Przejdź do głównej zawartości

Nazwa perfum, czyli wstep do niezwykłej opowieści


Nazywanie produktów, podobnie jak nazywanie czegokolwiek, jest nie lada wyzwaniem. Zwłaszcza jeśli te produkty pochodzą ze strefy luksusu i trochę kosztują. I kodują określone przekazy: myślowe czy obrazowe. Jak na przykład …perfumy. A wokół tematu „nazwy perfum” krążę od kilku dobrych tygodni. Bo o nazwach, perfumach i ich opisach pisałam tutaj i tutaj. 

I jak historia namingu dla perfum pokazuje, nie ma jednej metody, która pozwala na stworzenie uwodzicielskiej nazwy, łatwej do przekazywania". Otwartej na atrakcyjne skojarzenia czy opowieści. Sposobów na nazywanie perfum wypróbowano  co najmniej kilkadziesiąt. A wszystkie mogą się przydać nie tylko w sztuce nazywania perfum, nie tylko…

Dziś tylko o jednej z metod nazywania  kobiecych perfum   – o sięganiu do kontekstu i dziedzictwa kulturowego: do ponadindywidualnych opowieści o ponadczasowej miłości mężczyzny do kobiety, do biografii i legend kobiet niezwykłych – rewolucjonistek  zastanego stylu życia, do bohaterek mitologii, literatury i pop-kultury, a zwłaszcza kina.

Z nazewniczych inspiracji

Oto krótka lista nazewniczych inspiracji, które skądinąd stanowią świetny przykład marketingu kulturowego 
 
  • nawiązanie do modnych opowieści, najlepiej tych „wiecznie zielonych” 
Dobrą ilustracją jest tu  nazwa „Shalimar” (1925). W sanskrycie „Shalimar”znaczy po prostu „dom miłości”, a – wtajemniczonym – kojarzyła w 1925 roku (i nadal kojarzy) z historią wiecznej miłości Shaha Jahana do żony. Miłości upamiętnionej po jej śmierci przez założenie przez owdowiałego męża cudownego, wielopoziomowego „ogrodu  miłości”. Pełnego fontann, wodospadów i drzew o aromatycznych kwiatach i owocach: jabłoni, wiśni, cyprysów, drzew migdałowych, śliw.

„Shalimar” to oczywiście tylko punkt wyjścia dla tworzenia dalszych nazw-opowieści: „Shalimar Ode à la Vanille” albo „Shalimar Ode à la Vanille sur la route de Madagascar” czy „Shalimar Ode à la Vanille Sur la Route du Mexique”.

Ciekawostka: „Shalimar” to ulubiony zapach Manueli Gretkowskiej, przynajmniej tak można by wnosić czytając Trans i…Tamary Hayle – bohaterki detektywistycznej serii Walerie Wilson Wesley: Gdy śmierć się zakrada (w 1994), Dopadnie cię diabeł (1995), Where Evil Sleeps (1996), No Hiding Place (1997), Easier to Kill (1998), The Devil Riding (2000).

  • nawiązanie do kulturowego kontekstu lub dziedzictwa przez:  
  •  ściśle określone dedykacje artystyczne lub literackie, jak
Josefina Baker („Parfums et Senteurs du Pays Basque", 2008 ) Anäis Nin ( „Anais, Anais", 1978), Sidonie-Gabrielle Colette („1873 Colette", 2001), George Sand („1804 George Sand", 2001)

Ciekawostka: Z inspiracji barwnymi barierami literackimi, artystycznymi lub/i w świecie mody zrodził się projekt „Histoires de Parfums" (2000), autoryzowany przez Geralda Ghislain`a. W jego centrum, oprócz Colette i Sand, znalazła się między innymi Mata Hari –  kobieta-szpieg: tajemnicza, zadziorna, artystka we władaniu  bronią erotyzmu.
.
  •  wielkie „imienne tematy” wzięte z mitologii czy historii, jak
„Daphne” (Comme des Garcons, 2009), „Salome” (Carla Fracci 2007),  „Dalila” (O.P.S.O. 2013), „Kleopatra" (Tocca 2007).

  • odwołania do literatury:
kultowe „Mitsouko” (1919) –  nazwa zaczerpnięta z powieści Claude1a Farrère`a La Bataille),   „Dahlia Noir” (2011)  –  nazwa zapożyczona od James`a Ellroy`, autora  słynnego L.A. Quartet, „La Dame aux Camélias" (2013)    – nazwa wzięta rzecz jasna od Aleksandra Dumasa  i jego powieści, pod takim samym tytułem. Spopularyzowanej przez teatr i kino.  W teatrze tytułową bohaterkę odtwarzały między innymi: Sarah Bernhardt, Eleonora Duse, Sada Yacco, a później gwiazdy ekranu: Francesca Bertini (1917), Theda Bara (1917), Greta Garbo (1936).

