Przejdź do głównej zawartości

Posty

Ponad wyobrażenie

Co ja czytam:  Julia: Czuję kamień w żołądku. Muszę znowu wypić dziurawca, to zaraz przejdzie… Joanna: Co ciocia pije? Julia: To jest dziurawiec. Joanna: Dziurawiec?  Julia: Tak, to jest najzdrowsze na żołądek, na nerki, na wszystko! Gdyby ten dialog nie pochodził z Domu kobiet Nałkowskiej i z 1930, można by pomyśleć, że to jakaś radiowa reklama. No dobrze, nie jakaś, ale reklama dziurawca, super ziela, skądinąd świętojańskiego (ang. St. John's wort, lit. Jonažolė, niem. Johanniskraut, wł. Erba di San Giovanni). Świetojańskiego, bo dziurawiec podobno pełnię swojej mocy osiąga w południe, w dniu św. Jana Chrzciciela. Przynajmniej tak szeptano jakieś sto lat temu.  Czas dziurawców. Jest więc ten post trochę okazjonalny, bo nie ukrywam, że to świetojańska pora i kwitnące dziurawce sprowadziły moje myśli na „pole nazywania”, ważne w życiu codziennym, w literaturze, w marketingu… Już sama grecka nazwa dziurawca brzmi jak slogan reklamowy: Hypericum! Bo hypericum to złożenie: ...

Wielka ściema poziomkowa

Poziomki. Gdzież im do truskawek! Niepozorne, bez smaku. W pojedynkę – bez takiej śmietany na przykład – nie mogą tak wiele.  A jednak uchodzą za owoc „ogrodu ziemskich rozkoszy”. Bywają też esencją czerwca, kropką nad i w słowie nostalgia . Dla mnie są poziomki wraz ze swym kształtem, zapachem, smakiem jednym z ważniejszych  motywów w kadrze z mojego dzieciństwa i młodości. Są nierozerwalnie związane z głosem młodej Urszuli Sipińskiej nucącym: „Wiem, pamiętam, ty lubiłeś poziomki…” Poziomka. Zielnik Wyspiańskiego. Muzeum Narodowe w Warszawie. Domena publiczna.  J acob Hoefnagel, Studia roślin, owadów i żaby. Cyfrowe Muzeum Narodowe w Warszawie. Domena publiczna.   Moja AD 2023. Blogowanie to gra zespołowa.  * Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka. ** Jeśli Ci się podobało, prześlij ten wpis dalej. Sprawisz, że moja praca przyda się kolejnym osobom. ***Polub   Content i Marketing   na Facebooku.    

Boska perfumeria

Różne bywały czerwce moje. Ten aktualny, wbrew swojej nazwie wibrującej czerwonościami, objawił mi się kilka dni temu… biały i pachnący. Objawił mi się, gdy szłam w chmurze słodkiego zapachu ligustru, lipy, jaśminów…Pomyślałam: tak pachnie dojrzała wiosna: świeżo, delikatnie, słodko. Przyciągająco… Boska perfumeria  Boska perfumeria A lipy i ligustry kwitną w tym roku wyjątkowo obficie. Dlaczego nie widziałam ich i nie czułam w zeszłym roku, dwa lata temu i dawniej? Czy to ich wina, czy moja?  Blogowanie to gra zespołowa.  * Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka. ** Jeśli Ci się podobało, prześlij ten wpis dalej. Sprawisz, że moja praca przyda się kolejnym osobom. ***Polub   Content i Marketing   na Facebooku.     

