebuli

Jeśli dziedziczy się skłonność do zapachów i smaków, to ja odziedziczyłam  czułość do cebuli.  Od przedszkola śpiewałam o cebuli okrągłej jak kula, która z buraczkiem w czerwonym fraczku uwijała się po parkiecie. Wydzierałam się też (w całkowitej zgodzie z przekonaniem, że im głośniej tym lepiej) : O, mój mocny Boże, cebula staniała, za co ja se bedę korale sprawiała? Dziś już wiem, że to nie była pierwsza lepsza śpiewka „na ludowo”, że miała mocno ekonomiczny podtekst. Myślę sobie, że musiała powstać gdzieś w listopadzie (a może w grudniu?), kiedy już ostatecznie ustaliła się cena rynkowa cebuli. Że jest  ta śpiewka podszyta żalem z powodu kiepskiej prognozy przychodów z uprawiania cebuli.  Bo  na ziemiach moich dziadów i pradziadów żyło się z uprawiania cebuli. Niczym w dawnej Prowansji. Jak Onion Johnnies, którzy transportowali swoją francuską cebulę  do Anglii, współcześni moich dziadów, pradziadów jechali ze swoją cebulą do pobliskich miasteczek. Tu i ...

Kubki do kontroli, kubki do kontroli

Bo z  mlekiem jest trochę tak, jak w tym dowcipie Tuwima, w którym Tobiasz próbuje wytłumaczyć  Aronowi, swojemu ślepemu od urodzenia przyjacielowi, jak ono wygląda: – Mleko jest białe – odpowiada Tobiasz. – A co to jest białe? – pyta Aron. – Jak by ci wytłumaczyć? Łabędź jest biały. – A jak wygląda łabędź?. – Łabędź to taki ptak z krzywą szyją – tłumaczy Tobiasz. – A co to jest krzywa? – Krzywa... krzywa... no, złap mnie na przykład za rękę. Teraz ją zginam i ona jest krzywa. Abram obmacuje zgiętą rękę Tobiasza i mówi: – Dziękuję ci! Teraz już wiem, jak wygląda mleko. No i wygląda to mleko raz tak, raz siak, raz dobrze, raz źle. Wszystko zależy od oglądu, wglądu, poglądu, ambicji politycznych i biznesowych ...  Europejska kultura mleka My Polacy, a także reszta Słowian oraz  Bałtowie, Skandynawowie, Anglosasi, Germanie, należymy do kultury mleka, choćbyśmy nie wiem jak je wypierali. Mleko, białe nawet od najczarniejszej krowy, wobec ostatnich bezśnieżnych zim, jest...

Przy piwoniach

Początek czerwca. Ten czas kiedyś kojarzył mi się z kwitnącą piwonią. Rosła pod moim domem, nieopodal wejścia do ogrodu. Po śmierci mojej mamy, z braku stałej opieki, rok w rok nowe pędy piwonii ścinali przypadkowi kosiarze. Ciekawe czy wycięli ją na zawsze, czy żyje swoim życiem podziemnym?  Piwonie są kojarzone są z Chinami i Japonią, z  cesarzami wielu dynastii, z ich żonami i kochankami oraz ich nadwornymi poetami. To chyba ci ostatni podnieśli piwonię do rangi królowej wiosennych kwiatów (w paru przypadkach wszystkich kwiatów), do symbolu piękna, elegancji, dobrobytu, szczęścia i kobiecego wdzięku. Do 1929 roku piwonia była oficjalnym kwiatem narodowym Chin. Podobno nawet dzisiaj wielu Chińczyków za taki ją uznaje.  Jednak obok tej azjatyckiej nitki historii piwonii biegnie nitka europejska. Zaczyna się wśród mitów, jak europejska historia prawie wszystkiego.  Według jednego z greckich mitów piwonia to lekarz  Paeon (Paean), przemieniony  w kwiat przez...

