Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą blogowanie

Parę niezłych myśli o blogowaniu

Żyjemy w czasach cytatów. Cudze słowa inspirują, motywują, służą za argumenty w dowodach i przekonywaniu innych. Bywają ozdobnikami. Słowa „pożyczone” od innych kochają social media – nawet Insta, na którym wymyślono nie tylko #foodporn, ale i  # bookporn, i #wordporn. O #quotes wszelkiej maści nie ma nawet co wspominać. Bez nich nie istniałoby wiele profili.  A że czasami cytaty  maskują brak własnych  myśli,  to już….zupełnie  inna sprawa.  A zresztą, czy do własnych myśli, do nowatorstwa choćby pierwszego stopnia nie dochodzi się tak naprawdę przez cudze myśli? Nie tak dawno od kogoś bardzo ważnego  i  o pokaźnym dorobku artystycznym usłyszałam półżartem półserio, że ludzie utalentowani „ pożyczają” od innych, a geniusze po prostu „kradną”. Może w ogóle oryginalność i nowatorstwo  bez innych są po prostu niemożliwe? Ja na przykład chętnie podczytuję sobie innych, dla sportu i  po to żeby zestawić z nimi swoje doświadczenia...

Autentyczność treści

Autentyzm i naturalność są w blogowaniu modne. W content marketingu także. Nic dziwnego blogowanie, zwłaszcza to powiązane z działalnością biznesową, jest jednym ze sposobów na content marketing. Jest jednym ze sposobów na budowanie marki, jej dobrych zasięgów i relacji. Pośrednio więc – na sprzedawanie. Może dla niektórych zbyt powolnym sposobem, ale jednak z szansą na … wielką kumulację. Autentyczność pomieszana z prywatnością Autentyzm to jedno ze słów-gąbek, chłonie niemal bezlik skojarzeń. Jak inne słowa-gąbki: szczerość, prawda… Po lekturze niektórych blogów i wypowiedzi blogerek i innych osób „występujących” wychodzi mi na to, że dla części osób bycie autentycznym to to samo, co bycie bez makijażu, ekstra kostiumu i ekstra scenerii. Że autentyczność jest równa z wyjściem ze strefy oficjalności, uchyleniem kulis, zaproszeniem do zascenia. To uchylanie kulis mnie jednak bardziej kojarzy się z prywatnością. Sztuka bycia sobą Dla mnie autentyzm to zerwanie ze sztucznością, ...

Wieczysta gwarancja sukcesu

Od dawna obserwuję pewien blog. Widać w nim autorską staranność i w treści, i w formie. Widać też mrówczą pracę poświadczaną intensywnością publikowania. Także na Facebooku, Twitterze, Pintereście. Pracę mrówczą albo desperacką – jak kto woli… Brakuje temu blogowi tylko jednego – nuty wyjątkowości. I jest to pewien paradoks, bo  można tu trafić na osobiste (i z tego powodu już wyjątkowe!) tematy czy fotografie. Zdjęcia nawet całkiem naturalne: bez specjalnych scenografii, ekstra makijażów czy kostiumów. Co prawda może nie na planie głównym, ale w tle jest takich zdjęć całkiem sporo. I może właśnie tu jest pies pogrzebany? W tym nieumotywowanym pomieszaniu treści osobistych z poradnikowymi. Ba! z multiporadnikowymi. Bo właściwie nie ma tematu czy problemu, związanego z blogowaniem i nieblogowaniem (zdrowe życie, DIY), którego by nie próbowała ugryźć autorka.  Czego tu nie ma: wpisy o blogerskich motywacjach i blogowym dizajnie, wykonywaniu i obróbce zdjęć na bloga, blogowy...