Irysy ? To jest skomplikowane…

Właśnie kwitną irysy… Późnowiosenne,  strzeliste, wyrafinowane, secesyjne. Są irysy zwyczajne i mityczne, malarskie, literackie. Są irysy europejskie i … japońskie, tak japońskie jak…kwiat wiśni, śliwy, moreli, piwonii, chryzantemy i haiku.   Marzą mi się irysy w moim malarsko-literackim, troszkę dekadenckim ogrodzie, zwłaszcza te fioletowe... Dobrze by się z nimi wędrowało przez wiosny, przez lata…  I cóż , że tylko przez dwa tygodnie w roku?  Mój ulubiony autor haiku Matsuo Basho pisał: Przemawiać do irysów: To także jedna z przyjemności Wędrowania. Dobrze rozmawiałoby się przy irysach w moim ogrodzie  o Iris, antycznej bogini. Podobno była biegła w rozpinaniu tęczy, choć inni mówią, że w transportowaniu dusz zmarłych dzieci i kobiet do Hadesu. Zresztą jedno drugiego nie wyklucza.  Jest więc irys kwiatem złotoskrzydłej Iris, która podobno podróżowała z prędkością wiatru. Jest też kwiatem księżycowym, kochającym wody, cienie i mroczne czary. Zdecydowa...

Nadchodzi Wielkanoc

Wielkanoc we wczesnym dzieciństwie kojarzyła mi się ze… strzepnięciem zimy, z wielkim zmartwychwstaniem wszystkiego: nadziei, zieleni, lekkości bytu – traktowanej wtedy jako zrzucenie czap, szali, rękawic, ciężkich kurtek i ciężkich butów. Kojarzyła mi się też z koszykiem czekającym na poświęcenie, w który pod białą serwetą szalały zapachy chleba i wędzonki, otulające kolorowe jajka. Otulały te zapachy moje małe ciało pochylone nad koszyczkiem i szły hen do góry. Przynajmniej tak mi się wydawało… Pamiętam, że zazdrościłam dzieciom, które oprócz jedzenia symbolicznego miały jeszcze w koszyczku złociste ciasteczka posypane grubym cukrem. Oczywiście do czasu, gdy nie pojęłam, że wielkanocny  koszyk to „zamknięta lista symboli" – niepodatna na jedzeniowe trendy i mody. Choć bliźni przemycali w swoich koszykach to i owo do poświęcenia, a to pomarańcze, a to czekoladę: w tabliczce albo w formie wydrążonych figurek … Zupełnie jakby byli po lekturze Czekolady Joanny Harris.   Pr...

Słodki storytelling

„Marketing mafijny” ma dwie strony, o czym więcej wkrótce. Jest jak ….grzech? Przyciąga i …po ochłonięciu stawia pytania. Czasami trudno mu się oprzeć, czasami „mafijna warstwa” jest tak zanurzona w pop-kulturze albo tak przezroczysta, że prawie niewidoczna, jak na przykład w opowieści o torcie Caprese , tu i ówdzie nazywanego tortem Al. Capone .  Był rok 1920  1920 rok, Caprese, czyli Capri – wyspa, która połyskuje przeszłością, magią i hedonizmem. Jak za czasów Oktawiana (jeszcze nie Augusta), który nazywał ją też Capri Apragopolis –Wyspą słodkiego lenistwa. Ta Oktawianowa wyspa (i Tyberiuszowa!) lubiła się odwracać od problemów rozjazgotanego świata.  Jest dzień jak co dzień. W powietrzu unosi się zapach smażonej ryby i lewkonii. „Łańcuch domów niby kostki cukru skrzy się”. A Carmine di Fiore piecze swoje ciasto migdałowe dla klientów swojej cukierni. Nie może się skupić. Nie spał zbyt dobrze. Całą noc śnił sen o krwistoczerwonych pomarańczach: Arancia Rossa di Sicilia...

