Przejdź do głównej zawartości

Clickbait, czyli wyłudzenie kliknięcia albo treściowy fast food


Jest o nim zdecydowanie głośno. Jedni nazywają go: oszustwem, wyłudzeniem,  portalowym fast foodem, portalozą. Inni – eufemistycznie – sposobem na przyciąganie e-publiczności.

A chodzi o generowanie ruchu na portalu lub innych stronach przez stosowanie różnych słownych albo obrazkowych przynęt i zanęt. Bo clickbait (= click (kliknięcie)+bait (przynęta)) to gra o kliknięcie dzięki przynęcie.

Jak w każdym wabiku, grający w tę grę wykorzystują prastare zapotrzebowanie naszego gatunku  na sensację i ściągają publiczność … na obietnicę treści z szokującą, skandalizującą,  prowokującą, czyli sensacyjną wkładką.

W większości przypadków na obietnicy się kończy, bo cechą charakterystyczną clickbaitu – jest niezupełna albo zupełna niezgodność otworzonych treści z tytułem, czyli… zmierzone oszustwo.

Podstawowe narzędzia clickbaitu

Click bait posługuje się głównie:
  • super tytułami - szokującymi, sensacyjnymi, prowokującymi, wyolbrzymiającymi prawdziwe wydarzenia, sugerującymi realne zagrożenie  tuż za progiem albo wielką szansę w zasięgu ręki 
  • linkami – przekierowującymi na nieopisane lub mylnie opisane strony, zazwyczaj płatnymi
  • atrakcyjnymi albo sensacyjnymi lub skandalizującymi fragmentami zdjęć – przekierowującymi na strony, które nie mają z tym zdjęciem nic wspólnego, zazwyczaj w celach komercyjnych.

Clickbaiting i jego rodzinka  

Oj, duża ta rodzinka, a w pierwszej (i  alfabetycznej!) kolejności tworzą ją: clik-klik, clik-przynęta,  fake post,  infotainment, likejacking, marketing wirusowy, reklama, sensacjonalizm, spam,  tabloidyzacja dziennikarstwa, trolling, yellow journalism/ żółte dziennikarstwo


clickbait, clickbaiting, wyłudzenie kliknięcia
Clickbaiting i jego rodzinka
Teraz czas na Ciebie.
Blogowanie to gra zespołowa. 
* Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila, dla mnie ważna wskazówka.
** Jeśli Ci się podobało, prześlij ten wpis dalej. Sprawisz, że moja praca przyda się kolejnym osobom.
***Polub  Content i Marketing  na Facebooku.

Komentarze

  1. Nienawidzę tych baitów. Najgorsze jest to, że mnóstwo moich znajomych się na to nabiera. Nie wiem, gdzie ludzie maja mózgi (młodzi ludzie, którzy naprawdę powinni zdawać sobie sprawę z zagrożenia) i nie rozumiem chęci czytania czegoś takiego. Nawet, gdyby informacje tam zawarte były prawdziwe, gdyby w ogóle były tam jakieś informacje, nie chciałabym tego czytać.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentujcie, dopisujcie, nadpisujcie :)

Najpopularniejsze

Co to jest haul?

Słyszała(e)ś kiedyś wyrażenie „haul zakupowy”? Nie? To pewnie nie uczestniczysz w życiu zakupowej blogosfery, a zwłaszcza jej wersji wideo, czyli vlogosfery? A może słyszała(e)ś to wyrażenie, co więcej, masz o całym haulowym zjawisku już wyrobione zdanie? Może nie najlepsze? Masz pełne prawo! Podziel się nim, proszę. Będziesz moim pierwszym komentatorem! Haul i content marketing? A w ogóle dlaczego zajmuję się „zakupowym haulem”? Bo ciekawi mnie wszystko, co z marketingiem treści było związane, jest związane i związane być może w niedalekiej lub dalekiej przyszłości. A zakupowy haul jest chyba takim marketingiem, nawet jeśli nieświadomym czy spontanicznym, to znaczy przez nikogo nieopłacanym?    A tak nawiasem mówiąc, denerwują mnie te nazwy marketing treści czy content marketing, których jednak używam z całym dobrodziejstwem i… niedobrodziejstwem. Denerwują mnie, bo przecież chodzi tu nie tyle o marketing treści, ile przez treści i przez ten brak „przez” robi się zamę

Chwytliwe hasła

A jednak rymy w komunikacji wszelkiej maści są nieśmiertelne . Wczoraj wieczorową porą weszłam na Facebooka, a tu balet …rymów: „Pani Beato! Niestety, ten rząd obalą kobiety! Albo: „już to media podchwyciły, jakby całe życie z anarchią na piersiach łaziły”. Albo: „głośno wszędzie, czarno wszędzie, co to będzie, co to będzie!” Nawet niektóre hasztagi wyświetlające się na mojej facebookowej ściance ubrały się w rymy: #latowKato, #macchiatowkato. #nakawcewwawce. Może byłabym przeoczyła ten e-taniec rymów, gdyby nie to, że od pewnego czasu jestem wyczulona na rymowanie. Zwłaszcza w sloganach promocyjnych i reklamowych. I wbrew temu, co się sądzi „na mieście” rymy wcale nie wyszły z copywriterskiej mody. Mimo, że niektórych drażnią w sposób absolutny. Rymy robią niezłą robotę Rymy od zawsze bawiły, odróżniały, wyróżniały, wbijały w pamięć nazwy firm (i ich adresy), nazwy marek, produktów . O czym pisałam między innymi tutaj i tutaj . Rymy służyły także wyśmienicie czarnemu PR-owi,

Czekolada: kultowe hasła reklamowe

Jean  A. Brillat-Savarin o czekoladzie Czekoladę uwielbiał na pewno Król August III. Podobno codziennie wstawał o 3 nad ranem, wypijał filiżankę nieprzyzwoicie intensywnej czekolady i siadał za biurkiem. Sam z siebie, a raczej ze swojej królewskiej mądrości, nieprzyjemności królewskich obowiązków otwierał  czekoladową przyjemnością. A Brillat-Savarin, autor słynnej Fizjologii smaku (1825),  pisał:” […] gdy myślenie przychodzi mi z trudem i przygniata jakaś niewiadoma siła, do wielkiej filiżanki czekolady dodaję ziarnko ambry wielkości bobu, utłuczone z cukrem i zawsze pomaga mi to doskonale. Dzięki temu środkowi wzmacniającemu życie staje się łatwiejsze, myśl lżejsza i nie grozi mi bezsenność, nieunikniona po filiżance kawy na wodzie, którą wypijałbym w tej samej intencji” . I pewnie niekłamany był  ten jeden z jego 9 żali nad biednymi przodkami, którym nie dane było próbować smaków Anno Domini 1825: „ Bogacze Rzymu, którzy wyciskaliście pieniądze zewsząd, gdzie stanęła