Przejdź do głównej zawartości

Posty

Na tropie purpury

Kto mnie czyta, ten wie, że tropię purpurę. Status na dzisiaj?   O odcieniach purpury   O nazewniczych przygodach purpury    O purpurze w brandingu i marketingu   Na tropie purpury, maj 2025, w G... Teraz czas na Ciebie. Blogowanie to gra zespołowa.  * Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka. ** Jeśli Ci się podobało, prześlij ten wpis dalej. Sprawisz, że moja praca przyda się kolejnym osobom. ***Polub   Content i Marketing   na Facebooku.

Purpurowe barwy w biznesie

Nareszcie znalazłam wolną chwilę żeby dopisać parę kolejnych zdań do mojego eseju o purpurze. Będzie więc o purpurze w biznesie. Wcześniej pisałam o definicyjnych i nazewniczych przygodach purpury.  Właściwie wypadałoby zacząć od jednej z najstarszych wzmianek kariery, która wyrosła wprost z purpury, a dokładniej z handlu purpurą. Mam tu na myśli  biblijną Lidię ( Dzieje Apostolskie 16:14) z miasta Tiatyra , dzisiejszą patronkę farbiarzy .  „Lidia była księżniczką w charakterze, choć nie w pozycji. Jest opisywana jako „sprzedawczyni purpury”, co odnosi się albo do purpurowej tkaniny albo do purpurowego barwnika używanego do barwienia tkaniny. W obu przypadkach była kobietą interesu, która zajmowała się wyższą klasą społeczną; stąd była kobietą o pewnych środkach".  Mike Willis , Bowling Green , Kentucky, Nawrócenie Lidii Pasjonaci purpury wciąż przynoszą pieniądze   Dziś, choć purpura została zdemokratyzowana*, nie brakuje „handlarzy i handlarek purpurą”....

Purpura na językach

  Purpurę, z jej bogatym i pulsującym różnorodnością „życiem wewnętrznym”, nazywano w przeszłości przeróżnie. Zależało to od rynku farbierskiego – surowców i technik pozyskiwania koloru, „dworów”, trendsetterów . Ci ostatni nie są wymysłem ostatnich dekad, zawsze byli obecni w rozsiewaniu nowinek – myślą, mową, pismem, malunkami, muzyką, obnoszeniem… Ze względu na „opalizującą naturę” purpury nigdy nie było zgody co do jej jakości kolorystycznych.  Kiedy purpurę podbarwiasz fioletem  Domyślnie przyjmowano, że purpura jest mieszanką czerwieni i niebieskiego, ale przeciągano ją często albo w stronę szkarłatu albo fioletu . Polacy, zwłaszcza w XIX i w pierwszej połowie XX wieku, w purpurze skłonni byli widzieć więcej szkarłatu, niż niebieskiego, a czasami tylko szkarłat (!). Wydaje się, że świetnym dowodem na polskie patrzenie na purpurę jak na szkarłat są dziewiętnastowieczne słowniki języka polskiego, w tym Słownik języka polskiego Lindego (1807-1814). W nim znajduje si...

Wokół biznesu w purpurze

  Od paru dni wraca do mnie myśl o purpurze: w brandingu, w marketingu, w reklamie. Jak zwykle, jest to myśl sprowokowana, tym razem pewnym przelotnym spotkaniem z firmą, która postawiła na „purpurową identyfikację”. Jak dla mnie jest to super pomysł, bo im jestem starsza tym bardziej uwodzi mnie purpura. (Może do tego koloru po prostu się dojrzewa?)  Na mieście jednak mówią, że z purpurą jest tak, że albo kochasz, albo nienawidzisz.  Myślę, że jest tak dlatego, że purpura to kolor łączący ekstrema: energię czerwieni i spokój niebieskości.  Źródło : https://pl.pinterest.com/pin/1407443629298597/ Purpura pulsuje, wibruje odcieniami. Nie bez kozery mówi się: „Purpura jest wszystkim, tylko nie zwykłym kolorem”.  Purpura opalizuje przy patrzeniu i w emocjonalnym oddziaływaniu: przyciąga i dystansuje, rozgrzewa i uspokaja, cieszy i smuci. Przystoi dumie i radości, i pokorze, i pokucie, i żałobie. Czy widział ktoś coś bardziej żałobnego niż purpurowe bratki? Nie jest ...