Blogowanie. 5 pytań, na które dobrze znać odpowiedź przed startem

Wiele osób zaczyna blogowanie od…impulsu. Z jakiejś wewnętrznej potrzeby. ( Szerzej pisałam o tym - tutaj ). Albo dlatego, że innym przez blogowanie wiele się udało – zbudowali interesujące portfolia, stali się rozpoznawalni dla licznej publiczności, stworzyli markę osobistą albo początki własnego biznesu. Guziki i kominiarz to za mało Żeby jednak blogowanie przyniosło efekty bloger musi je…zaplanować. I nie wystarczy tu odpowiednio długi czas spędzony w blogosferze. „Widoczne gołym okiem efekty przyjdą wraz ze stażem” – to jedno z najczęstszych blogerskich pocieszeń. Czas, choć w przypadku blogowania trochę pomaga, sam nie rozwiązuje  żadnych problemów. Nie rozwiązują ich także: ani najbardziej mrówcza praca, ani autorski autentyzm, oryginalność i wyrazistość, ani ciągłe dyżurowanie obs/kom. Wszystko to, jak mówią matematycy (no przynajmniej tak mówili w  moich szkolnych czasach), to warunki konieczne, ale … niewystarczające. Niestety, nie załatwia sprawy też szczęści...

10 przykazań blogerki i blogera

22 listopada. Jesień w pełni. A mnie po różnych myślach związanych z copywritingiem – z którym jem i śpię, obudziło dziś myślenie o blogowaniu, a dokładniej o jego podstawach. I żeby mi nie uciekło to, co „objawiło mi się” nad ranem, publikuję czym prędzej. (Co tu dużo mówić i moje blogowanie ma wiele miejsc wspólnych z pamiętnikiem!) A zatem 10 przykazań, które według stanu na dzisiejszy poranek AD 2016 organizują blogowanie. Wyróżniają i odróżniają od innych form bycia w Internecie. Blogowanie to gra z innymi. Graj fair. Bądź rzetelny i użyteczny. Nie czekaj na wenę, sama nie przyjdzie. Bądź 2eko – ekonomiczny i ekologiczny: przepłukuj, odświeżaj, przetwarzaj stare posty. Nigdy nie ufaj swoim przyzwyczajeniom i nawykom. Wybaczaj sobie niedoskonałości. Nawet offline nie wyłączaj swojej blogowej gotowości. Zawsze miej oko na swoją społeczność. Stosuj od 1-9, a wpływowość przyjdzie sama…(a nawet jeśli nie przyjdzie, to i tak będziesz zwycięzcą) I na koniec jeszcze op...

Blogowanie iteracyjne

Żyjemy w czasach szybkich informacji, publikowanych niemal w czasie rzeczywistym i uzupełnianych w miarę napływu nowych faktów, opinii, komentarzy. Na mieście mówią, że w nadawaniu rządzi nami zasada iteracji (od łac. powtarzanie) – powtarzania i zwiększania informacji przez aktualizowanie. Ciągłe aktualizowanie. Dziennikarstwo iteracyjne Istnieje nawet nazwa dziennikarstwo iteracyjne (bodaj od 2009) i inne: dziennikarstwo-proces , beta dziennikarstwo .  Już widzę, jak część z Was protestuje – to żadne dziennikarstwo: z definicji „bez dystansu”, podatne na różne „podrybki” i „podróbki”, czy  – jak mówią na mieście – pranksterism! O tym, że zdarzają się tacy, co nazywają je dziennikarstwem leniwców czy odsłonorobów wspominam tylko dla... rozszerzenia kontekstu . Specyfikę dziennikarstwa iteracyjnego sprowadza się często do słów: „najpierw publikuj, sprawdzać, poprawiać i uzupełniać będziesz później”. Są one polską parafrazą słów Michaela Arringtona – ikony dziennikarstwa it...

Co wspólnego ma blogowanie z teatrem?

