Oto właśnie media obiegła wieść, że Jeanette Winterson spaliła autorskie egzemplarze własnej, świeżo wznowionej książki. Spaliła je na znak protestu przeciw swojemu wydawcy, który – bez jej zgody – umieścił na okładkach blurby , które nijak miały się do jej powieści. Były miłe, słodkie i takie „domowe”, że kojarzyły się z „literaturą kobiecą najgorszego sortu”. Nie było w nich nic z tego, na co stawiała autorka od zawsze, jak: figlarność/frywolność, dziwność, nowoczesność, nowatorskość – literacka i obyczajowa, rzecz jasna. Bo blurby były bez ognia, bez żaru, bez energii, bez namiętności i bez prawdy – można przyjąć, że taka jest autorska motywacja performansu, który można by nazwać roboczo „Palę blurby”. Oczywiście nikt nie wie, jak było naprawdę. Czy poszło o mdłe blurby i beznadzieją komunikację na linii autorka – wydawnictwo, czy o wykorzystanie blurbów, a właściwie nieporozumienia w sprawie blurbów, do specjalnej promocji autorki i jej twórczości. Tak czy siak, o blurb...
copywriting, content marketing, pisanie kreatywne