Siła nazwy

Czytam Pieska przydrożnego *. Czytam, bo lubię literacko-filozoficzne miniatury. NIEWYPIMISZONE. Dają tyle pola do domysłów, do „krążenia wokół”. I oto trafiam na super argument o „sile nazwy” : Wspaniałość była wielka, ale wymyślona: blask mieszkał w nazwie Emberiza citrinella,   nie w ptaku, drzewie, kamieniu czy chmurze.  Cz. Miłosz, Nazwa Blask mieszka w nazwie – wiedzą o tym poeci i marketingowcy, i specjaliści od brandingu, choć Szekspir myślał zgoła inaczej. A jednak myślę, że rację wciąż ma Miłosz. Siła nazwy * Cz. Miłosz, Piesek przydrożny. Wydawnictwo „Znak”. Kraków 1998. Teraz czas na Ciebie. Blogowanie to gra zespołowa.  * Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka. ** Jeśli Ci się podobało, prześlij ten wpis dalej. Sprawisz, że moja praca przyda się kolejnym osobom. ***Polub   Content i Marketing   na Facebooku.

Czas purpurowych gardziołków

Purpurowe gardziołki wyśpiewują wiosnę w moim ogrodzie… Czas purpurowych gardziołków Uczeni w zielonych pismach poprawiają mnie: to Lamium purpureum. Jest wskaźnikiem azotu.  A ja zapisuję mądrość, bez której życie jest o wiele uboższe:  „Jeśli zobaczycie pszczołę upapraną amarantowym pyłkiem, to wiedzcie, że wraca od kumpli z kolonii purpurowych gardziołków”.  Teraz czas na Ciebie. Blogowanie to gra zespołowa.  * Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka. ** Jeśli Ci się podobało, prześlij ten wpis dalej. Sprawisz, że moja praca przyda się kolejnym osobom. ***Polub   Content i Marketing   na Facebooku.

Hello, wiosna!

Wystarczyło ruszyć się z domu! Wystarczyło wyjść niedaleko, zaledwie na 500 słoniowych kroków. W nagrodę czekała na mnie wiosna, jakiej dawno nie widziałam. Czekał na mnie nieoczekiwany splot: żółtych kwiatów i nabazgranych na desce słów dawnej piosenki ( W deszczu maleńkich żółtych kwiatów  (2006), Myslovitz). Kwiaty i słowa przywołały mgliste obrazy z kultowej (kiedyś!) latynoskiej powieści Márqueza, Gabriela Márqueza.  Wyszłam po zieleń, wracałam z głową pełną migotliwych żółtości. Czy pójdziesz ze mną w deszczu maleńkich żółtych kwiatów... Ostatecznie, po powrocie, tuż przed otwarciem drzwi wejściowych do mieszkania ustaliłam, że żółty nie jest ani zły, ani brzydki, ani banalny (żółty bywa uwodzicielski i myślorodny, panie Bułhakow!) .  „Pójdziemy ze sobą powoli obok Do końca wszystkiego żeby zacząć na nowo W deszczu maleńkich żółtych kwiatów W spokoju przy sobie nie czując czasu”* * W deszczu maleńkich żółtych kwiatów ,  trzeci singel zespołu Myslovitz z płyty ...

Fiołkowe szaleństwo

Właśnie kwitną. Fiołki. Myślisz, że są tanie, nudne i przesłodzone? Przestań. Fiołki naprawdę mają niezłą historię i niezły potencjał na fad . Tym bardziej, że już nie raz i Europa, i Ameryka miały fioła na punkcie fiołków. Przez lwią część XIX i pierwszą połowę XX wieku fiołkowa aura spowijała i dwory, i miasta, i lud. I wykwintnych, i rubasznych. Nie dawała spać i przemysłowcom, i poetom, i pop-poetom (tym od show-biznesu!), i dyktatorom podnieb(ien)nych smaków (Ach, ten Koktajl Aviation!). Fiołkowe cesarzowe Na początku fiołkowego fadu były fiołkowe cesarzowe – Józefina (1763-1814), Maria Ludwika (1791-1847), Eugenia de Montijo (1826-1920), Elżbieta Bawarska/Sissi (1837-1898). Cesarzowa Józefina z ogrodniczą pasją kolekcjonowała fiołki w swoich dworskich ogrodach. I eksponowała je na sukniach, niczym biżuterię. Maria Ludwika „obnosiła” zapach fiołków parmeńskich i powszechnie przypisuje się jej ideę perfum „Violetta di Parma”, które na  rynek trafiły w 1870 roku, ar...