Chrzań się majonezie

Podobno tam, gdzie Adriatyk gada z Morzem Jońskim fale niosą keczup i majonez. Wyrzucają je na plażę w okolicach: Lecce, Gallipoli i Brindisi. Podobno majonez jest jakby prosto z kontenera wyjęty… Tymczasem u nas media płaczą nad cenami majonezu. Roi się w nich  od  od tytułów, obliczonych na klik, klik:    Słoik majonezu za 16 zł. "Ludzie patrzą i nie wierzą". Winiary reagują Cios w sałatkę jarzynową, majonez już po 16 zł Majonez drożeje w oczach. Winiary tłumaczą się  Pokazał, ile kosztuje słoik majonezu. To jest "supercena"  Ceny majonezu wystrzeliły jak rakieta. Co się dzieje?  "Majonez grozy". Ekspertka: Nas już nie stać na taki poziom .   Kosmiczne ceny majonezu, a Wielkanoc tuż tuż… I dalej: „Mocna odpowiedź polskich producentów żywności na zjawisko "majonezów grozy" – wysokich cen produktu spowodowanych galopującą inflacją. Kieleckococcinum to niedrogi homeopatyczny substytut majonezu. Producent zapewnia, że organizm poczuje się jak p...

Marsz po tort, czyli cake-walk

  Gdyby tytuł dzisiejszego posta tłumaczyć dosłownie, to można by go podać jako: „spacer po ciastko" albo „marsz po ciastko".  Oczywiście, po jedno by się nie opłaciło, no chyba że tym ciastkiem byłby tort.  I w istocie, „spacer po ciasto” motywował tort.  Tort był nagrodą dla tańczących wokół niego Afroamerykanów, podobno jeszcze przed wojną secesyjną. Jednak prawdziwą popularność cake-walk zdobył na przełomie wieków.  Primrose & West's Big Minstrels. Library of Congress Prints and Photographs Division Washington O specyfice tego tańca pisał w latach jego europejskiej świetności Stefan Barszczewski, autor  Obrazków amerykańskich: Jest w nim trochę walca, trochę polki, trochę kontredansa, trochę poloneza, a zarazem dużo ruchów i skoków małpich, dużo wyginań i gestów przypominających lubieżny, namiętny, a tak bardzo nieprzyzwoity taniec bajader — danse du ventre. Tańczący ustawiają się parami i defilują w skocznym marszu, przy dźwiękach muzyki głośnej,...

Tort, najlepsze slogany

Do niedawna nie wierzyłam w automaty do pisania. Po prostu nie wierzyłam, że mogą one zastąpić na przykład takiego copywritera z krwi i kości.  Postanowiłam wzmocnić tę wiarę twardymi dowodami zdobytymi przez przetestowanie generatorów sloganów reklamowych (darmowych !). W roli przynęty użyłam mój ulubiony ostatnio produkt: „tort”.  No i okazało się … że nie mam racji! Generatory generują! Szybko i całkiem ciekawie. A do tego dowcipnie.  Co prawda, w niektórych przypadkach tylko po angielsku, ale jednak!  Zresztą oceńcie sami. Poniżej przedstawiam wam  listę wybranych haseł reklamowych, stworzonych przez AUTOMATY.  Niektóre musiałam spolszczyć czy ogładzić.  1. 3…2…1… Tortuj z nami! 2. Aahhh! Słodkie przestępstwo. 3. Baw się z tortem!  4. I stworzył Bóg tort. / I stworzyła Bogini tort.  5. Cud ma swoją nazwę: tort! 6. Czujesz to? Tort. 7. Dziel się chwilami, dziel się tortem! 8. Dzięki tortowi jest piątek! 9. Elegancki, pięk...

Weekendowa tortologia

No i weszłam w tortologię… Niby przypadkiem, ale cięgnie mnie ku sobie, ciągnie… Bo okazuje się, że rzeczywiście jak chce Karolina Konopka w swojej Tortologii , tort to nie tylko ciasto, to obiekt ważny rodzinnie, towarzysko, patriotycznie, artystycznie, czyli kulturowo.   Dodałabym jeszcze, że tort jest ważny biograficznie i językowo.  Bo prawie na każdego przychodzi moment, w którym odkrywa głębię fraz: "Ile to tortów razem zjedliśmy" czy  "Okruchy z weselnego tortu".  Co do tych okruchów, to Amerykanie podobno wierzą, że „wysuszone”  kawałki weselnego tortu gwarantują nowożeńcom długie i słodkie życie, najlepsze te trzymane pod poduszką.  Tort emblematyczny  Jakby na tort nie patrzyć, jest emblematem dzieciństwa, wkraczania w dorosłość, w małżeństwo… To ikona uroczystości, celebracji imiennych i plemiennych. Torty i towarzyszące im okoliczności osiadają w pamięci, jak perfumy, jak muzyka. Z czasem tężeją w legendy, czasem w baśnie  o miłoś...