Podobno lubimy to, co znamy. Z czym obcowaliśmy niemal od dziecka. I najchętniej podajemy dalej to, z czym się zupełnie zgadzamy.  No może... prawie zupełnie. Wcale nie szerujemy tego, co nas „poraża” swoją oryginalnością. Tak przynajmniej utrzymują ci, którzy zajmują się psychologią podawania dalej i lajkowania. Być może więc dlatego, że z teatrem, teatralną komunikacją, teatralnym słownictwem i metaforyką obcuję niemal od zawsze, tak spontanicznie otwarłam się na książkę Hyatta. Michaela Hyatta. Tego samego, o którym ciut pisałam już tutaj . Spontanicznie otwarłam się na Hyatta, bo już we Wprowadzeniu do swojej książki napisał: Ponad cztery wieki temu William Szekspir napisał: „Świat jest teatrem”, a dziś jego słowa są prawdziwsze niż kiedykolwiek wcześniej. Jeśli masz coś do powiedzenia – czy to za pośrednictwem bloga, wystąpienia, książki, piosenki, scenariusza, kazania albo sztuki – jesteś na scenie. Jeśli masz coś do sprzedania […] także znajdujesz się na scenie*. ...

Po co ludzie blogują? 8 głównych powodów

Jeśliby mierzyć motywacje do blogowania popularnością blogowych wpisów, to można powiedzieć, że w blogowaniu ludzie widzą przede wszystkim źródła zarobku. Nawet na blogu, na którym aktualnie gościcie jednym z popularniejszych wpisów jest ten pod tytułem: Jak zarabiać na blogu. Lista miejsc, w których o tym mówi. I nie jest żadną tajemnicą, że najlukratywniejszym tematem blogowania jest blogowanie o tym, jak zarobić na blogowaniu. Blogowanie – zarabianie Dziś myślenie o zarabianiu na blogu rozszczepia się na dwie wyraźnie różne opcje: zarabianie bezpośrednie (tu bloger staje do konkurencji z różnymi e-wydawcami) i pośrednie – gdy blog, stanowi rodzaj dynamicznego portfolio, najlepszą wersję referencji i jest narzędziem budowania marki osobistej, jej zasięgu albo takiego czy innego przywództwa, albo „legendy” (najlepiej tej prawdziwej!). Istnieje też blogowanie pomyślane jako wsparcie dla kiełkującego lub już działającego biznesu. W tym drugim przypadku blog zwykle stanowi rodza...

Klątwa wiedzy

Zetknęliście się kiedyś z pojęciem „klątwa wiedzy”? Tak, tak, chodzi mi o przekleństwo nadmiernej  wiedzy. A dokładniej, używanej bez wyobraźni, bez empatii i znajomości oczekiwań rozmówcy – jego wiedzy, doświadczeń, gustów, osobistych pobudek do automatycznego akceptowania jednych rzeczy i odrzucania innych. Nieznajomość przygotowania i oczekiwań odbiorcy nadawanego komunikatu może zrujnować każdą komunikację. Może spowodować zagubienie odbiorcy, jego konsternację (Jakie to trudne, nigdy tego nie zrozumiem!), frustrację (O Boże, jak ja nic nie wiem!) i wirtualne lub realne zakończenie rozmowy. Zamknięcie strony WWW, wyjście z bloga, odłożenie książki, wyłączenie się z słuchania podczas wykładu lub wyjście z prelekcji. „Klątwa wiedzy” to zjawisko, które od lat nie jest obce ani ekonomistom, ani psychologom społecznym, ale i wszystkim ludziom, którzy zawodowo zajmują się komunikacją: pisarzom, dziennikarzom, nauczycielom, prelegentom, specjalistom od budowania wizerunku i od ma...

Recenzje w rękach blogerów i marketingowców

Recenzje, recenzje, recenzje*. Kto przeżył trochę lat, ten wie, że żeby je uprawiać w starych mediach (jak prasa, radio, telewizja) trzeba było mieć odpowiednie pełnomocnictwa (zatrudnienie w takiej czy innej redakcji) i kompetencje – odpowiednie wykształcenie, doświadczenie i inne wymagane właściwości. A poza tym recenzowano tylko niektóre przedmioty, te stworzone w nauce lub branży kreatywnej: książki, przedstawienia, filmy, dzieła plastyczne czy muzyczne. Być recenzentem! – to marzenie tysięcy (setek tysięcy?) dawnych absolwentów kulturoznawstwa, filologii polskiej i obcych, dziennikarstwa….. Dziś recenzować może każdy i wszystko Dziś recenzje, zrównane z testowaniem oraz opiniami i rekomendacjami, stały się podstawowym narzędziem w rękach blogerów i marketingowców. I recenzować może każdy, wszystko, we własnych i „zdobytych mediach”. Można więc recenzować …..jedzenie, kosmetyki, buty sportowe i inne, sprzęt elektroniczny i sprzęt AGD, a nawet maszyny do szycia (inne pewnie te...

