Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą sztuka nazywania

Siła nazwy

Czytam Pieska przydrożnego *. Czytam, bo lubię literacko-filozoficzne miniatury. NIEWYPIMISZONE. Dają tyle pola do domysłów, do „krążenia wokół”. I oto trafiam na super argument o „sile nazwy” : Wspaniałość była wielka, ale wymyślona: blask mieszkał w nazwie Emberiza citrinella,   nie w ptaku, drzewie, kamieniu czy chmurze.  Cz. Miłosz, Nazwa Blask mieszka w nazwie – wiedzą o tym poeci i marketingowcy, i specjaliści od brandingu, choć Szekspir myślał zgoła inaczej. A jednak myślę, że rację wciąż ma Miłosz. Siła nazwy * Cz. Miłosz, Piesek przydrożny. Wydawnictwo „Znak”. Kraków 1998. Teraz czas na Ciebie. Blogowanie to gra zespołowa.  * Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka. ** Jeśli Ci się podobało, prześlij ten wpis dalej. Sprawisz, że moja praca przyda się kolejnym osobom. ***Polub   Content i Marketing   na Facebooku.

Ponad wyobrażenie

Co ja czytam:  Julia: Czuję kamień w żołądku. Muszę znowu wypić dziurawca, to zaraz przejdzie… Joanna: Co ciocia pije? Julia: To jest dziurawiec. Joanna: Dziurawiec?  Julia: Tak, to jest najzdrowsze na żołądek, na nerki, na wszystko! Gdyby ten dialog nie pochodził z Domu kobiet Nałkowskiej i z 1930, można by pomyśleć, że to jakaś radiowa reklama. No dobrze, nie jakaś, ale reklama dziurawca, super ziela, skądinąd świętojańskiego (ang. St. John's wort, lit. Jonažolė, niem. Johanniskraut, wł. Erba di San Giovanni). Świetojańskiego, bo dziurawiec podobno pełnię swojej mocy osiąga w południe, w dniu św. Jana Chrzciciela. Przynajmniej tak szeptano jakieś sto lat temu.  Czas dziurawców. Jest więc ten post trochę okazjonalny, bo nie ukrywam, że to świetojańska pora i kwitnące dziurawce sprowadziły moje myśli na „pole nazywania”, ważne w życiu codziennym, w literaturze, w marketingu… Już sama grecka nazwa dziurawca brzmi jak slogan reklamowy: Hypericum! Bo hypericum to złożenie: ...

Imogena i Grażyna

Rozpoczął się marzec. Rozpoczął się miesiąc, w którym aż roi się od imienin moich bliskich. A imieniny w Polsce to rzecz święta. A imiona? Myślę sobie, że imiona bywają bardzo dobrym, dobrym albo kiepskim  naznaczeniem. Darem albo utrapieniem. Niekiedy natychmiastowo włączają do rodziny naprawdę niezłych imienników i  imiennych opowieści. Czasami najwyższej próby literackiej. Imię jest darem. Jakby nie patrzyć, źródłem naszym imion są księgi: święte, półświęte albo całkiem laickie, jak literatura piękna i popularna, scenariusze filmów, seriali, gier(!), popularne gazety o gwiazdach, gwiazdkach i garach. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to literatura piękna stanowiła i wciąż stanowi źródło imiennych inspiracji. Na przykład Julia Na przykład Julia – najpopularniejsze u nas imię w ostatnich latach – do polskich kalendarzy dostało się przez literaturę. Gdzieś pod koniec XVIII wieku. Wraz z dziełami Szekspira ( Choć niektórzy mówią, że z Julią, czyli Nowa Heloizą Jan...