Ciekawostka: Zapach „Mitsouko" unosił się w  Mistrzu  i Małgorzacie, „diabelskiej mistyfikacji w cyrku":
Pannica, grasejując, odśpiewała słodko, aczkolwiek z chrypką w głosie, coś niezupełnie zrozumiałego, ale sądząc po twarzach kobiet na widowni, musiało to być coś nader nęcącego:
– Guerlain, Mitsuko, Narcisse Noir, Chanel numer 5, suknie wieczorowe, sukienki koktajlowe..* 
Woń  „Mitsouko" szczególnie podobała się  ekscentrycznej pisarce Anäis Nin, reżyserce skomplikowanych dramatów uczuciowych i erotycznych z sobą w roli głównej, rzecz jasna.
  • odwołania do filmu 
Jeśli wykluczyć zapachy dedykowane postaciom zrodzonym przez  literaturę, choć pewnie bardziej znanym z ekranu, to  z pewnością za przykład mogą tu służyć  zapachy z kolejnych serii Jamesa Bonda?  Na przykład „007 for Women"?

I jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości czy istnieje coś takiego, jak marketing kulturowy, to mam nadzieję, że udało mi się je lekko rozwiać. Mam rację?


* M. Bułhakow, Mistrz i Małgorzata. Tł. I. Lewandowska i W. Dąbrowski.

Teraz czas na Ciebie.
Blogowanie to gra zespołowa. 
* Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka.
** Jeśli Ci się podobało, prześlij ten wpis dalej. Sprawisz, że moja praca przyda się kolejnym osobom.

***Polub  Content i Marketing  na Facebooku.

Komentarze

  1. Ciekawe. Rzeczywiście czasem kupujemy nazwę. Ja na przykład pokochałam perfumy "Zen" - najpierw spodobała mi się nazwa, potem dopiero zapach. Pewnie bym nie sięgnęła na półkę, żeby powąchać, a tak z ciekawości, czym też pachnie zen...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Zen - trzy litery, a tyle treści. Fajnie, że przypomniałaś tę nazwę.

      Usuń
  2. Ciekawy wpis, przytoczyłaś interesujące przykłady. Bardzo lubię właśnie takie nazwy perfum -- z jakąś historią, odwołujące się do czegoś. Cała seria perfum Imaginary Authors sięga właśnie do literatury.

    Lubię i takie nazwy, które same w sobie zawierają jakąś krótką historię (np. Field notes from Paris, Be careful what you wish for, What we do in Paris is secret...). Wszelkie Sweet Sexy Angel, czy inne cudeńka w stylu Victoria's Secret, jakoś do mnie nie przemawiają.

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz się zastanawiam, czy dodałam, że w Imaginary Authors chodzi oczywiście o wymyślonych autorów (jak sama nazwa marki głosi). Ale ciężko oprzeć się skojarzeniom np. z Hemingway'em.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za komentarz, a właściwie za oba komentarze. Seria Imaginary Authors to rzeczywiście naprawdę niezły pomysł marketingowy. I świadomie (albo mimowolnie) adaptowany do innych produktów. No i te pozostałe przykłady...

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentujcie, dopisujcie, nadpisujcie :)

Najpopularniejsze

Czekolada: kultowe hasła reklamowe

Czekoladę uwielbiał na pewno Król August III. Podobno codziennie wstawał o 3 nad ranem, wypijał filiżankę nieprzyzwoicie intensywnej czekolady i siadał za biurkiem. Sam z siebie, a raczej ze swojej królewskiej mądrości, nieprzyjemności królewskich obowiązków otwierał  czekoladową przyjemnością.

A Brillat-Savarin, autor słynnej Fizjologii smaku (1825),  pisał:” […] gdy myślenie przychodzi mi z trudem i przygniata jakaś niewiadoma siła, do wielkiej filiżanki czekolady dodaję ziarnko ambry wielkości bobu, utłuczone z cukrem i zawsze pomaga mi to doskonale. Dzięki temu środkowi wzmacniającemu życie staje się łatwiejsze, myśl lżejsza i nie grozi mi bezsenność, nieunikniona po filiżance kawy na wodzie, którą wypijałbym w tej samej intencji” .

I pewnie niekłamany był  ten jeden z jego 9 żali nad biednymi przodkami, którym nie dane było próbować smaków Anno Domini 1825: „ Bogacze Rzymu, którzy wyciskaliście pieniądze zewsząd, gdzie stanęła rzymska stopa, nigdy na waszych sławnych salonach ni…

Chwytliwe hasła

A jednak rymy w komunikacji wszelkiej maści są nieśmiertelne. Wczoraj wieczorową porą weszłam na Facebooka, a tu balet …rymów: „Pani Beato! Niestety, ten rząd obalą kobiety! Albo: „już to media podchwyciły, jakby całe życie z anarchią na piersiach łaziły”. Albo: „głośno wszędzie, czarno wszędzie, co to będzie, co to będzie!”

Nawet niektóre hasztagi wyświetlające się na mojej facebookowej ściance ubrały się w rymy:
#latowKato, #macchiatowkato. #nakawcewwawce.

Może byłabym przeoczyła ten e-taniec rymów, gdyby nie to, że od pewnego czasu jestem wyczulona na rymowanie. Zwłaszcza w sloganach promocyjnych i reklamowych. I wbrew temu, co się sądzi „na mieście” rymy wcale nie wyszły z copywriterskiej mody. Mimo, że niektórych drażnią w sposób absolutny.
Rymy robią niezłą robotęRymy od zawsze bawiły, odróżniały, wyróżniały, wbijały w pamięć nazwy firm (i ich adresy), nazwy marek, produktów. O czym pisałam między innymi tutaj i tutaj. Rymy służyły także wyśmienicie czarnemu PR-owi, czy jak mówi…

Hajp lub hype, czyli szum