Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty pasujące do zapytania eufemizmy

Copywriting i eufemizmy

Język reklamy kocha eufemizmy*. Słowne zasłony dla tego co w danym miejscu i czasie niepożądane: nieestetyczne, niemoralne, niedyplomatyczne, nierynkowe. Język reklamy kocha eufemizmy bez względu na geografię. Bo nie wykluczają, ozdabiają, pozwalają prowadzić komunikację i oczywiście – sprzedają. Sprzedają idee, usługi, produkty.  Eufemizmy używane są też poza reklamą: w życiu codziennym i zawodowym, w mediach. Dochodzą do głosu wtedy na przykład, gdy  o kradzieży mówi się – plądrowanie, a o kopiowaniu czyjejś własności intelektualnej – inspiracja albo nowa interpretacja. Eufemizmy po prostu łagodzą, rozmywają ostrości, kategoryczności. Jak to kiedyś powiedział Robert Mayer** – „zmniejszają kamienistość kamienistej drogi”. Język reklamy kocha eufemizmy. Eufemizmy pojawiają się same wszędzie tam, gdzie występują trudne tematy: śmierć, choroby, starość, kalectwo, seks, samotność, czy – w naszej europejskiej kulturze – nadwaga. W tym ostatnim przypadku wystarczy przekroc...

Silversi

Nasz język rośnie jak na drożdżach. Pączkuje. Każda orientacja polityczna, płciowa, wiekowa, ekonomiczna, itd… chce dorzucić swoje „trzy grosze” do naszego ogólnego słownika. Marketing, jego syn Copy i ich media własne, zawłaszczone i kupione (reklamy, artykuły sponsorowane) też mają swój udział w codziennej walce o ważne, mniej ważne i zupełnie nieważne słowa. No i jeszcze nie należy zapominać o SEO, wielkim słownikarzu, podpiętym do Google. Eufemizmy nie pytają, eufemizmy otulają Nic więc dziwnego, że niektóre słowa obrastają w wiele podobnych czy równoznacznych znaczeniowo, nieomylnie wskazując na wzmożone zainteresowanie tym, co oznaczają. Inne z tych samych powodów – to jest wzmożone zainteresowanie czymś –  się rodzą i robią zawrotną karierę. Albo też stają się popularne, bo są bardzo poręczne i na przykład... cudownie eufemistyczne. Jak na przykład słowo „silvers/silversi”, które wypiera „50+”, nie mówiąc o takich określeniach, jak: seniorzy czy emeryci. Jest to wyś...

Szmata śmierci albo dysfemizmy

Istnieją eufemizmy , istnieją dysfemizmy. O ile pierwsze łagodzą  wypowiedzi  i przedstawienia przedmiotów, o tyle drugie je wyostrzają, a także brutalizują i atakują. O ile eufemizmy mogą służyć promocji i reklamie, o tyle dysfemizmy sprawdzają się, gdy chodzi o wywołanie niechęci,  degradację, antyreklamę. Także gdy chodzi o  wyrażenie wściekłości,  przepuszczenie ataku. Luty, który z natury jest nieprzyjemny (zimny,  ostry,  lodowaty) obfitował w  wypowiedzi, w których używano dysfemizmów. No a dzisiaj jest 2 marca,  no  i mamy dysfemistyczny atak na…stary poczciwy podkoszulek bawełniany.   Stary poczciwy pokoszulek bawełniany został  bowiem  w pewnym istotnym portalu nazwany  …„szmatą śmierci”.  Co prawda nie jest on ani termiczny, ani termoaktywny, ani termoregulacyjny i tak podobno go nazywają „wspinacze”, ale bez przesady. Pomiędzy „byciem nietermicznym”  a  „szmatą śmierci” jest wiele in...

Na przykład tuje

Co ja czytam? Tujki -*ujki, tuja-truja, ogrodowe czopki, ogrodowy obciach, cmentarne ziele, ziele Grażyn i Januszów, ogrodowe klony, tujoza, tujomania, zatujowani, zatujeni… Jasne, że chodzi o tuje, a może o  krytykę mody na tuje, a może o promocję mody na beztuje: wodooszczędną, propszczelą i proowadzią, prapolską, słowiańską. Gdzieś na pewno czytałam: „Nie bądź Indianinem, Słowianie okadzali się cisem! Jest to doskonały przykład tego, że każda przestrzeń – nawet prywatny ogród – może stać się w komunikacji polem zastosowania technik manipulacyjnych: strzelania dysfemizmami, ćwierć i półprawdami, niedopowiedzeniami przechodzącymi w kłamstwa, obrazami i sloganami podszytymi złymi skojarzeniami i emocjami, clickbajtowymi tytułami medialnych doniesień.  Jasne, że wiele z tych technik koliduje z doświadczeniami codzienności, na przykład obrazowanie tui jako „cmentarnego ziela”. Wystarczy pójść na stare cmentarze, by zobaczyć, że za równie cmentarne mogą uchodzić opiekuńcze lipy, ...

Astroturfing, czyli niby-spontaniczność

No i przetoczyła się przez polskie media  fala artykułów z astroturfingiem w nagłówkach i treściach.  Widać eufemizmy są w modzie. Bo jakoś nikt nie pisze  o niby-spontaniczności, jej symulowaniu czy inscenizowaniu czy wreszcie  o malowaniu trawy lub wysiewaniu sztucznej trawy. A o astroturfingu to i owszem. A przecież astroturfing to nic innego jak  udawanie spontaniczności, samorzutności,  naturalności. Wyreżyserować można podobno każdą spontaniczność. Potrzebne są tylko odpowiednie środki i zasoby oraz praktyczna wiedza o reżyserowaniu wydarzeń i przedstawień – w tym używaniu znaków, symboli, emblematów. Reżyserować można spontaniczność  w wersji anty- (antypartyjną, antyideową, antyreligijną, antyproduktową) albo  pro- (propartyjną, proideową, proreligijną, propoduktową). I choć ciotka Wikipedia podaje przykłady astroturfingu z początku XXI wieku i tym sugeruje, że astroturfing jest czymś całkiem młodym, osobiście mam trochę inne zdanie....