Ostatnia sobota kwietnia

Ot i koniec kwietnia 2022. Na świecie wojna i tysiące innych nieszczęść, a w ogrodach … kwitną śliwy. Jak co roku, kwitną biało i delikatne, eterycznie.  W dalekiej Azji łączą śliwy ze szczęściem. Pięć jej kwitnących płatków symbolizuje 5 bogów szczęścia – długiego życia, bogactwa, dobrego samopoczucia, cnoty i zdrowia.  W dalekiej Azji kwiat śliwy uważają za jeden z najpiękniejszych, obok chryzantem i storczyków.  W dalekiej Azji kwitnąca śliwa jest kobietą. Przedstawiana wraz z bambusem tworzy żeńsko-męską parę, złożoną z różnicy. Dla wtajemniczonych obraz tej pary pulsuje oczywistymi i sekretnymi opowieściami, nierzadko z pieprzykiem erotyki (a nawet pieprzem!). Stoję pod drzewem polskiej kwitnącej śliwy i powtarzam za Bashô:  W tych kwiatach śliwy  nawet krowa zanuci  pierwszy wiosenny śpiew.  W tych kwiatach śliwy  nawet krowa zanuci  w tych kwiatach śliwy.   Ume po polsku. Blogowanie to gra zespołowa.  * Zostaw komentarz. Dla...

Opowieść z rozłogami

Jest sobota, a zatem pora na felieton weekendowy. W ten weekend nie będzie jednak felietonu, a recenzja. Będzie recenzja Złodziejki truskawek , na pożegnanie sezonu truskawkowego i dla zatrzymania paru szybkich myśli nad tą osobliwą opowieścią, a właściwie polem opowieści. Bo myślę sobie, że dziś – w czasach narracyjnego boomu – mówienia o opowieściach i narracjach nigdy za dużo.  Joanne Harris, Złodziejka truskawek Złodziejka truskawek Joanne Harris to powieść dziwna, z rozłogami. Prowadzą te rozłogi w przeszłość świata przedstawionego i do innych opowieści. Najbardziej do projektu dziewiętnastowiecznej tapety Williama Morrisa Złodziej truskawek oraz do Czekolady , głośnej niegdyś powieści tej samej autorki.  Wzór-cytat ze Złodzieja truskawek , zapach truskawek, smak, kolor i tekstura dżemów truskawkowych (ewidentnie nie ma tu dwóch takich samych!) oraz wysublimowane smaki czekolady przenikają się w tej powieści. Krzyżują się niczym jej bohaterowie, złączeni miejscem zamies...

Słowa i przyjemności

Będzie znowu o namingu i copywritingu, bo właśnie czytam: Vianne używa najlepszych ziaren kakaowca, sprowadzonych z plantacji na zachodnim wybrzeżu Afryki – czekolady naszpikowanej przyprawami o nazwach jak wyspy zaginionego archipelgu. Tonka. Wanilia. Szafran. Goździk. Zielony Imbir. Kardamon. Pink peppercorn. Nigdy nie podróżowałem père, a jednak te nazwy przenoszą mnie gdzie indziej, na nieodkryte wyspy, gdzie nawet gwiazdy są inne.  Joanne Harris, Złodziejka truskawek Różowy cedr, białe drzewo sandałowe czy… wyspy szczęśliwe (w ogóle wyspy!) to tylko kilka kolejnych nazw, które spontanicznie przychodzą mi na myśl, a podbijają smakowitość nie tylko kulinariów. Nie tylko. A może rację ma Czesław Miłosz, że to wszystko dlatego, że przywołane nazwy są naładowane poezją. (Może jedyną czytaną poezją naszych niepoetyckich czasów?) Pisał Miłosz przed laty:  Naładowane poezją słowo wyspa wabi, przyciąga, obiecuje.  Czesław Miłosz, Żegnajcie Wyspy! No i rymuje się wyspa w wyobr...