Sekret skutecznego blogowania

Jakiś czas temu pisałam o zaletach pozostania w blogowej niszy . Dziś wracam do tematu. Wracam, bo oto znalazłam jeszcze jeden argument, że blogowanie w niszy może być czymś, co podziała wyróżniająco, odróżniająco i pozycjonująco na zatłoczonym blogerskim rynku „dla wszystkich i o wszystkim”. Niszowość może tu być… Fioletową Krową . Tym czymś, co pozwoli stać się niezwykłym, rozpoznawalnym i być „podawanym dalej”. Niszowość może nieźle pozycjonować A być rozpoznawalnym i szerowanym” w zatłoczonym i sformatowanym świecie bloggingu nie jest wcale czymś łatwym. Wiem o tym ja i każda oraz każdy, którzy choć trochę pobyli w blogosferze. To odwołanie do Fioletowej Krowy nie jest przypadkowe, bo oto sam Seth Godin podpowiada, że bycie w niszy nie tylko nie skazuje na zmarginalizowanie, ale stwarza szansę. I choć jego podpowiedź ma już swoje lata (książka Fioletowa krowa została wydana w 2003 roku), to nic nie straciła z aktualności. Co więcej, jej treści zostały wzmocnione przez ...

Blogowanie i bzik albo otaku

Żeby blogować trzeba mieć bzika albo być otaku. Nie, żeby blogować w ogóle, ale żeby blogować z przyjemnością i sukcesem. Otaku, czyli… Być otaku, to znaczy kim? Więcej niż hobbystą, trochę mniej niż człowiekiem zarażonym obsesją. Być otaku to być takim człowiekiem, który dla realizacji swojej pasji zrobi bardzo wiele. A na pewno wyda ostatni grosz i poświęci każdą wolną sekundę, żeby sprawdzić najnowszą informację ze świata, którym się interesuje. Wiem, że w Japonii słowo otaku ma trochę węższe znaczenie. Że określa się nim fascynatów gier komputerowych, anime i mangi. Wiem też, że słowo otaku ma tam negatywny wydźwięk, jest równoważne z zaślepieniem pasją. Pasja zamieniona w obsesję może być nie lada problemem. Niemniej w naszej i anglosaskiej kulturze otaku to coś pozytywnego. Jedni mają otaku na punkcie biznesu, inni – marketingu albo copywritingu, jeszcze inni – na punkcie czekolady, kawy, pikantnych sosów chili, niebiańskich alei z jedzeniem albo... surfingu. Bziki i ho...

Blogowanie niszowe? 9 powodów, dla których warto…

Z mojego romansu z blogosferą wynoszę przeświadczenie, że większość blogerek (z blogerami pewnie jest nieco inaczej) jednak boi się działania w niszy…Wiele, chcąc zwiększyć swoje zasięgi, wpada w pułapkę pisania o wszystkim i do wszystkich. Niby zyskują w statystykach, ale czy na pewno zyskują? Co dają blogi niszowe?  1. Przyciągają ludzi swoim tematem, ludzi o tych samych zainteresowaniach… A to jest naprawdę COŚ. Coś, co daje przewagę i w budowaniu marki osobistej, i w zarabianiu pośrednim: w roli osoby dobrze poinformowanej, konsultanta, eksperta. 2. Dają szansę na zbudowanie wokół bloga lojalnej społeczności , dużo lojalniejszej niż w przypadku bloga wielotematycznego czy osobistego. 3. Wróżą dobry rozwój bloga . Skupienie się na jednym temacie, służy dobrej specjalizacji, nabieraniu doświadczenia i biegłości, budowaniu sieci dobrych relacji opartych o wspólne zainteresowania, pasje, „ukierunkowaną energię” czy po prostu networking. 4. Stwarzają możliwość ekspa...