Tortoland, la, la, la

Jeszcze trzy tygodnie temu nie wiedziałam, że istnieje tortoland: tortomania, tortokreacja, tortojubilerstwo. Po raz pierwszy odkryłam je (wszystkie!) podczas pewnego szkolenia cukierniczego. Jego finałem były torty, w których apetyczność została nakryta… sztuką. Mocno nasycone kolory, metaliczne, zwierciadlane albo zamszowane tekstury, złoto, srebro, „brylanty”, perły, brokaty  i piórka  wrzuciły mnie w  cukierniczy glamour, w szaleństwo wyobraźni ufundowane na pragnieniu... luksusu? Trudno tylko powiedzieć czy chodzi tu o marzenie o  luksusie cukierników czy ich klientów.  A może jednych i drugich?  Może rzeczywiście istnieje coś takiego jak obustronna (cukierniczo-kliencka) tortoterapia? Może istnieje leczenie przez projektowanie/robienie/chłonięcie  „odlotowych” słodkich dekoracji, pod którymi śpi smak?  Projektowanie smaku, hmmm…  Potwierdzać to zdaje się choćby ten komentarz do instagramowej rolki przedstawiającej narodziny  fiolet...

Co jedzą anioły

Grudzień kruszą światła i… anioły. Z aniołami jest tak, że są podwójne: bezcielesne, ale jak trzeba to i owszem, mają  ciało…  Nic więc dziwnego, że dzieciom, poetom, a nawet biblistom przychodzi czasem na myśl w grudniu pytanie: Co jedzą anioły? Bo kucharze, ciastkarze, marketingowcy nie mają, rzecz jasna, żadnych wątpliwości, korzystając z „anielskich zasobów” na potęgę. Można powiedzieć, że w kulisach kuchni „anielskie jedzenie”  oznacza dania łagodne (mleczno-miodowo-waniliowe) albo… niezwykle delikatne.  Z kolei dla specjalistów krzyżujących religię, astrologię i gastronomię anielskie jedzenie to pokarmy, które podnoszą „wibrację energii”. Istnieje anielska dieta – lekka i energetyczna, otaczana opieką przez archanioła Rafała, zwanego niekiedy Rafaelem.  Niemniej ta dieta i wmówienia kucharzy oraz marketingu więcej mówią o  strategiach łączenia jedzenia z anielskością (strategiach „na anioła”) niż z  jedzeniem spożywanym przez samych aniołów....

 Czułość do cebuli

Jeśli dziedziczy się skłonność do zapachów i smaków, to ja odziedziczyłam  czułość do cebuli.  Od przedszkola śpiewałam o cebuli okrągłej jak kula, która z buraczkiem w czerwonym fraczku uwijała się po parkiecie. Wydzierałam się też (w całkowitej zgodzie z przekonaniem, że im głośniej tym lepiej) : O, mój mocny Boże, cebula staniała, za co ja se bedę korale sprawiała? Dziś już wiem, że to nie była pierwsza lepsza śpiewka „na ludowo”, że miała mocno ekonomiczny podtekst. Myślę sobie, że musiała powstać gdzieś w listopadzie (a może w grudniu?), kiedy już ostatecznie ustaliła się cena rynkowa cebuli. Że jest  ta śpiewka podszyta żalem z powodu kiepskiej prognozy przychodów z uprawiania cebuli.  Bo  na ziemiach moich dziadów i pradziadów żyło się z uprawiania cebuli. Niczym w dawnej Prowansji. Jak Onion Johnnies, którzy transportowali swoją francuską cebulę  do Anglii, współcześni moich dziadów, pradziadów jechali ze swoją cebulą do pobliskich miasteczek. Tu i ...