Tajna broń

Dziwne bywają przypadki mianowania rzeczy, nazywania ich dla rynku, czyli tzw. namingu. Weźmy na przykład taki kostium bikini. Dziś jest on zadomowiony, a raczej zaplażowany, tak bardzo, że ani on sam, ani jego nazwa nie budzą żadnych emocji ani skojarzeń. Wystarczyło 70 lat z okładem, aby oderwać nazwę od jej gorących kontekstów, od skojarzeń geograficzno-polityczno-społecznych.  Bo przecież bikini, ten „rewolucyjnie  skąpy” kostium (minimalny, itsy bitsy, teenie wenie, petit – jak o nim kiedyś mawiano), odsłaniający pępek  i biodra, wziął swoją nazwę od próby broni nuklearnej na atolu Bikini. A właściwe od wielu podwodnych prób, które zmieniły rajski zakątek w strefę militarnego skażenia. Trwa ono do dzisiaj.  Trudno dzisiaj powiedzieć, co zadecydowało o nadaniu właśnie nazwy „bikini” kostiumowi plażowemu „mniejszemu od najmniejszego kostiumu kąpielowego na świecie”, wprowadzonemu na rynek we Francji latem 1946 roku. Czy była to ignorancja, która pozwalała nie widz...

Czerwiec 2021 albo ostateczna śmierć przyjemności

Pamiętam te dawne transmisje telewizyjne – letnie wieczory, na szarym ekranie Opera Leśna w Sopocie: piękne kobiety, piękni mężczyźni, piękne piosenki. No dobrze, może nie wszystko i wszyscy byli piękni, ale wszyscy byli świetnie skrojeni. Dosłownie i w przenośni. Jak ... słowiki. Pamiętam jak z Z. czekałyśmy na tamte obrazy z eleganckiego Sopotu w  czasie festiwali piosenki. Każda z nas czekała na coś innego: Z. na paradę piosenki, ja na – paradę elegancji: fryzur, makijaży, sukien i …klipsów oraz innej biżuterii. Czekałam na kobiety z klasą, na  dżentelmenów, na  ludzi z aurą – na scenie i na widowni. Dziś przeglądam za to nagłówki doniesień i zdjęcia z Polsat SuperHit Festiwal 2021. I dopada mnie myśl o totalnej śmierci elegancji, subtelności, wdzięku. I dobrego smaku. I przyjemności. Przyjemności rozumianej po prostu: jako plaster na braki nasze codzienne. Taki plaster nasączony pięknem słów i muzyki: naturalnym, delikatnym, budującym, uniwersalnym choć śpiewanym w ni...

101 dowodów na siłę truskawek

Truskawki. W sezonie można o nich bez końca. Można różnie. Najczęściej  mówi i pisze się o nich kulinarnie, prosto i technicznie, niczm  na zamówienie receptariusza. Ale o truskawkach można też mówić entuzjastycznie, z takim dzikim entuzjazmem, jak umieją tylko Amerykanie, śpiewający: Very! Berry! Strawberry!  Very! Berry! Strawberry!   Można też  mówić/ śpiewać o truskawkach w stylu Moni-Mini – ciut dziko, ciut infantylnie, w każdym razie wesolutko: Strawberry pie-yai-yai-ya-yai Strawberry pie, oh, strawberry pie Strawberry pie-yai-yai-ya-yai Strawberry pie, oh, strawberry pie Juppai amai strawberry pie Chicchai amai strawberry pie Saa! Ippai yume no mini pie! Można też o truskawkach opowiadać w sposób pyszny narracyjnie, prosty i plastyczny, akcyjny, z brawurowym finałem (nieomal filmowo) i z socjologicznym podtekstem, jak to umiał tylko – Johnny Cash. W  Strawberry cake śpiewał mniej więcej tak: W Nowym Jorku po prostu szedłem ulicą Zabrakło mi pieniędz...

