No więc żyliśmy w komfortocenie, który został zdmuchnięty przez Zielony Ład. Zabierając ciepło brane z „wnętrza ziemi”, Zielony Ład usunął ze sobą komfort życia w „kontrolowanym otoczeniu”, najlepiej 20-22 stopnie Celsjusza. Zostawił PostKomfort, życie z wieloma niewiadomymi, bez „po prostu”, „jak wczoraj”...
Portale do życia po komfortocenie
O komfortocenie usłyszałam wczoraj. Usłyszałam także o tym, że gdzieś niedaleko, prawie po sąsiedzku, odbywają się laboratoria badań nad szczęściem po komfortocenie. Jak grzyby po deszczu wyrastają „manufaktury nowego szczęścia”, w myśl starej ogrodniczej reguły „coś więdnie, coś kiełkuje”.
Zdecydowana większość ludzi przeżuwa spokojnie swoje życie nie wiedząc o żadnym końcu dotychczasowego komfortu (często nawet bez wiary, że żyli w komforcie!). No cóż, takie jest prawo hoi polloi.
Druga część wylewa krokodyle łzy nad zmierzchem komfortocenu. Z kolei ostatnia – jak wspomniałam wyżej – zbroi się do… znoszenia dyskomfortu: mentalnie, organizacyjnie, biznesowo.
Niektórzy z tych ostatnich wydobywają zbroje ze starych arsenałów: filozofii, literatury, kina. Bywa i tak, że niekiedy w historycznym cekhausie odnajdują „3 w 1”, czyli broń w której splatają się ze sobą literatura, filozofia i kino, i rezonują zadziwiająco. Przykładem może tu być film który widziałam w zeszłym tygodniu. Przeplotły się w nim: literatura i taoizm.
Antidotum na kryzys światła
Literatura i taoizm – antidota na kryzys świata? (Lord Word podpowiada mi – „światła”.) Dlaczego nie, przecież filozofia tao i kiełkująca z niej literatura to bardzo stare i bardzo skuteczne sposoby na prze-trwanie w nieprzewidywalnym otoczeniu. Choć pewnie egzotyczne dla pokoleń wychowanych w kulturze celów i celebracji: zadaniowości, ego, powierzchniowej wyjątkowości (a nawet dziwności czy ekstrawagancji) dziwnie splecionej z kopiowaniem, poprawiania natury, a także materializmu i monetyzacji wszystkiego …
A stary dobry taoizm zdaje się szeptać:
- miej holistyczną wizję świata,
- nie bierz udziału we wrzeniach świata,
- nie działaj wobec sił, na które nie masz wpływu,
- twórz republikę „własnych” praktyk: przywiązań, oglądów (tematów, perspektyw, barw i tonów),
- smakuj codzienność,
- oswajaj się z efemerycznością („pisaniem palcem po wodzie),
- akceptuj przepływ (życie w procesie, przepływie, zmianie, drodze do nicości).
![]() |
| Ze styczniowego oswajania przepływu. |
Esencja taoizmu
I na koniec jeszcze esencja taoizmu – starej sztuki prze-trwania – według Andrewa Junipera:
Spotkanie trzech religii: buddyzmu, konfucjonizmu i taoizmu widać na słynnym obrazie przedstawiającym trzech mędrców smakujących ocet*, na którym Siakjamuni (jak nazywano Buddę), Konfucjusz i Laozi stoją wokół dużego kotła octu symbolizującego życie. Konfucjusz stwierdza, że smak octu jest kwaśny. Budda czuje gorycz, ale taoista Laozi wyczuwa słodkość. Taoizm dąży do akceptacji rzeczy takimi, jakie są, ale też do odnajdywania piękna i zachwytu wobec tego co przyziemne**.
Myślorodny był film, który obejrzałam…
* Chodzi o Kosztujący ocet, rysunek tuszem na papierze, Kanō Isen’in, oryginał znajduje się w Muzeum Sztuki w Honolulu
**Andrew Juniper, Wabi Sabi. Japońska sztuka dostrzegania piękna w przemijaniu. Sensus 2018, s. 20.
***Polub Content i Marketing na Facebooku.

Komentarze
Prześlij komentarz
Komentujcie, dopisujcie, nadpisujcie :)