Kubki do kontroli, kubki do kontroli

Bo z  mlekiem jest trochę tak, jak w tym dowcipie Tuwima, w którym Tobiasz próbuje wytłumaczyć  Aronowi, swojemu ślepemu od urodzenia przyjacielowi, jak ono wygląda: – Mleko jest białe – odpowiada Tobiasz. – A co to jest białe? – pyta Aron. – Jak by ci wytłumaczyć? Łabędź jest biały. – A jak wygląda łabędź?. – Łabędź to taki ptak z krzywą szyją – tłumaczy Tobiasz. – A co to jest krzywa? – Krzywa... krzywa... no, złap mnie na przykład za rękę. Teraz ją zginam i ona jest krzywa. Abram obmacuje zgiętą rękę Tobiasza i mówi: – Dziękuję ci! Teraz już wiem, jak wygląda mleko. No i wygląda to mleko raz tak, raz siak, raz dobrze, raz źle. Wszystko zależy od oglądu, wglądu, poglądu, ambicji politycznych i biznesowych ...  Europejska kultura mleka My Polacy, a także reszta Słowian oraz  Bałtowie, Skandynawowie, Anglosasi, Germanie, należymy do kultury mleka, choćbyśmy nie wiem jak je wypierali. Mleko, białe nawet od najczarniejszej krowy, wobec ostatnich bezśnieżnych zim, jest...

Przy piwoniach

Początek czerwca. Ten czas kiedyś kojarzył mi się z kwitnącą piwonią. Rosła pod moim domem, nieopodal wejścia do ogrodu. Po śmierci mojej mamy, z braku stałej opieki, rok w rok nowe pędy piwonii ścinali przypadkowi kosiarze. Ciekawe czy wycięli ją na zawsze, czy żyje swoim życiem podziemnym?  Piwonie są kojarzone są z Chinami i Japonią, z  cesarzami wielu dynastii, z ich żonami i kochankami oraz ich nadwornymi poetami. To chyba ci ostatni podnieśli piwonię do rangi królowej wiosennych kwiatów (w paru przypadkach wszystkich kwiatów), do symbolu piękna, elegancji, dobrobytu, szczęścia i kobiecego wdzięku. Do 1929 roku piwonia była oficjalnym kwiatem narodowym Chin. Podobno nawet dzisiaj wielu Chińczyków za taki ją uznaje.  Jednak obok tej azjatyckiej nitki historii piwonii biegnie nitka europejska. Zaczyna się wśród mitów, jak europejska historia prawie wszystkiego.  Według jednego z greckich mitów piwonia to lekarz  Paeon (Paean), przemieniony  w kwiat przez...

Ostatnia sobota kwietnia

Ot i koniec kwietnia 2022. Na świecie wojna i tysiące innych nieszczęść, a w ogrodach … kwitną śliwy. Jak co roku, kwitną biało i delikatne, eterycznie.  W dalekiej Azji łączą śliwy ze szczęściem. Pięć jej kwitnących płatków symbolizuje 5 bogów szczęścia – długiego życia, bogactwa, dobrego samopoczucia, cnoty i zdrowia.  W dalekiej Azji kwiat śliwy uważają za jeden z najpiękniejszych, obok chryzantem i storczyków.  W dalekiej Azji kwitnąca śliwa jest kobietą. Przedstawiana wraz z bambusem tworzy żeńsko-męską parę, złożoną z różnicy. Dla wtajemniczonych obraz tej pary pulsuje oczywistymi i sekretnymi opowieściami, nierzadko z pieprzykiem erotyki (a nawet pieprzem!). Stoję pod drzewem polskiej kwitnącej śliwy i powtarzam za Bashô:  W tych kwiatach śliwy  nawet krowa zanuci  pierwszy wiosenny śpiew.  W tych kwiatach śliwy  nawet krowa zanuci  w tych kwiatach śliwy.   Ume po polsku. Blogowanie to gra zespołowa.  * Zostaw komentarz. Dla...