Bo nadmiernie słodkie były

Oto właśnie media obiegła wieść, że Jeanette Winterson spaliła autorskie egzemplarze własnej, świeżo wznowionej książki. Spaliła je na znak protestu przeciw swojemu wydawcy, który – bez jej zgody – umieścił na okładkach blurby , które nijak miały się do jej powieści. Były miłe, słodkie i takie „domowe”, że kojarzyły się z „literaturą kobiecą najgorszego sortu”. Nie było w nich nic z tego, na co stawiała autorka od zawsze, jak: figlarność/frywolność, dziwność, nowoczesność, nowatorskość – literacka i obyczajowa, rzecz jasna. Bo blurby były bez ognia, bez żaru, bez energii, bez namiętności i bez prawdy – można przyjąć, że taka jest autorska motywacja performansu, który można by nazwać roboczo „Palę blurby”.    Oczywiście nikt nie wie, jak było naprawdę. Czy poszło o mdłe blurby i beznadzieją komunikację na linii autorka – wydawnictwo, czy o wykorzystanie blurbów, a właściwie nieporozumienia w sprawie blurbów, do specjalnej promocji autorki i jej twórczości. Tak czy siak, o blurb...

Na przykład tuje

Co ja czytam? Tujki -*ujki, tuja-truja, ogrodowe czopki, ogrodowy obciach, cmentarne ziele, ziele Grażyn i Januszów, ogrodowe klony, tujoza, tujomania, zatujowani, zatujeni… Jasne, że chodzi o tuje, a może o  krytykę mody na tuje, a może o promocję mody na beztuje: wodooszczędną, propszczelą i proowadzią, prapolską, słowiańską. Gdzieś na pewno czytałam: „Nie bądź Indianinem, Słowianie okadzali się cisem! Jest to doskonały przykład tego, że każda przestrzeń – nawet prywatny ogród – może stać się w komunikacji polem zastosowania technik manipulacyjnych: strzelania dysfemizmami, ćwierć i półprawdami, niedopowiedzeniami przechodzącymi w kłamstwa, obrazami i sloganami podszytymi złymi skojarzeniami i emocjami, clickbajtowymi tytułami medialnych doniesień.  Jasne, że wiele z tych technik koliduje z doświadczeniami codzienności, na przykład obrazowanie tui jako „cmentarnego ziela”. Wystarczy pójść na stare cmentarze, by zobaczyć, że za równie cmentarne mogą uchodzić opiekuńcze lipy, ...

Technopol kontra humanizm

Przez mój Internet przetacza się wojna pomiędzy czytającymi a demaskatorami fałszywego kultu książki i czytającymi inaczej (post-książkowo). I pomyśleć, że niedawno, bo zaledwie w 2014 roku, Umberto Eco nie widział żadnej sprzeczności pomiędzy byciem w literaturze (nawet tej najklasyczniejszej z klasycznych) a nowymi technologiami. U. Eco, Czy to koniec liceum klasycznego? [W:] Pape Satàn aleppe.        Blogowanie to gra zespołowa.  * Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka. ** Jeśli Ci się podobało, prześlij ten wpis dalej. Sprawisz, że moja praca przyda się kolejnym osobom. ***Polub  Content i Marketing   na Facebooku.  

Oburzenie i chrzęst pereł

To jest absolutnie niemoralne – wykrzyknęła oburzona, dowiedziawszy się, że od kilku tygodni nie przeczytałam żadnej  książki. Jej oburzenie dorównywało temu z zeszłej soboty, gdy nieopatrznie podczas kolacji zamarzył mi się na głos … steak, well done. Zamarzył mi się spontanicznie, bez żadnych antywegetariańskich podtekstów.  W jej pełnym świętego oburzenia głosie wyraźnie słychać było ów „chrzęst pereł” z naszyjnika,  pochwyconych spontanicznie w akcie nadoburzenia. Ten chrzęst, o którym mówią Amerykanie i Anglicy. Choć pereł na szyi nie miała.  pearl-clutching – dezaprobata, oburzenie wyrażane super wyraziście (nadwyraziście, dramatycznie, w stylu „szok i niedowierzanie”) wobec ludzi, rzeczy i zjawisk uznanych właśnie za zbyt wulgarne,  brutalne, niemoralne, niestosowne, choć wielu osobom ci sami ludzie, rzeczy i zjawiska wydają się  całkiem naturalne.    W tym nadwyrazistym oburzeniu pobrzmiewa nuta wyższości, nowoczesności, światowości, choć...

