Przejdź do głównej zawartości

Dlaczego Bond lubi martini wstrząśnięte?

Niedawno na pewnym blogu przeczytałam dość racjonalne uzasadnienie dlaczego Bond lubi martini wstrząśnięte, a nie zmieszane/ nie mieszane. Przeczytałam więc, że „smakuje lepiej, bo zawiera więcej mikroskopijnych okruchów lodu, dzięki czemu smak szerzej wypełnia usta”. Nie wiem czy jest to prawda, tak jak nie wiem też czy wstrząsanie błyskawicznie znosi posmak ziemniaków, z których robiono wódkę w czasach, kiedy Ian Fleming pisał o przygodach Bonda. 

Czuję jednak, że marketingowo (i estetycznie!) o wiele lepiej brzmi wstrząsanie niż mieszanie. Wstrząs, a nawet wstrząśnięcie, należą  bowiem do pojęć, które odnoszą się ostrych stanów emocjonalno-estetycznych i oznaczają „wyrwanie z normalności” – drgnięcie, szarpnięcie, poruszenie, zelektryzowanie, epatowanie. A zmieszanie – no cóż,  znaczy tyle, co pomącenie, namącenie, zmącenie, pochachmęcenie. A to w ogóle nie w stylu Bonda – mistrza wyrafinowanej elegancji, prawda ? A może nie, może tylko mnie się tak wydaje?



Komentarze

  1. Marketingowo może i racja, że lepiej brzmi, ostatnio zdziwiła mnie przetłumaczenie reklamy snickersa, jakoś mi nie pasuje tak, ale cóż może za słaba jeszcze jestem w te klocki i się nie znam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. szczerze to nigdy martini nie piłam, piłam raz whisky i o raz za dużo, widocznie nie dorosłam jeszcze do takich trunków, albo za średni przedział ze mnie :D wolę swoją nalewkę z pigwy ;) też daje kopa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, nalewka z pigwy, jeszcze domowa.... Może jeszcze z pigwy z własnego ogrodu?

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentujcie, dopisujcie, nadpisujcie :)

Najpopularniejsze

Czekolada: kultowe hasła reklamowe

Czekoladę uwielbiał na pewno Król August III. Podobno codziennie wstawał o 3 nad ranem, wypijał filiżankę nieprzyzwoicie intensywnej czekolady i siadał za biurkiem. Sam z siebie, a raczej ze swojej królewskiej mądrości, nieprzyjemności królewskich obowiązków otwierał  czekoladową przyjemnością.

A Brillat-Savarin, autor słynnej Fizjologii smaku (1825),  pisał:” […] gdy myślenie przychodzi mi z trudem i przygniata jakaś niewiadoma siła, do wielkiej filiżanki czekolady dodaję ziarnko ambry wielkości bobu, utłuczone z cukrem i zawsze pomaga mi to doskonale. Dzięki temu środkowi wzmacniającemu życie staje się łatwiejsze, myśl lżejsza i nie grozi mi bezsenność, nieunikniona po filiżance kawy na wodzie, którą wypijałbym w tej samej intencji” .

I pewnie niekłamany był  ten jeden z jego 9 żali nad biednymi przodkami, którym nie dane było próbować smaków Anno Domini 1825: „ Bogacze Rzymu, którzy wyciskaliście pieniądze zewsząd, gdzie stanęła rzymska stopa, nigdy na waszych sławnych salonach ni…

Chwytliwe hasła

A jednak rymy w komunikacji wszelkiej maści są nieśmiertelne. Wczoraj wieczorową porą weszłam na Facebooka, a tu balet …rymów: „Pani Beato! Niestety, ten rząd obalą kobiety! Albo: „już to media podchwyciły, jakby całe życie z anarchią na piersiach łaziły”. Albo: „głośno wszędzie, czarno wszędzie, co to będzie, co to będzie!”

Nawet niektóre hasztagi wyświetlające się na mojej facebookowej ściance ubrały się w rymy:
#latowKato, #macchiatowkato. #nakawcewwawce.

Może byłabym przeoczyła ten e-taniec rymów, gdyby nie to, że od pewnego czasu jestem wyczulona na rymowanie. Zwłaszcza w sloganach promocyjnych i reklamowych. I wbrew temu, co się sądzi „na mieście” rymy wcale nie wyszły z copywriterskiej mody. Mimo, że niektórych drażnią w sposób absolutny.
Rymy robią niezłą robotęRymy od zawsze bawiły, odróżniały, wyróżniały, wbijały w pamięć nazwy firm (i ich adresy), nazwy marek, produktów. O czym pisałam między innymi tutaj i tutaj. Rymy służyły także wyśmienicie czarnemu PR-owi, czy jak mówi…

Hajp lub hype, czyli szum