Opowieść z rozłogami

Jest sobota, a zatem pora na felieton weekendowy. W ten weekend nie będzie jednak felietonu, a recenzja. Będzie recenzja Złodziejki truskawek , na pożegnanie sezonu truskawkowego i dla zatrzymania paru szybkich myśli nad tą osobliwą opowieścią, a właściwie polem opowieści. Bo myślę sobie, że dziś – w czasach narracyjnego boomu – mówienia o opowieściach i narracjach nigdy za dużo.  Joanne Harris, Złodziejka truskawek Złodziejka truskawek Joanne Harris to powieść dziwna, z rozłogami. Prowadzą te rozłogi w przeszłość świata przedstawionego i do innych opowieści. Najbardziej do projektu dziewiętnastowiecznej tapety Williama Morrisa Złodziej truskawek oraz do Czekolady , głośnej niegdyś powieści tej samej autorki.  Wzór-cytat ze Złodzieja truskawek , zapach truskawek, smak, kolor i tekstura dżemów truskawkowych (ewidentnie nie ma tu dwóch takich samych!) oraz wysublimowane smaki czekolady przenikają się w tej powieści. Krzyżują się niczym jej bohaterowie, złączeni miejscem zamies...

Słowa i przyjemności

Będzie znowu o namingu i copywritingu, bo właśnie czytam: Vianne używa najlepszych ziaren kakaowca, sprowadzonych z plantacji na zachodnim wybrzeżu Afryki – czekolady naszpikowanej przyprawami o nazwach jak wyspy zaginionego archipelgu. Tonka. Wanilia. Szafran. Goździk. Zielony Imbir. Kardamon. Pink peppercorn. Nigdy nie podróżowałem père, a jednak te nazwy przenoszą mnie gdzie indziej, na nieodkryte wyspy, gdzie nawet gwiazdy są inne.  Joanne Harris, Złodziejka truskawek Różowy cedr, białe drzewo sandałowe czy… wyspy szczęśliwe (w ogóle wyspy!) to tylko kilka kolejnych nazw, które spontanicznie przychodzą mi na myśl, a podbijają smakowitość nie tylko kulinariów. Nie tylko. A może rację ma Czesław Miłosz, że to wszystko dlatego, że przywołane nazwy są naładowane poezją. (Może jedyną czytaną poezją naszych niepoetyckich czasów?) Pisał Miłosz przed laty:  Naładowane poezją słowo wyspa wabi, przyciąga, obiecuje.  Czesław Miłosz, Żegnajcie Wyspy! No i rymuje się wyspa w wyobr...

Tajna broń

Dziwne bywają przypadki mianowania rzeczy, nazywania ich dla rynku, czyli tzw. namingu. Weźmy na przykład taki kostium bikini. Dziś jest on zadomowiony, a raczej zaplażowany, tak bardzo, że ani on sam, ani jego nazwa nie budzą żadnych emocji ani skojarzeń. Wystarczyło 70 lat z okładem, aby oderwać nazwę od jej gorących kontekstów, od skojarzeń geograficzno-polityczno-społecznych.  Bo przecież bikini, ten „rewolucyjnie  skąpy” kostium (minimalny, itsy bitsy, teenie wenie, petit – jak o nim kiedyś mawiano), odsłaniający pępek  i biodra, wziął swoją nazwę od próby broni nuklearnej na atolu Bikini. A właściwe od wielu podwodnych prób, które zmieniły rajski zakątek w strefę militarnego skażenia. Trwa ono do dzisiaj.  Trudno dzisiaj powiedzieć, co zadecydowało o nadaniu właśnie nazwy „bikini” kostiumowi plażowemu „mniejszemu od najmniejszego kostiumu kąpielowego na świecie”, wprowadzonemu na rynek we Francji latem 1946 roku. Czy była to ignorancja, która pozwalała nie widz...