Styl i publiczność

Dla ludzi żyjących z publiczności i dla publiczności nie ma gorszej rzeczy niż brak wyczucia stylu. W istocie chodzi tu o wyczucie publiczności. Bo dla ludzi żyjących z publiczności i dla publiczności,   rezonowanie z jej potrzebami i smakami jest najważniejsze, bo zapewnia: przychylność, polubkę, a nawet chmurę polubek i komentarzy w przestrzeniach mediów własnych, wydzierżawionych, zakupionych. Po prostu  zapewnia popularność i… pieniądze.  A żaden styl nie jest wieczny i nawet klasycy z czasem wydają się albo naprawdę, albo merkantylnie,  komercyjnie, konsumpcyjnie nieodpowiedni. Na przykład zbyt archaiczni albo... brutalni. Przykład? Proszę bardzo. Właśnie wczoraj przetoczyła się przez mój Internet rodzinno-medialna burza wokół Ballady o chirurgii plastycznej . Otóż słowa tej ballady, adresowanej kiedyś wpół żartem do snobistycznej inteligencji (biednej ale oczytanej) ponad głową „pewnego nieoczytanego” osobnika,  już w pierwszym pokoleniu zostały uznane za ...

Treść tkwi w szczegółach

Siedzę przy stole i myślę sobie o szczegółach. O szczegółach w opowiadaniu stołu. Bo ten stół, przy którym siedzę, opowiada historię i Historię. Opowiada o naszych prywatnych i naszych polskich obrzędach i zwyczajach wielkanocnych, o  symbolice pokarmów – chleba, soli, jajek, chrzanu, kawałka wędzonki  i symbolice  wielkanocnych kolorów  oraz wielkanocnych roślin.  Na przykład o symbolice bukszpanu, który od zawsze towarzyszy moim wielkanocnym stołom. Bukszpan (grynszpan)  – semper virens, wiecznie zielony, stale świeży,  stale młodzieńczy. My się zmieniamy, a  on ciągle taki sam, pełen zielonego wigoru. I zawsze pasuje do wielkanocnych treści. I właśnie odkryłam, że mową osobną przemawiają  na moich  wielkanocnych stołach mazurki.  Odkryłam, że ustawione pod kątem są …billboardem, śpiewającym wiosnę i „Alleluja”!   Po swojemu! Na słodko, owocowo, bakaliowo, kwiatowo! I tak sobie siedzę przy tym stole szemrzącym mi histor...

Co łączy marketing z bluszczem

Marketing ma naturę bluszcza. Chwyta się podpór i pnie ku górze. Może „wznosić się” na dominującym dyskursie, na modzie, na trendzie, ale też na – rozpalonych emocjach. Rozgrzanych gdzie indziej, poza marketingiem. I ten sposób „na bluszcza” nie jest wcale wymysłem dzisiejszego marketingu.  Czasami zdarza się „takie zabluszczenie”, że naprawdę trudno je przejrzeć, bo  sam marketing i jego przedmiot, narzędzia, tło i konteksty, emocje potencjalnego targetu są mocno splątane, zrośnięte ze sobą w jedno tajemnicze ciało.   Przykładem takiego „zabluszczenia”,  w którym trudno oddzielić marketing od sprzyjającej mu aury psychicznej potencjalnego targetu, niewyjaśnionego do dziś (chyba, że nie jestem na bieżąco?) może być stara sprawa tzw. Axemana, zwanego też „Katem z Nowego Orlanu” i  celowej/przypadkowej promocji muzyki jazzowej. Pod tytułem Topór i jazz opisywała ten przykład  nawet polska prasa, niemal sto lat temu. A robiła to tak: 13 marca 1919 r. w nowoo...