Dziewczyna ze ścianki

  – Ona nie jest byle kim, ona jest dziewczyną ze ścianki – dobiegł do moich uszu fragment rozmowy wyprzedzających mnie dziewcząt.  – Z ich dalszej rozmowy wynikało, że nie ze wspinaczkowej ścianki bynajmniej. Że chodzi o gwiazdę z Instagrama . O osobę młodą (ciekawe jak bardzo!), kreatywną, przedsiębiorczą i… I zostałam z chmurą domysłów o dziewczynie z Instagrama, dziewczynie –  Wirtualnej Personie , której udało się zbudować swoje wirtualne księstewko. E-księstewko ! A może nawet wirtualno-realne księstewko! Zdecydowanie, ono musi być wirtualno-realne – pomyślałam – bo przecież usłyszałam o niej off-line, na ścieżce do pewnego parku, w pewnym  małym miasteczku: „Ona nie jest byle kim, ona jest dziewczyną ze ścianki…”. Ostatnio przecinają się moje myśli z dziewczynami z Instagrama , z księżniczkami naszych czasów. Mają one rozległe posiadłości na elektronicznych Ziemiach Obiecujących , z władzą budowaną kciukami poddanych-niepoddanych albo inaczej mówiąc – dobrowo...

Przebiśniegi na językach

  Obudziłam się wczoraj z pytaniem: A jeśli język jest okiem? Jeśli rzeczywiście słowa narzucają  postrzeganie, interpretację, ocenę rzeczy i ludzi, historie i Historię? Przecież mówią na mieście: tak widzisz/myślisz, jak mówisz. Jesteś mówiony! Jesteś używany przez swój język! Potem poszłam na spacer, chłonęłam świat, nie nazywając niczego. Do czasu aż nie zatrzymały mnie pierwsze przebiśniegi, wykluwające się z…zeszłorocznych dębowych liści. Przebiśnieg mój marcowy (2025) I pomyślałam sobie jak bardzo różnie widzielibyśmy te pierwsze przebiśniegi: ja, mój rumuński znajomy i ciotka Lucy. Ta sama, która w Anglii zaraziła się galantofilią– wirusem kolekcjonowania przebiśniegów, starą angielską, arystokratyczną, nieuleczalną chorobą. Nie chce jej przejść ta przebiśniegomania, pomimo upływu lat i żartów całej rodziny.  Kiedyś jej syn powiedział, że jest po prostu galanthobore.  - Kim oni są, ci galanthobore? – zapytałam.  - No nudziarzami, przebiśniegowymi nudziarz...

T-shirt, kwiaty, słowa

No i chodzą za mną słowa i kwiaty . Właśnie dotarł do mnie kupiony on-line t-shirt z fragmentem wiersza Miłosza, Czesława Miłosza: Oset, pokrzywa, łopuch, belladonna Mają przyszłość. Ich są pustkowia I zardzewiałe tory, niebo, cisza. Cytat z  wiersza Miłosza jest dyskretny, umieszczony wysoko na plecach. Jest prawie niewidoczny.  Na t-shircie rządzą fiolety i butelkowe zielenie na czarnym tle. Zielenie i fiolety układają się w  osty, pokrzywy, łopuchy. Jest i ona la bella-donna, w języku botaników: Atropa bella-donna. Jest to trucizna, którą brano czasami za lek albo kosmetyk.   I bella-donna. Można trafić na legendy, które mówią, że czarownice późnego średniowiecza używały wilczej jagody (obok cykuty, tojadu, mandragory) jako składnika maści … „na latanie”.  Niektórzy przepuszczają, że to ona – Atropa bella-donna – zabiła Szekspirowych kochanków z Werony. Jest bardzo prawdopodobne, że tak chciał Szekspir. Przecież podobno od  jej trucizny– podanej prz...

