Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2017

Jak czytamy, tak piszemy

Pamiętam pewną frazę z dzieciństwa o posmaku suchara: „Piszę do ciebie powoli, bo ty czytasz powoli”. Tymczasem komputery, telefony komórkowe i smartfony spowodowały, że czytamy i piszemy coraz szybciej i szybciej.

Prędko pichcimy treści i połykamy je, bez delektowania się. Złośliwcy powiedzieliby, że nie piszemy tylko przepisujemy. I że nie czytamy – tylko skanujemy i skanirujemy*. Tak czy siak, szybkie pisanie i czytanie stało się naszym chlebem powszednim. I pułapką… **

A zastanawialiście się kiedyś jak szybko myślimy, mówimy, piszemy, czytamy, dajmy na to na minutę. Nie zastanawialiście się? Widać nie byliście nigdy zmuszeni do szacowania czasu potrzebnego na „dotarcie” ze swoimi treściami do innych. Albo odwrotnie – czasu, którzy chcą Wam zagarnąć inni, byście ich przeczytali.

A tymczasem rzeczy mają się podobno tak, średnio rzecz jasna:
Szybkość myślenia – 600-100 słów na minutęSzybkość czytania – 250-350 słów na minutę Niektóre akademie szybkiego czytania obiecują naukę techni…

Gdyby poeci byli copywriterami

No i mamy wiosnę. Tak jest, że wraz z jej pierwszym dniem święcimy Międzynarodowy Dzień Poezji. No i słusznie, bo czyż są lepsi copywriterzy zieleni i błękitu niż poeci?

W zeszłym roku o Międzynarodowym Dniu Poezji było jakoś cicho, cichuteńko….Pewnie dlatego, że tymczasowo poetycki styl bycia (i życia) nie jest w modzie. Nie czaruje nikogo albo prawie nikogo…

 A gdyby tak te wszystkie poetyckie głowy, które skrywają się gdzieś w zakamarkach życia publicznego, zaprząc do copywritingu? Do pisania na billboardach,  do reklamowania w sklepach i e-sklepach, w czasopismach i e-czasopismach, a nawet na t-shirtach – w końcu to kawał spersonalizowanej przestrzeni promocyjnej i reklamowej.  Może zrobiłoby się barwniej, ciekawiej, zabawniej? W końcu reklama to zbyt poważna sprawa żeby zostawić ją tylko marketingowcom.

Już słyszę te protesty obrońców poezji – literaturoznawców, krytyków literackich, dziennikarzy i publicystów w rodzaju: Poeci i reklama to niedobra sztama!

A jednak istnieje szan…

Złote strzały i niewidzialna reszta

Złoty strzał… Taka metafora przebiegła mi przez myśl, gdy zastanawiałam się jak plastycznie przedstawić takie treści, czyli content lub kontent – jak mówią na mieście, który wygeneruje założone zaangażowanie odbiorców.  Jasne, że złoty strzał, a w gruncie rzeczy złoty content,  to przedmiot marzeń copwriterów i content marketingowców .

O złotym contencie, w przeciwieństwie do tego zielonego, nie pisze się jednak zbyt wiele. Dlaczego? Poza niechęcią zdradzania tajemnic osobistego czy zespołowego sukcesu, istnieje co najmniej jeszcze jedno wytłumaczenie: zaplanowanie i zrealizowanie złotego contentu to rzecz niełatwa. Zwłaszcza, gdy tu i ówdzie mówi się, że większość treści mozolnie zaplanowanych, zrealizowanych, opublikowanych w Sieci i nawet zareklamowanych jest…niewidzialna, rozpływa się  w internetowej mgle.

Podobno nawet istnieje reguła 90:5, co oznacza, że 90% zaangażowania buduje 5% procent treści. Tylko 5 % treści  naprawdę angażuje. Tak przynajmniej mówi w swoich badaniach firm…

To jest magiczne

Sobota, zaglądam do jednego z najpopularniejszych portali, a tu atakuje mnie „to”…. „To”, odmieniane przez przypadki, w tytułach i nagłówkach artykułów:
„To zdjęcie wywołało burzę wśród reporterów”
„Tego zabraniają klientom sklepy”
„Robisz to i nawet nie wiesz, że to ma nazwę”
„Polacy nie wiedzą, że to powód do unieważnienia małżeństwa”
„Im częściej kobieta robi to w czasie seksu, tym większe prawdopodobieństwo zdrady”.

„To” wdarło się nawet do mojego mailingu.  Otwieram pocztę, a tu...



I wszystko to przypomniało mi, że tę copywriterską technikę, odwieczną przynętę na ciekawskich (a konia z rzędem dla tego, kto nie jest ciekawski) po mistrzowsku podpatrzył i wykorzystał nie kto inny, jak… Julian Tuwim w swoim wierszu, z czasem zamienionym na piosenką, pod tytułem   O, kup Pan to!
O, weź pan go! O, kup pan to!
O, kup pan to! O, kup pan to!
Bitte! Bitte! O, kup pan to!
I pomyśleć, że staroświeckie wezwane do akcji „Kup Pan to” wcale nie obumarło, a wręcz przeciwnie kolonizuje Internet…

Unikalne przepisywanie albo unikatyzacja treści

Polak potrafi. Potrafi na przykład być „unikalnym przepisującym” czy „unikatowym przepisywaczem”. I wcale nie chodzi tu o kaligrafię. A może chodzi o kolejną edycję – nowe, poprawione wydanie treści już raz wydanej? Niestety, także nie.

W poszukiwaniu prawie wiosennych okazów „unikalnego przepisywania” czy „unikatyzacji treści” udałam się na krótką wycieczkę po Sieci. I oto, co znalazłam: definicje, zlecenia, oferty. Nie ma więc wątpliwości: „unikalne przepisywanie” kwitnie.




Unikalne przepisywanie 2017 Unikalne przepisywanie (unikatyzacja treści) to przekład cudzych treści na swoje. Nazywany niekiedy rewritingiem, co po polsku oznacza: przepisywanie, przerabianie albo nadpisywanie czy napisanie na nowo.

W najprymitywniejszej postaci unikalne przepisywanie ociera się o kradzież (zwaną niekiedy „treściową gangsterką” albo wprost – plagiatowaniem), w najszlachetniejszej – jest pisaniem zainspirowanym ze wskazaniem źródeł inspiracji. 

Unikalne przepisywanie może polegać na przekomponowan…