Po okładce

  Chodzą za mną kwiaty: pojedynczo, dwójkami, stadami . Nawet teraz, w środku zimy, czekały na mnie … w księgarni. Nie dało się ich nie dostrzec, kusiły, wabiły kształtami, barwami, teksturą. Oszałamiająco burzyły wszystko co dotychczas myślało mi się o książkowych okładkach, o ich służebności wobec treści: korespondencji, relacji, komunikacji! Okładka – przywoływałam jakieś fragmenty z pliku pamięci „marketing książki” – musi mówić o treści, grupie docelowej, tonie książki. Bo okładka to przecież pierwsze wrażenie, wizytówka, zaproszenie, la, la, la…   Tymczasem kwiaty, które wabiły mnie już od wejścia, kwitły na okładkach książek różnych autorów i prezentujących różne gatunki: powieści psychologiczne, komedie i tragedie Szekspira, zbiory publicystyki literackiej. Tryumfująco oznajmiały sojusz literatury i sztuki botanicznej, słowa i cieplarniano-ogrodowego spojrzenia… Obwieszczały trumf intensywności i bujności nad minimalizmem, malarskości nad typografią. Obejmując kwi...

Takie tango

Nie będę ukrywać, ze lubię o…tangu. Kiedyś w  Miedzynarodowy Dzień Tanga napisałam o cudownym mariażu tanga i reklamy, w latach trzydziestych zeszłego stulecia.  W tamtych latach tangowano na potęgę.  W karnawale 1930 roku można było przeczytać w „Świecie”:  „ Nadszedł wreszcie taniec XX wieku. — Runęły foxtroty, shimmy, javy, bluesy — zostało zwycięskie tango argentyńskie. Dziś tańczy je cały świat w małych boitach paryskich, w snobistycznych barach Wielkich Bulwarów i Riwiery, w portowych spelunkach, w izbie robotnika i pokoiku pensjonarki. Jazz, patefon i radio — grają: tango argentyńskie. Gorące słońcem południowej Ameryki, zmysłowe, jak dżungla nocą, i upajające, jak hiszpańskie wino. Jest w nim podświadoma tęsknota starej Europy za Nowym Lądem. Tęsknota za miłością, odrodzoną przez bujną przyrodę”.  Była to trzecia fala tanga na ziemiach polskich. Pierwsza  polska fala tanga Pierwsza  polska fala tanga wezbrała tuż przed pierwszą wojną światową....

Święty Mikołaj przejęty

  Im jestem starsza, tym bardziej komplikuje mi się figura Mikołaja, kiedyś wyłącznie świętego. Myślę sobie, że trudno o postać bardziej tajemniczą, użyteczną i bezpardonowo użytkowaną niż święty Mikołaj, dziś po prostu Mikołaj – najczęściej człowiek na godziny, z wymiętą „umową o „dzieło” w kieszeni czerwonego kubraka albo tandetny gadżet, co to potrafi nawet w twerk. Jakieś sto lat temu Mikołaj, jeszcze święty, opiekował się końmi i inną zwierzyną domową. W wigilię swojego grudniowego święta kazał do… wilków. Tych realnych, które przejmowały władzę nad grudniowymi lasami, ale i tych symbolicznych. W nocy z 5 na 6 grudnia wymieniano na drzwiach końskich stajni wyblakłe wizerunki Świętego. Im bliżej Wschodu, tym bardziej wierzono w jego ochronne moce. Tu i ówdzie szeptano podobno, że tam gdzie Bóg nie może, święty Mikołaj dopomoże.  Piotr Stachiewicz , Grudzień. Źródło:https://cyfrowe.mnw.art.pl/pl/zbiory/203994 Wcześniej święty Mikołaj dyskretnie opiekował się pannami bez po...

Poeta reklamy

Mam i ja – oliwę z twarzą Dantego. Moja pasja obserwowania różnego rodzaju literacko-reklamowych kłączy nie pozwoliła mi przejść obojętnie obok tej oliwy.  Mogę chyba powiedzieć, że od pewnego czasu Dante „za mną chodzi”, stoi przy moich alejkach zakupowych, jakby na mnie czekał. Jakiś czas temu podprowadził mnie do nietuzinkowej książki, niby kucharskiej, ale i o włoskiej kulturze. A może zwłaszcza o włoskiej kulturze? Po otwarciu tej książki unosi się wokół radość opowiadania o włoskich smakach, zapachach, teksturach, kolorach, a nawet dźwiękach. Jak dobrze się wsłuchać, to można usłyszeć muzykę, najbardziej soczystego florenckiego bluzgu, tarantelli, O sole mio czy melodię „Roma ach, Roma, ty się wcale tak nie sromaj!”. Wirują w tej książce, pod którą podprowadził mnie Dante, włoska historia, geografia, legendy, piękne mity literatury – Beatrycze!, popkultura, stereotypy włoskie i polskie, włoskie i polskie osobliwości lingwistyczne, warszawska codzienność z drugiej dekady XXI ...